"It's difficult to admit the obvious"
political world

Pamiętamy

Marek Jan Chodakiewicz|Friday, April 25, 2014

W kilku przynajmniej miejscach w USA, a w tym i w amerykańskiej Częstochowie odbywają się uroczystości upamiętniające tragedię smoleńską z 10 kwietnia 2010 r. To dobrze, że niektórzy Polacy i Polonusi pamiętają. Szkoda, że celebrują tę pamięć tylko w swoim gronie. Wydaje się, że mój Institute of World Politics (IWP) jest jedyną instytucją amerykańską, a już na pewno jedyną uczelnią wyższą, gdzie pamięta się Smoleńsk. Nie tylko od początku śledzimy sprawę, ale nasi profesorowie, głównie Amerykanie, w większości niepolskiego pochodzenia, udzielają chętnie eksperckich opinii na temat katastrofy prezydenckiego samolotu.


Na mojej uczelni jestem uznany za gołębia, bowiem uważam, że dopóki RP nie odzyska wraku oraz czarnych skrzynek (a nie kopii), a sprawy rozpatrzy międzynarodowa komisja, czyli dopóki nie będzie badań w pełnym zakresie – nie możemy jednoznacznie rozstrzygnąć, co dokładnie się stało. Istnieją bardzo twarde dowody, że Moskwa od początku w sprawie mąci i otumania, mamy też poważne hipotezy, że w Smoleńsku mogło dojść do zamachu. Natomiast prawie wszyscy w IWP, szczególnie ze starszej kadry, weteranów zimnej wojny (najbardziej Gene Poteat z CIA), są przekonani, że tak było rzeczywiście.

Formalnie zainteresowaniu nie ma się co dziwić – mamy przecież w uczelni Katedrę Studiów Polskich im. Tadeusza Kościuszki. Zakres jej badań obejmuje nawet takie sprawy jak smoleńska katastrofa. Ale w innych szkołach też są katedry „studiów polskich”. Ufundowała je Polonia, czasami dołożyli się rodacy z kraju. Ale tam o Smoleńsku głucho. Głośno za to o jedwabieńskich „Sąsiadach”. Czasami jeszcze wita się postkomunistę Aleksandra Kwaśniewskiego. Albo zgłębia temat „żydowskie prostytutki we Lwowie”. Kiedyś o tym napiszę szerzej.
U nas unikamy postmodernizmu, queer theory, gender studies czy globalizmu, choć naturalnie uczymy o tych patologiach i herezjach paraliżujących naukę zachodnią. Generalnie zapraszamy wszystkich i dyskutujemy na każdy temat, tak długo jak wykłady oparte są na modelu empirycznym i logocentrycznym. W związku z tym zaprosiliśmy dr. Kazimierza Nowaczyka, który za swój udział w pracy koncepcyjnej, naukowej nad tragedią smoleńską został wyrzucony z University of Maryland (te same grupy nacisku starają się spowodować zwolnienie z uczelni mego wujka, profesora Chrisa Cieszewskiego). Gdy rozeszło się w interenecie, że dr Nowaczyk będzie miał wykład w IWP, odezwali się „życzliwi”. Poradzono nam, byśmy odwołali zaproszenie, bo ów naukowiec jest „znanym w Polsce wyznawcą teorii spiskowej”. Kazałem naszym asystentom odpowiedzieć, że autor tej insynuacji sam jest wyznawcą teorii spiskowej, której jądrem jest zaprzeczenie, że był jakikolwiek spisek. A przecież gołym okiem widać, że Moskwa mąci i oszukuje, aby nie oddać czarnych skrzynek czy wraku. To przecież konspiracja przeciw prawdzie!

Na wykładzie większość publiczności stanowili Amerykanie – z instytucji rządowych, z think tanków. Dr Nowaczyk opowiedział im o faktach znanych zainteresowanym w Polsce, ale nie funkcjonujących wcale prawie w USA (poza kręgiem polonijnym). Mówił o płk. Krasnokutskim, który siedział wbrew przepisom w wierzy kontroli lotów i wydawał polecenia. O tym, że strażacy dojechali na miejsce wypadku 27 minut po katastrofie (a mieli do pokonania 400 metrów). O tym, że kontrolę nad miejscem upadku samolotu przejął obecny minister obrony Siergiej Szojgu. Wiele zdumienia wywołała opowieść o „brzozie pancernej”. Oraz o wewnętrznych sprzecznościach każdego z oficjalnych raportów rządowych: rosyjskich i polskich, jak również ich częściowej niekompatybilności. Publiczność była zdziwiona, że raport postsowieckiego prokuratora został dopiero odnaleziony przez dziennikarzy, a nie uwzględnia się go w raportach rządowych.

Padło dużo pytań z sali, niektóre emocjonalne. Pewna kobieta nie mogła uwierzyć, że pozwolno ViP-om lecieć razem, zamiast kilkoma samolotami. Mnie najbardziej zapadło w pamięć wystąpienie ks. Jarosława Wiśniewskiego, który zjawił się u nas po 20 latach w Sowdepii. Powiedział mi potem: „sprawa smoleńska jest mi bliska jak żadna inna, nie mogę się do dziś uspokoić. Ks. Józef Joniec założyciel parafiady, który leciał tym samolotem, to mój dobroczyńca i przyjaciel. Cała reszta to ludzie w większości mi bliscy ideowo. Ich śmierć oplakuję jak większość Polaków i nie potrafię powstrzymać się od emocji”.
Mamy właściwie gotowe materiały do pracy na temat Smoleńska i zawirowań z tą tragedią związanych. Jak powiedział Mozart, dzieło jest gotowe, trzeba tylko usiąść i je napisać.
Copyright © 2009 www.internationalresearchcenter.org
Strony Internetowe webweave.pl