"It's difficult to admit the obvious"
political world

Jedwabne - oszczerstwa zapłatą za bohaterstwo

Iwo Cyprian Pogonowski|Sunday, August 18, 2013

Tekst wykładu wygłoszonego przez wybitnego przedstawiciela inteligencji polskiego pochodzenia w USA – prof. Iwo Cypriana Pogonowskiego (m.in. więźnia Auschwitz i Saksenchausen)  w  60 rocznicę Polskiego Instytutu Naukowego w Ameryce w dniu 8 czerwca 2002 r. w Georgetown University Washington, DC.

    Tło historyczne Dziś, kiedy staramy się dojść do prawdy o tragedii w Jedwabnem sprzed sześćdziesięciu lat, wielu z nas odczuwa głębokie rozgoryczenie, obserwując fałszywą politykę przeprosin i skruchy ze strony ludzi, którzy starają się napisać nową wersję historii Polski. To rozgoryczenie jest chyba najgłębsze wśród mojego pokolenia - weteranów nazistowskiego i sowieckiego terroru. Jest rzeczą jak najbardziej właściwą, żeby pan Miller, polski premier, wspominał z czcią cierpienia Żydów w Polsce i innych krajach. Natomiast w najwyższym stopniu niewłaściwe jest przypisywanie Narodowi Polskiemu zbrodni w Jedwabnem, by w ten sposób oczyścić od tego mordu winnych go Niemców - nazistów, i przy tym jednocześnie wybielać zbrodnie komunistów w Polsce. Pamiętajmy, że terror sowiecki i niemiecki w Polsce był zapłatą za bohaterstwo, z jakim Naród Polski oparł się i bolszewikom, i nazistom niemieckim. W 1920 roku opór Polski uniemożliwił wybuch rewolucji światowej opartej na siłach rosyjskich i niemieckich pod wodzą Lenina. Następnie w 1939 roku Polska przeszkodziła strategii Hitlera, dzięki której miał on zdominować świat. W czasie okupacji Polacy walczyli bohatersko w armii, lotnictwie i marynarce wojennej, jak również w utworzonym przez siebie największym ruchu oporu w Europie, stworzyli polskie państwo podziemne. Bohaterski opór zbrojny trwał przez pierwsze lata powojennej okupacji sowieckiej. Terror sowiecki groził Polsce od chwili odzyskania niepodległości, kiedy Polacy toczyli wojny o granice swego odradzającego się państwa. Wtedy, pod dowództwem Józefa Piłsudskiego, najważniejszym polskim zwycięstwem było pokonanie inwazji bolszewickiej w 1920 roku. Lenin usiłował zająć Polskę i rozpętać komunistyczną rewolucję światową w oparciu o Rosję i Niemcy. Miliony Niemców, komunistów, a także ludzi rozgoryczonych przegraną w wojnie światowej, było gotowych poprzeć rząd komunistyczny, który miał odzyskać dzięki Leninowi, nasze Słowiańskie zachodnie ziemie polskie - byłego zaboru pruskiego. Polskie zwycięstwo zniszczyło plany rewolucji światowej Sowietów, którzy odpłacili się Polakom terrorem i w latach 1939-41 wymordowali więcej obywateli polskich niż Niemcy w tym samym czasie. Około czterech piątych wszystkich zabitych zostało aresztowanych na skutek donosów do NKWD przez miejscowych kolaborantów, głównie żydowskiego pochodzenia. Blisko 22.000 członków elity polskiej zostało wpisanych na listę Ł. Berii* wiosną 1940 roku i wykonano na nich wyrok śmierci. W styczniu 1939 roku Polska odmówiła przystąpienia do antykominternowskiego paktu. Było to punktem zwrotnym w historii świata, ponieważ Japonia, po zawarciu paktu z Niemcami przeciw Rosji Sowieckiej w 1936 roku, zaatakowała Związek Sowiecki już w 1938 roku, w przekonaniu, że Niemcy z pomocą Polski wkrótce zaatakują Sowiety z zachodu. Hitler, chory na chorobę Parkinsona, spieszył się, żeby dokonać swej misji dziejowej, bo uważał, że nie uda się to żadnemu innemu Niemcowi. Usilnie zabiegał o pozyskanie Polski do ataku na Sowiety. Kluczem Hitlera do zdominowania świata miał być podbój Rosji Sowieckiej, głównie przez siły niemieckie i polskie, atakujące z zachodu, oraz japońskie - ze wschodu. Zdobycie pól naftowych Rosji i Bliskiego Wschodu miało zapewnić Hitlerowi dominację nad światem i dostarczyć paliwa dla jego "zmotoryzowanej maszyny wojennej". Polska nie tylko odmówiła paktu z Hitlerem, ale już 25 lipca 1939 roku przekazała rozwiązanie niemieckich kodów Enigmy Wielkiej Brytanii i Francji - co, według wypowiedzi amerykańskiego specjalisty D.A. Hatcha w 1999 roku, "stało się kamieniem węgielnym zwycięstwa aliantów nad Niemcami" (Center of Cryptic History, Fort Meade, Maryland). Inwazja Normandii nie byłaby możliwa bez posiadania zdekryptowanej Enigmy przez aliantów.
Jak wiemy, mimo kluczowego polskiego wkładu w zwycięstwo i kolosalnych ofiar, Polska została zdradzona przez Roosevelta i Churchilla w Teheranie i w Jałcie. Polacy nieostrzeżeni przez aliantów wykrwawiali się w beznadziejnym ale Bohaterskim Powstaniu Warszawskim, tracąc kwiat młodzieży. Polska została oddana Sowietom i po pacyfikacji przez NKWD stała się państwem satelickim, podległym Rosji Sowieckiej. Tragedia w Jedwabnem - archiwa niemieckie i dwa groby 10 lipca 1941 roku Niemcy terrorem poprowadzili Żydów jedwabieńskich na miejsce ich masakry. Zastrzelili około 50 i spalili żywcem około 250 (nie 1.600 czy 1.800, jak doniosła prasa amerykańska na podstawie fałszywych informacji zawartych w książce-paszkwilu na Polskę "Sąsiedzi" J.T. Grossa, który zignorował sowieckie i niemieckie źródła archiwalne). Niemcy zorganizowali sobie do pomocy volksdeutschów (znanych zdrajców i szpiegów) grupę prymitywnych kryminalistów, miejscowych i z okolicy, oraz niewykluczone, że również kilku "mścicieli". Ci ostatni, jeżeli rzeczywiście wzięli udział, to prawdopodobnie byli przekonani, że niektórzy z Żydów jedwabieńskich narazili ich samych i ich rodziny na ciężkie prześladowanie przez NKWD i zsyłki do Gułagu. Dodatkową grupę Polaków, groźbą zastrzelenia i ciosami kolb karabinów, Niemcy zmusili do sprowadzenia Żydów do czyszczenia bruku na rynku. Jeszcze żyją świadkowie tej szczegółowo zaplanowanej niemieckiej egzekucji kilkuset Żydów jedwabieńskich 10 lipca 1941 roku. Niemcy zmusili około 300 Żydów do marszu w niby-pogrzebie betonowej głowy Lenina strąconej z pomnika w rynku. Podzielili Żydów na dwie grupy. Pierwsza była złożona z około 50 mężczyzn na tyle silnych, że mogli się rozpaczliwie bronić. Druga składała się z około 250 osób, głównie kobiet, dzieci i starców. Podczas gdy druga grupa zatrzymała się w tyle, pierwszej Niemcy kazali wejść do małej stodoły, do której klucze skonfiskowali poprzedniego dnia, kiedy to opróżnili stodołę z przechowywanych w niej maszyn rolniczych. Kazali Żydom z pierwszej grupy kopać rów w klepisku, by niby tam pochować głowę Lenina. (Gross napisał błędnie, że scena ta odbywała się na cmentarzu żydowskim.) Po wykopaniu rowu Niemcy otworzyli ogień do pierwszej grupy Żydów. Potem prawdopodobnie kazali Polakom pochować zastrzelonych. Głowę Lenina umieszczono na zwłokach w grobie pierwszej grupy ofiar. Następnie Niemcy kazali drugiej grupie wejść do stodoły, którą polali benzyną i podpalili. Stefan Boczkowski, Roman Chojnowski i pięciu innych świadków zeznało, że widzieli, jak Niemcy palili stodołę pełną Żydów. Niemiecka półciężarówka podjechała z żołnierzami niemieckimi i puszkami z benzyną. Część żołnierzy zeskoczyła, a pozostali podawali im puszki, których zawartość wylali na ściany i podpalili. Płomienie gwałtownie ogarnęły stodołę. Pirotechniczna analiza wskazuje, że Niemcy musieli użyć około 400 litrów benzyny na mniej więcej 100 metrach kwadratowych ścian stodoły, żeby została natychmiast objęta płomieniami, które spowodowały śmierć ofiar. Następnego dnia Niemcy zmusili okolicznych rolników do wykopania rowu wzdłuż stodoły i pogrzebania w nim rozkładających się i wydzielających okropny zapach ciał ludzi z drugiej grupy. (Wysoka zawartość wody w ciele ludzkim wymaga 800 stopni Celsjusza przez około pół godziny, żeby dokonać całkowitego spalenia.) Ludność miejscowa nie miała wtedy w ogóle benzyny. Ludzie posiadali jedynie małe ilości nafty do lamp. / nafta była na kartki/ . Zapala się ona przy temperaturze ponad 50 stopni Celsjusza. Trudno by było za pomocą nafty wywołać tak nagły pożar, bo po prostu nie pali się ona tak gwałtownie jak benzyna. Instytut Pamięci Narodowej ustalił w 2001 roku, że ciała ofiar masakry Żydów z 1941 roku są pochowane wyłącznie w wyżej wymienionych grobach. Niestety, ekshumację grobów przerwano na skutek prośby rabina. Kompletne badanie zwłok według zasad medycyny sądowej i procedur kryminalistyki nie zostało dokonane. Tak więc nie wiadomo, ile osób zostało pogrzebanych i jaka była przyczyna śmierci każdej z nich. Na podstawie pojemności obu grobów oceniono w przybliżeniu ilość ofiar na około 200-300 osób. Z braku kompletnej ekshumacji i dokładnej analizy na podstawie zasad medycyny sądowej jakiekolwiek ostateczne sprawozdanie IPN będzie bezwartościowe, gdyż nie ustalono przyczyny śmierci każdej z ofiar i dokładnej ich liczby. Tylko pełna ekshumacja pozwoliłaby bowiem ustalić w obiektywny sposób, w jakich okolicznościach zginęły ofiary mordu w Jedwabnem. Tak postępuje każdy prokurator czy sąd badający sprawę kryminalną z udziałem ludzkich zwłok (np. przy badaniu grobów katyńskich). Książka  Grossa,"Sąsiedzi" roi się od błędów, takich np. jak twierdzenie, że pierwsza grupa została zamordowana na cmentarzu żydowskim, a nie tam, gdzie ją znaleziono, a mianowicie w stodole. Profesor Jerzy Robert Nowak, autor książki "100 kłamstw Grossa", twierdzi, że faktycznie ustalił większą liczbę błędów niż tych 100 symbolicznie wymienionych w tytule. M.K. Dziewanowski, profesor historii i autor wielu prac (w tym "Historii Rosji Sowieckiej", wydanie piąte w 1996 r., Princeton Hall), napisał w liście do "New York Times" o książce "Sąsiedzi": "Książka profesora Grossa nie jest poważnym opracowaniem naukowym; jest to raczej tendencyjny pamflet propagandowy pełen nieodpowiedzialnych konkluzji powziętych bez przebadania dostępnych materiałów źródłowych". / tłumaczenie m.z / Ale trzeba też zaznaczyć, że  już została wydana nowa   książka "Massacre in Jedwabne, July 10, 1941, before, during and after" autorstwa dr. Marka J. Chodakiewicza, dziekana do spraw akademickich, The Institute of World Politics, w Waszyngtonie.   / Masakra w Jedwabnem, 10go Lipca 1941: Wczesniej, Podczas i Pozniej,” Wydana przez  East European Monographs (Monorafie Wschodniej Europy, Boulder Colorado), Udostepniona przez Columbia University Press, New York, 2005   Opisuje ona tło zbrodni, jej przebieg i wykorzystanie dla celów propagandy antypolskiej. W czasie śledztwa i procesów zbrodniarzy wojennych Niemcy ustalili, że wszystkie masowe egzekucje Żydów w rejonie Łomży (w Radziłowie, Tykocinie, Rutkach, Zambrowie, Jedwabnem, Wiźnie) między lipcem a wrześniem 1941 roku zostały dokonane w podobny sposób przez tę samą grupę gestapo stacjonującą w Ciechanowie. Grupą tą dowodził Hauptsturmfuehrer Hermann Schaper, którego świadkowie rozpoznali w Radziłowie i Tykocinie. Metoda zastosowana przez ludzi Schapera w Jedwabnem była identyczna z wykorzystaną trzy dni wcześniej w Radziłowie. W 1964 roku urzędnik śledczy nazwiskiem Opitz w Ludwigsburgu był pewien, że Schaper dowodził egzekucją Żydów w każdej z wyżej wymienionych miejscowości koło Łomży. Naturalnie Schaper kłamał jak mógł, chcąc uniknąć zasłużonej kary za zbrodnie, mimo że przewodniczący cywilnej administracji niemieckiej rejonu Łomży z czasów wojny, hrabia van der Groeben, zeznał w sądzie pod przysięgą, że Schaper przeprowadził wszystkie egzekucje Żydów w 1941 roku w Łomżyńskiem (włącznie z Jedwabnem). W 1974 roku sąd niemiecki skazał 68-letniego wtedy Schapera na sześć lat więzienia za morderstwa Polaków i Żydów jako dowodzącego SS-Kommando Zichenau-Schroettersburg (fakty te są cytowane w artykule Alexandra B. Rosino, historyka Holocaust Museum w Waszyngtonie, który został przyjęty do druku w "Polin", tom 16, 2003, oraz w artykule Thomasa Urbana, reportera "Suddeutche Zeitung", "Komando Schapera", "Rzeczpospolita", 1-2 września 2001). Byłoby rzeczą logiczną, gdyby Instytut Pamięci Narodowej w 2002 roku wystąpił o wydanie Schapera przez władze niemieckie jako oskarżonego albo przynajmniej zażądał przesłuchania go pod przysięgą przez sąd niemiecki. Zamiast tego ludzie z IPN przeprowadzili wywiad pozbawiony wartości w sądowym dochodzeniu, a następnie udostępnili prasie wiadomość, że Hauptsturmfuehrer Hermann Schaper "potwierdził to, co już wiadomo" (nasuwa się pytanie: "A co i w oparciu o jakie dowody tak naprawdę wiadomo"). "Imperium zła" i polityka przeprosin i skruchy Prezydent Reagan miał rację, że rządy partii komunistycznej stanowiły "imperium zła", które przez blisko pół wieku rządziło Polską za pomocą terroru. Teraz pod nazwą Sojuszu Lewicy Demokratycznej postkomuniści zaczynają zachowywać się jak władcy, którzy obwiniają Naród Polski za zbrodnie dokonane przez komunistów w "imperium zła". Są to oczywiście zarzuty fałszywe. Zarówno były  prezydent Polski A. Kwaśniewski, jak i były premier L. Miller chcą w ten sposób wybielić zbrodnie rządów komunistycznych, w których obaj byli wysoko postawionymi aparatczykami. To właśnie aparat terroru ich partii zorganizował pogrom kielecki na rozkaz Moskwy w 1946 roku. Wtedy to Ostap Dłuski, kierownik wydziału zagranicznego Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej, napisał 25 września 1946 r. list do komunistycznego ambasadora Polski w Paryżu Stanisława Skrzeszewskiego, żeby ten zorganizował we Francji kampanię oszczerstw i uzyskał publiczne potępienie Polaków za pogrom kielecki *. Była to akcja podobna do dzisiejszej akcji prezydenta i premiera Polski - oskarżania Polaków o udział w zbrodni jedwabieńskiej w 1941 roku. W 1968 roku partia prześladowała Żydów w Polsce na rozkaz J. Andropowa, wówczas szefa sowieckiego aparatu terroru. Elita partii komunistycznej, która sprawowała w Polsce rządy przez 50 lat, znowu jest przy władzy i powiela wypróbowane wcześniej wzorce. Teraz jest im najwygodniej ukrywać przeszłość, oskarżając Naród Polski o zbrodnie przywódców komunistycznych, którzy gnębili Polaków. Dziś stosują oni "politykę przepraszania i skruchy", czego ostatnim przykładem było oczernianie Polskiego Narodu przez premiera Millera wobec prezesów żydowskich organizacji w Nowym Jorku 10 stycznia 2002 roku. W imieniu Polski przepraszał za zbrodnie dokonane na Żydach przez komunistów i nazistów. Dziś postkomuniści i liberałowie oczerniają Polaków, jakoby mordowali Żydów, podczas gdy najpierw naziści w Jedwabnem, a potem komunistyczni oprawcy w Kielcach, stali z boku i przyglądali się tym zbrodniom bezradnie. Były prezydent i premier Polski upierają się, żeby przekazać opinii światowej, że Naród Polski pod brutalnym jarzmem nazistów niemieckich jest winien masakry społeczności żydowskiej w Jedwabnem. Naturalnie na użytek krajowy prezydent Kwaśniewski powiedział, że przeprasza Żydów w imieniu swoim i tych ludzi, którzy sobie tego życzą. W rzeczywistości na scenie międzynarodowej znaczyło to po prostu, że głowa państwa przyjęła odpowiedzialność za zbrodnie swego narodu ze wszystkimi prawnymi konsekwencjami tej wypowiedzi. Trzeba pamiętać, że w czasie uroczystych przeprosin prezydent Kwaśniewski nie wiedział, co faktycznie stało się w Jedwabnem, bo wypowiadał się w czasie, gdy śledztwo było dopiero zapoczątkowane przez organy wymiaru sprawiedliwości. Tym postępowaniem pogwałcił niezależność wymiaru sprawiedliwości i naruszył Konstytucję, która wymaga niezależności władzy ustawodawczej, wymiaru sprawiedliwości i władzy wykonawczej w osobie prezydenta. Poparcie udzielone J.T. Grossowi przez prezydenta Kwaśniewskiego jest rzeczą skandaliczną, zważywszy na propagandowy charakter "Sąsiadów". Tak na przykład, według Grossa, hitlerowcy starali się bezskutecznie uratować część Żydów jedwabieńskich, ale Polacy im na to nie pozwolili (!!!). Obarczanie Polaków odpowiedzialnością za okrucieństwa popełnione na Żydach w czasach nazistowskich i sowieckich tworzy w Ameryce obraz nikczemnych Polaków w ohydnym kraju - taki przekaz dominuje obecnie na ekranach telewizji i kin amerykańskich, gdzie Polacy i Polska są przedstawiani w jak najgorszym świetle. Wyrażenie "polskie obozy śmierci" jest używane jako równoznaczne z "nazistowskimi obozami śmierci", z czego wynika dla wielu, że widocznie Polacy byli nazistami. Teraz w telewizji amerykańskiej mówią też o "polskich centrach eksterminacyjnych". Bardzo wiele osób w Ameryce myśli, że Polska walczyła po stronie Hitlera i pomagała mu w zagładzie Żydów. Tak uważają zwłaszcza ci, którzy obowiązkowo musieli brać udział w "Holocaust Studies", w których nie ma mowy o roli policji żydowskiej w gettach oraz Judenratów kontrolowanych przez gestapo i zapewniających "spokojne" transporty swoich pobratymców do obozów zagłady. Zamiast interweniować przeciwko podobnym oszczerstwom, dyplomaci polscy w Ameryce twierdzą, że czują się osobiście winni za zbrodnię jedwabieńską. Mówią to ludzie przeważnie urodzeni po wojnie, którzy najwyraźniej postępują według poleceń swoich przełożonych. W ten sposób wyrażana przez nich publicznie skrucha "udowadnia" odpowiedzialność Narodu Polskiego za Jedwabne i wzmacnia oszczercze znaczenie przeprosin prezydenta Kwaśniewskiego i premiera Millera. Jest to obraz groteskowy w swojej perfidii, pod którym kryje się cel polityczny postkomunistów i ich zwolenników. Propaganda ta nie wytrzyma konfrontacji z prawdą historyczną. Dziś niestety dominujące w Polsce media w rękach postkomunistów i popierających ich liberałów tak często nie podają prawdy, że nawet powstał termin "przekłamanie" na określenie fałszów i kłamstw propagowanych przez prasę. W samym Jedwabnem obecne działania "wymiaru sprawiedliwości" budzą duże wątpliwości. Miejscowi ludzie mówią, że kiedy zaczęto ekshumację grobów Żydów zamordowanych 10 lipca 1941 roku w pierwszych trzech znalezionych czaszkach były dziury od kul. Badanie obu grobów zostało natychmiast wstrzymane niby na podstawie "protestu rabina" przeciwko bezczeszczeniu zwłok. W żadnym innym kraju, takim jak USA, Anglia, Francja czy Izrael, nakazana przez organy dochodzeniowe ekshumacja i badania sądowe nie mogłyby pod żadnym pozorem zostać przerwane z powodów religijnych czy innych - służą bowiem poznaniu prawdy. Wydaje się, że ten cel powinien przyświecać także IPN. Wielu ludzi w Jedwabnem jest przekonanych, że dziury od kul w czaszkach nie były tym, czego szukali prowadzący ekshumację i dlatego też została ona przerwana. Wyłaniający się obraz nie pasował do "historii Grossa" - strzelać mogli tylko obecni tam Niemcy - chyba że wspomniany autor przyjąłby tezę, iż to rozjuszeni nienawiścią Polacy wyrwali broń próbującym chronić Żydów Niemcom i zaczęli precyzyjnie strzelać w głowy swych żydowskich ofiar. Myślę, że na taką perfidię jednak nie zdobędzie się nawet J.T. Gross. Decyzja pochowania na zawsze dowodów rzeczowych zbrodni w dwu grobach w Jedwabnem zupełnie dyskwalifikuje prowadzone śledztwo, które powinno ustalić liczbę ofiar i przyczynę śmierci każdej z nich na podstawie szczegółowych badań, zgodnie ze sztuką medycyny sądowej. Prawda nieraz jest bardzo trudna do ustalenia, ale nigdy nie jest tak niedostępna jak wówczas, kiedy jest niewygodna.
Copyright © 2009 www.internationalresearchcenter.org
Strony Internetowe webweave.pl