"It's difficult to admit the obvious"
political world

POlska A co to Jest CZĘSC II ;SOLIDARNOSC ZDRADZIECKO-ZAPOMNIANA;

ADMIN|Saturday, December 2, 2017

  Żydzi przez Gomułkę zostali odsunięci od koryta władzy w PRL-u w porozumieniu z Chruszczowem, gdyż żydowska frakcja w PZPR otwarcie popierała Izrael za napaść na Arabów w 1967 w tzw. wojnie czerwcowej w 1967 roku. Wtedy ZSRR zbroiło Arabów i pilnowało też swoich wpływów tam gdzie jest najwięcej ropy naftowej na świecie. Popieranie „imperializmu amerykańskich” sojuszników jak Izraela w latach 1960-ch było sabotażem polityki Kremla, więc Chruszczow kazał wyrzucić obywateli polskich żydowskiego pochodzenia z PZPR-u i centralnych stanowisk władzy w Polsce. Chruszczow to samo w tedy zrobił w ZSRR.W 1981 roku cała granda „komandosów” tzn. synusiów „puławian” („puławianie” – to była frakcja obywateli polskich, ale żydowskiej narodowości w komunistycznym PZPR-e z lat 1944-1968) typu Michnik, Geremek, Mazowiecki itp. finansowani przez żydów amerykańskich, przygotowywali się latami i wyczekiwali na kolejny bunt sfrustrowanych polskich robotników przeciw kremlowskiemu reżimowi PRL-u, aby wykorzystać odpowiedni moment i zająć dogodne pozycje polityczne do kolejnego przejęcia władzy w Polsce. Pomagał im w tym Mossad.   06.09.1981 Gdansk Oliwa Pierwszy Krajowy Zjazd Delegatow NSZZ ” Solidarnosc ” n/z Jacek Kuron dzialacz opozycji demokratycznej , czlonek KSS KOR i Karol Modzelewski historyk , mediewista , dzialacz opozycji demokratycznej fot. Anna Beata Bohdziewicz/FOTONOVA Po roku 1968, żydzi latami w Polsce knuli intrygi i szykowali się zawzięcie do ponownego przejęcia władzy w Polsce. Sami żydzi w Polsce nie mogli by od razu samodzielnie stanąć na czele buntu robotników w Polsce, gdyż byli skompromitowani politycznie w oczach Polaków

       CO TO JEST POLSKA CZĘSC II.SOLIDARNOSC ZDRADZIECKO-ZAPOMNIANA; Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ Solidarność. Gdańsk, 1981-09-10. fot.: PAP/CAF/Janusz Uklejewski / polskieradio.pl 30/08/2017 Znalezione w sieci Historia, Polski, Popularne5 komentarze

  I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ Solidarność. Gdańsk, 1981-09-10. fot.: PAP/CAF/Janusz Uklejewski / polskieradio.pl  
Sala BHP Stoczni Gdanskiej, 08.07.1990; n/z Lech Wałęsa, Lech Kaczyński i Jarosław Kaczyński. Fot. Tomasz Wierzejski / Fotonova; za: nowahistoria.interia.pl Zdawali sobie z tego doskonale sprawę i zaplanowali na początku buntu robotniczego wcisnąć się w rządku za plecami jakiegoś przywódcy robotniczego, którym akurat był bez wykształcenia, ciemniak historyczny, zwykły robotnik Wałęsa, [którego w drugim dniu strajku w Stoczni, podrzucono motorówką pod stocznię a Michnik i Kuroń wwieźli go na taczce na halę, gdzie odbywał się strajk – admin]. „Komandosi” żydowscy byli już doświadczonymi graczami polityczni z lat 1960-tych i 1970-tych, a zawzięty robotnik Wałęsa, w 1981 roku był jeszcze manipulowanym ciemniakiem politycznym i potrzebował wsparcia jakiś „doradców”, gdyż sam nic by nie zdziałał. [Natomiast trzeba przypomnieć, że już w latach 1970-tych podpisał współpracę z SB, przyjmując pseudonim „Bolek” – https://www.youtube.com/watch?v=irdy7rs2ZAE – admin].   Tych tzw. „dysydentów demokratycznych” czyli Żydów w Polsce wspierał Mossad. Jest na to już wiele publikacji, że agenci Mossadu przygotowywali plany i koordynowali odpowiednie intrygi polityczne oraz kierowali żydowskimi „dysydentami” jakie mają wykonywać działania, aby obalić PRL i przejąć ponownie władzę w Polsce. 15 stycznia 1981 roku papież Jan Paweł II przyjął na audiencji przewodniczącego Solidarności Lecha Wałęsę. Fot. za: se.pl Za plecami Wałęsy ustawiły dwa zastępy „doradców”: 1. O narodowych polskich i patriotycznych opcjach politycznych. 2. Tzw. „komandosów-dysydentów po-gomułkowskich” z żydowską tożsamością liberalno-talmudyczną walczących o władze, oraz przywileje, ale dla samych siebie jak za czasów żydokomuny Bieruta lub początku władzy Gomułki. Ci „komandosi-dysydenci” mieli bardzo poważne wsparcie mediów zachodu, Ameryki, które są przecież w rękach żydowskich, oraz rzecz jasna, że popychają w wielką politykę „swoich” tępiąc jakiś tam polskie narodowe interesy itp.W Polsce było w tym czasie ok. 1500 agentów Mosadu, i byli oni rekrutowani wśród obywateli polskich, ale żydowskiej narodowości, którzy mieszkali na stałe w Polsce. Ambasada Amerykańska w Polsce i jej wszyscy pracownicy byli pod ciągłym nadzorem SB. Ówczesny szef CIA, William Casey, zwrócił się do Icchaka Hoffi, szefa Mossadu o pomoc. Mossad miał wielki dług wdzięczności wobec CIA za pomoc w zbombardowaniu przez lotnictwo Izraela w dniu 7 czerwca 1981 roku Reaktora Atomowego Osirak w Iraku: news.bbc.co.uk/onthisday/hi/dates/stories/june/7/newsid_3014000/3014623.stm Za plecami Wałęsy, odbywała się zawzięta walka między Polakami i Żydami w obozach „doradców” , ale wygrali tę walkę ci, co mieli wsparcie Mossadu i żydowskiej międzynarodówki medialnej oraz tej politycznej mafii żydowskiej, która osaczyła Biały Dom i sprawuje w nim władze do dzisiaj. I zjazd „Solidarności”, 1980 r. Tadeusz Mazowiecki i Jerzy Turowicz. Fot. T. Zagoździński / Forum Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku i wyłapaniu oraz internowaniu wszystkich aktywistów buntu przeciwko „władzy ludowej” PRL-u, „komandosi-żydzi” postanowili się POZBYĆ konkurentów NSZZ Solidarność z orientacją „narodowo-patriotyczną”, aby w przyszłości nie przeszkadzali im w ostatecznej rozgrywce walki o władze w Polsce, która była nieunikniona. „Komandosi” wsparci działaniami Mosadu, kolaborowali z komuchami insynuowali reżimowi Jaruzelskiego, aby tych „narodowo-patriotycznych” działaczy z NSZZ Solidarności wygonić z Polski i skazać na banicję. Tablice z postulatami Solidarności nad bramą główną Stoczni Gdańskiej im. Lenina, 1980. Wobec tych okoliczności najbardziej wykształconych, naukowców, działaczy o orientacji narodowo-patriotycznej „zachęcano” do wyjazdu z Polski w świat szeroki na emigrację, maltretowaniem, groźbami śmierci itp. oraz jednocześnie wciskano paszporty do rąk i bez wypełniania podania o ten paszport , tak aby w przyszłości nie wracali do Polski i nie przeszkadzali „żydo-dysydentom” w późniejszej walce o władzę. „Dysydenci żydowscy” już wtedy obiecywali, że nie będą domagali się ukarania komunistycznych zbrodniarzy żydo-stalinowców, oraz ukarania złodziei PRL-u, którzy rozkradali finanse Polski na dwa pokolenia do przodu. 31.08.1980, Stocznia Gdańska, Porozumienia Sierpniowe n/z Anna Walentynowicz z doradcami strajku w Stoczni Gdańskiej, od lewej: Bronisław Geremek, Tadeusz Kowalik, Jerzy Stembrowicz, Andrzej Wielowieyski, Jan Strzelecki, Bohdan Cywiński, Tadeusz Mazowiecki. Fot. Fotonowa / Arch. A. Friszke 8 tysięcy najbardziej wykształconych działaczy NSZZ Solidarność, których więziono w więzieniach [nie, nie w pensjonatach wypoczynkowych z kolorowymi telewizorami jak żyda Michnika, Geremka czy Mazowieckiego!] straszonych śmiercią wręczano „wolność” paszportem, ale ze stemplem – jednokrotnym prawem przekroczenia granicy Polski i bez prawa powrotu.  Tak oto właśnie bandyta Jaruzelski, „doradcy – dysydenci demokratyczni” za cichą zgodą Wałęsy wyrzucili z Polski swoją konkurencję, a był to kwiat polskiej inteligencji. Ta banicja mści się do dzisiaj na Polsce, gdyż żydokomuna dokonała kolejnego drenażu mózgów polskiego narodu i teraz poniewiera Polską i Polakami [nie wymordowali i załatwili polską inteligencję nieco bardziej „humanitarnie” niż to zrobiono po 17 września 1939 roku – po napadzie Stalina na Polskę w myśl umowy Ribbentrop –Mołotow]. Należy zawsze o tym pamiętać, że to właśnie ci działacze solidarności o orientacji „narodowo-patriotycznej” wynieśli na szczyt i zrobili Wałęsę swoim liderem i przedstawicielem do negocjacji z komunistycznymi władzami PRL-u w sierpniu 1981 roku, ale w trakcie tych „rokowań” z PZPR-em żydzi zagrali pierwsze skrzypce i pomagał im w tym Mossad, a Wałęsa był tylko postacią fasadową, że niby reprezentuje głos robotniczy. Fot. wzzw.wordpress.com Mossad zorganizował (Naimski-poch zyd ,Rulewski) cały system przepływu informacji do korzystnego podejmowania decyzji, środki łączności, logistyki i szybkiego przemieszczania się żydowskich działaczy z Solidarności oraz system przesyłania informacji do przywódców polityki zachodu oraz mediów zagranicznych, które to media wywierały poważną presję na komunistyczny rząd w Polsce i na Kreml w ZSRR. Fot. Freeimages Ci tzw. „dysydenci demokratyczni” czyli żydzi w Polsce bez wsparcia tysięcy agentów Mosadu w Polsce nie byli by w stanie odegrać takiej roli w NSZZ Solidarność i dorwać się ponownie do władzy w Polsce jak jest to dzisiaj. Na pods.  http://forum.gazeta.pl/forum/w,50,15283257,15303414,Rola_zydowskiego_Mossad_u_w_NZZ_Solidarnosc.html (poprawione błędy) Zob. też: Mossad w Solidarności – Bob Kordecky: http://wrzodakz.neon24.pl/post/101838,mossad-w-solidarnosci  CO TO JEST POLSKA? Kto przejął pieniadze przeznaczone dla Solidarnosci przeznaczone  przez  Rząd Stanow Zjednoczonych? :http://piotrbein.wordpress.com/2010/09/13/kto-przejal-pieniadze-przeznaczone-dla-solidarnosci-przez-rzad-usa/Grzegorz Braun: Udajemy, że Mossad w Polsce nie ma nic do powiedzeniahttps://www.youtube.com/watch?v=PjI_TTeDPwU   Romank Drobna korekta 9 sierpnia 2014 at 23:59 Drobna korekta, to nie ci działacze zrobili Wałęse, bo dni Wałęsy były policzone. Na Zjeździe w Oliwii jedynym Zjeździe Polskiej Solidarności, o mały włos Wałęsa poszedłby w odstawkę tak, jak poszedł caly KOR. Wtedy wybuchła panika … straszono rozbiciem w Solidarności … więc ludzie zgodzili się na Wałęse dając mu na zastępcę Mirosława Krupińskiego, mądrego wykształconego działacza z Olsztyna. Tylko i wyłącznie aby utrzymać tak potrzebną jedność.  Oznaczało to odcięcie Wałęsy od wszechobecnych doradców z likwidacją instytucji doradców w ogóle.Do tego gotowy Plan Polski Samorządnej, Struktur poziomych i Samorządu pracowniczego … całkowicie przejmował kierownice.To wtedy Geremek zwrócił się o wprowadzenie Stanu Wojennego. Po to, żeby zlikwidować narodową polską konkurencję … parchatej sarmacji.Ludzi tych zlikwidowano, usuwając bądź mordując, bądź zamykając w szpitalach psychiatrycznych na oczach wszystkich Polaków, i przy ich całkowitej bierności. Nikt nigdzie się o nich nie upomniał, a wspomnienie powyższe jest rzadkością i wyjątkiem.Dlatego będzie ciążył na polskiej jaźni jako wyrzut sumienia. Za: http://www.monitor-polski.pl/tworzenie-judeopolonii-rola-zydowskiego-mossad-u-w-nzz-solidarnosc/  /  http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=10740&Itemid=56  , Ilustracja tytułowa: Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ Solidarnosc – Gdańsk’81, fot. Leszek Biernacki Opr. i wybor zdjeć wg/PCO   CO TO JEST POLSKA? Stalinowskie korzenie KOR-u, SLD i Unii Wolności Czołowi działacze PRL, dawni aktywni członkowie władz PZPR, wielu organizatorów pierwszej „Solidarności”, inicjatorzy, twórcy i uczestnicy „okrągłego stołu” unikają, jak diabeł święconej wody ujawniania życiorysów oraz bliższych informacji o swojej roli, zarówno w PRL, jak  i  III RP. Obawiają się bowiem, że gdyby społeczeństwo dowiedziało się prawdy o ich przeszłości inaczej by się mogło zachować w czasie wyborów do parlamentu i do innych obywatelskich reprezentacji.  Toteż dobrze się stało, że grupa opozycyjnych działaczy i publicystów próbuje przypomnieć prawdę o ludziach, którzy, jak kameleony zmieniali swoje barwy polityczne, ideologiczne, a nawet nazwiska. Oczywiście taka działalność demaskatorska wymaga od ich inicjatorów, charakteru, zasad moralnych, rzetelności, odpowiedzialności, uczciwości, cywilnej odwagi. Ale nie wystarczy tylko przypominać i wypomnieć, że ktoś w przeszłości należał do obozu rządzącego, był faworytem władz PRL, partii. Trzeba również  wskazać,  z jakich korzystał  przywilejów on  i jego najbliżsi. Dlaczego np. Bronisław Geremek w okresie najgłębszego stalinizmu w Polsce wyjeżdża na studia do Paryża, kto go tam wysłał, za jakie zasługi, jakie pełnił tam funkcje i zajmował stanowiska? Podobnie Karol Modzelewski i inni beneficjanci ówczesnych władz. Nie można pominąć życiorysów takich postaci, jak Stanisław Ciosek. On sam przemilcza np. swoje rodzinne koligacje, zajmowane stanowisko pierwszego sekretarza KW PZPR w Jeleniej Górze, milczy o nadużyciach i przekrętach finansowych, jakich tam dokonywał. Nie powinno się przemilczać ani tuszować roli i dywersyjnej działalność Karola Modzelewskiego w „Solidarności”, szkód, jakie wyrządził tej organizacji i Polsce. Społeczeństwo wciąż nie zna przeszłości wielu wpływowych do niedawna ludzi, którzy odpowiadają za to , co się w Polsce stało: za miliony bezrobotnych, rozkradziony majątek narodowy, za zubożenie Narodu, za krzywdy, za miliony  głodnych dzieci, za nędze byłych pracowników PGR-ów, za bezrobocie, za choroby, kalectwa i przedwczesną śmierć setek tysięcy obywateli, za pozbawienie setek tysięcy starszych ludzi, emerytów, rencistów wielodzietnych rodzin,  mieszkań, za skazanie młodych pokoleń Polaków na  poszukiwanie chleba za granicą…   Młodsze pokolenie nie zawsze wie i rozumie, kto mu zgotował taki los. Nie wie nic lub bardzo niewiele, że sprawcami ich nieszczęsnego losu są członkowie partii wywodzący się z Unii Demokratycznej, przekształconej w Unię Wolności, w Platformę Obywatelską , w Partię Demokratyczną, że znaczna cześć dzisiejszych elit politycznych, gospodarczych, kulturalnych pochodzi z rodzin dawnych stalinowskich władców Polski. Warto, więc uświadomić Polakom zasięg i skalę tego zjawiska. Dlatego pozwoliłem sobie wykorzystać do tego celu gotowe, rzetelnie opracowane, znowu aktualne materiały sprzed kilku lat Pawła Sergiejczuka i Jerzego Roberta Nowaka. Jest bardzo smutne, że mimo istnienia od kilku lat tych demaskatorskich dowodów osoby skompromitowane wciąż egzystują w życiu publicznym: Leszek Balcerowicz, Barbara Labuda, Władysław Frasyniuk, Lech Wałęsa, Andrzej Olechowski, Hanna Gronkiewicz Walc, Jan Krzysztof Bielecki, Paweł Piskorski, Bronisław Geremek, Karol Modzelewski, Adam Michnik, Jan Lityński  i kilkaset podobnych osób.  Poniżej cytujemy te  materiały bez uzupełnień i bez komentarza. Dr Leszek Skonka    Uwagi do; Stalinowskie korzenie KOR-u, SLD i Unii Wolności  PAWEŁ SIERGIEJCZUK dowodzi, że wielu potomków bierutowsko-bermanowskiego establishmentu zasila dzisiaj, nie tylko szeregi SLD, ale także tzw. postsolidarnościowe ugrupowania polityczne, a przede wszystkim Unię Wolności, Platformę Obywatelską. Czołowy polityk lewicy, były wicepremier i marszałek Sejmu Marek Borowski, jest synem Wiktora, przedwojennego działacza Komunistycznej Partii Polski. Ojciec Borowskiego, który naprawdę nazywał się Aron Berman, w roku 1944 był założycielem i pierwszym redaktorem naczelnym “Życia Warszawy”, a w latach 1951-1967 – zastępca redaktora naczelnego “Trybuny Ludu”. .(…) 1996 r.).„Inny bliski współpracownik Kwaśniewskiego, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Marek Siwiec, również pochodzi z takiej rodziny: Jego ojciec był wicedyrektorem tarnobrzeskiego kombinatu siarkowego “Siarkopol”, matka – prokuratorem (R. Szubstarski, Misjonarz prezydenta, “Życie” z 26-27 października 1996 r.). W prezydenckiej Kancelarii został zatrudniony także znany (m.in. z publikacji na lamach prasy prawicowej!) publicysta i poeta, Aleksander Rozenfield ( dziś minister Spraw Zagranicznych , przyp. L.Skonka), który w tekście pt. Być Żydem w Polsce pisał: Moi rodzice po to, by nie być obcymi wymyślili, że bedą budować komunizm, to była właśnie ideologia, która kazała wierzyć, ze ludzie są sobie równi, bez względu na kolor skory, religie i status społeczny. Uwierzyli jeszcze przed wojna, ocalili życie w sowieckiej Rosji i wrócili do Polski, nie rozumiejąc, że słowo komunista będzie się właśnie w Polsce kojarzyć z Żydami (“Najwyższy Czas!” Z 12 marca 1994 r.).  Od UB do UW. Ale nie tylko w pobliżu SLD i prezydenta Kwaśniewskiego znaleźli się potomkowie “zasłużonych” komunistycznych rodzin. Wielu z nich znalazło swoje miejsce w Unii Wolności (dziś PO, przyp. L.S), gdzie prym wiodą działacze, którzy partyjne legitymacje nosili jeszcze za życia Bieruta – Bronisław Geremek i Jacek Kuroń.
W takim towarzystwie bardzo dobrze czuje się np. poseł Jan Lityński, którego rodzice byli komunistami jeszcze przed wojną; ojciec zmarł w 1947 roku. (…) Lityński najwcześniej wkroczył do historii. Jako sześciolatek na manifestacji 22 lipca 1952 roku podbiegł do trybuny i wręczył Bierutowi kwiaty (A. Bikont, Siedmiu spośród wybranych, “Magazyn Gazety Wyborczej” z 5 listopada 1993 r.).  Inni prominentni członkowie UW posiadają podobne związki rodzinne: prezydent Warszawy Marcin Święcicki jest zięciem PRL-owskiego wicepremiera, członka KC PZPR w latach 1948-1981 Eugeniusza Szyra. (sam Święciki  był także w fazie końcowej sekretarzem KC PZPR,   przyp. L.Skonka) członkiem  zaś, czołowy udecki ekonomista Waldemar Kuczyński , przyznał się do tego, iż jego teściem był Stefan Staszewski, I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR w roku 1956. Zatrudniona przez Święcickiego na stanowisku sekretarza gminy Warszawa-Centrum, żona posła UW Henryka Wujca, Ludwika Wujec, jest córka przedwojennej działaczki KPP Reginy Okrent, która w latach 1946-1949 pracowała w Urzędzie Bezpieczeństwa w Łodzi.Burmistrzem warszawskiego śródmieścia w latach 1990-1994 był Jan Rutkiewicz, syn Wincentego, działacza komunistycznego, który zginął w czasie wojny, i Marii, w latach 1948-1950 szefowej Kancelarii Sekretariatu KC PZPR. Matka Jana Rutkiewicza po wojnie wyszła za mąż za Artura Starewicza, który w latach 1949-1953 był kierownikiem Wydziału Propagandy KC PZPR, a następnie sekretarzem CRZZ i sekretarzem KC PZPR.  “Sami swoi” w Ministerstwie Spraw ZagranicznychRównież wśród pracowników sterowanego przez Geremka Ministerstwa Spraw Zagranicznych znajdziemy ludzi o podobnych rodowodach. W latach 1995-96 wiceministrem w tym resorcie był Stefan Meller, którego ojciec, Adam pracował w Informacji Wojskowej, a następnie, do roku 1968, w dyplomacji (…). Dyrektorem Departamentu Studiów i Planowania MSZ jest Henryk Szlajfer, syn Ignacego, oficera UB we Wrocławiu w latach 1947-1952, a następnie cenzora w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Natomiast stanowisko dyrektora Departamentu Promocji i Informacji MSZ zajmowała do niedawna Małgorzata Lavergne, córka znanego działacza komunistycznego, pierwszego szefa Głównego Zarządu Politycznego LWP, gen. Wiktora Grosza, który jeszcze przed wojna nosił nazwisko Izaak Medres.  Stanowiąca finansowe zaplecze udecji Fundacja Stefana Batorego to również strefa wpływów potomków stalinowskiego aparatu. Jej prezesem jest Aleksander Smolar, członek władz Unii Wolności, syn Grzegorza, który do roku 1968 był redaktorem naczelnym “Folks-Sztyme”, organu popieranego przez władze PRL Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Matka Smolara pracowała w KC PZPR. Sekretarzem Fundacji był do niedawna Józef Chajn, którego ojciec, Leon, był w latach 1945-1949 wiceministrem sprawiedliwości, a do roku 1961 sprawował kontrole nad” sojuszniczym” Stronnictwem Demokratycznym.
Korzenie Ruchu StuLudzi o bierutowsko-bermanowskiej genealogii znajdziemy także na prawicy. Poseł z ramienia Akcji Wyborczej “Solidarność”, prezes liberalnego Ruchu Stu, Czesław Bielecki, tak mówił o swoich rodzicach: Wyrastałem w rodzinie zasymilowanej inteligencji żydowskiej. Ojciec, z wykształcenia matematyk, był dyrektorem generalnym w Ministerstwie Oświaty w latach pięćdziesiątych. Wyleciał z tego stanowiska razem z Władysławem Bieńkowskim, gdy Gomułka “zwijał” Październik.  Matka była urzędniczka w Głównym Urzędzie Statystycznym, zajmowała się demografia. Rodzice komunizowali jeszcze przed wojna (E. Boniecka, Bliżej polityków, Toruń 1996).  Towarzystwo z “Wyborczej”.Terenem, na którym szczególnie mocno usadowiło się drugie pokolenie stalinowskich rodzin, jest prasa. Szefem największej w Polsce gazety jest przecież Adam Michnik, syn przedwojennego komunisty Ozjasza Szechtera i autorki zakłamanych podręczników do historii, Heleny Michnik, a także brat ubeckiego “sędziego”, Stefana Michnika.  Redaktora naczelnego “Gazety Wyborczej” wspiera jego zastępczyni Helena Łuczywo, córka innego KPP-owca, a po wojnie kierownika wydziału w KC PZPR, Ferdynanda Chabera. Drugim zastępcą Michnika był do niedawna dziś prowadzący “Rozmowy Dnia” w programie Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego (WOT) Ernest Skalski, syn Jerzego Wilkera-Skalskiego i Zofii Nimen-Skalskiej, przedwojennych komunistów, którzy później pracowali w Komendzie Wojewódzkiej MO w Krakowie. Jerzy Urban napisał o nim: Pochodzenie Skalskiego z rodziców-aparatczykow – zgodnie z dominującą regułą – musiało go zaprowadzić w końcu do opozycji (J. Urban, Alfabet Urbana, Warszawa 1990).Czołowym publicysta “GW” jest Konstanty Gebert, podpisujący swoje teksty jako Dawid Warszawski, a od niedawna także redaktor naczelny żydowskiego miesięcznika “Midrasz”. Ojciec Geberta, Bolesław, był po wojnie ambasadorem PRL w Turcji, a matka, Krystyna Poznanska-Gebert, w latach 1944-1945 organizowała Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie.  Dziennikarze czerwoni od pokoleń. Redaktorem naczelnym zlikwidowanego niedawno “Sztandaru Młodych” był Michał Komar, który jest jednocześnie prezesem Unii Wydawców Prasy. Jest on synem Wacława Komara, dowódcy walczących w Hiszpanii “dąbrowszczaków”, a następnie PRL-owskiego generała, i Marii Komar, która działalność komunistycznąrozpoczęła również przed wojna, jeszcze pod nazwiskiem Rywa Cukierman.Wydawca i szef tygodnika “Nie”, Jerzy Urban, również może się pochwalić podobnym pochodzeniem. Jego ojciec, co prawda zaczynał karierę polityczna i dziennikarską w przedwojennej PPS, jednak zaraz po wojnie włączył się w działalność PKWN, był również członkiem kierowanej przez Bieruta Krajowej Rady Narodowej. Wieloletni kolega Urbana z “Polityki”, obecnie ambasador Polski w Chile, Daniel Passent, był wychowywany przez wuja, przedwojennego komunistę, generała Jakuba Prawina, po wojnie wiceprezesa NBP i wojewodę olsztyńskiego.Z kolei dziennikarzem “Tygodnika Solidarność” jest Antoni Zambrowski, syn Romana, jednego z czołowych stalinowców, członka Biura Politycznego KC PPR i PZPR w latach 1944-1963. Szefem polskiego oddziału agencji Reutera jest natomiast Michal Broniatowski, którego ojciec, pułkownik Mieczysław Broniatowski, od roku 1945 był dyrektorem Centralnej Szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Lodzi, a następnie dyrektorem Departamentu Społeczno-Administracyjnego MSW.  W kulturze – jak za BierutaRównież w dziedzinie kultury można zauważyć silna pozycje dzieci dawnych rządców Polski. Bardzo modnym wśród studenckiej inteligencji kwartalnikiem “Zeszyty Literackie” kieruje Barbara Toruńczyk, córka Henryka, działacza komunistycznego jeszcze sprzed wojny, i Romany, do 1968 roku pracującej w Zakładzie Historii Partii przy KC PZPR.Inny publicysta i poeta o tej samej orientacji ideowej, Tomasz Jastrun, jest synem Mieczysława, znanego poety, po wojnie redaktora marksistowskiego tygodnika”Kuźnica”, który z partii wystąpił w 1957 roku, a wiec zaraz po zakończeniu okresu stalinowskiego.Mieszkający obecnie w Australii (ale publikujący w”Gazecie Wyborczej”) poeta i pieśniarz, niegdyś “bard opozycji”, Jacek Kaczmarski, tak mówił o swojej rodzinie: Mój dziadek był przed wojna zaangażowanym komunistą, po wojnie zaś komunistycznym dygnitarzem. (…) Wierzył w dziejowa misję partii itd. Po wojnie znalazł się wiec w kręgach władzy, był ambasadorem w Kambodży, pełnił jakieś dyplomatyczne funkcje w Szwajcarii, potem pracował w ministerstwie oświaty. Z partii wystąpił w 1981 roku. Jego żona, czyli moja babcia (…) pochodziła z rodziny żydowskiej, co jak przypuszczam, nie pozostało bez wpływu na zesłanie mojego dziadka do ministerstwa oświaty po 1968 roku (wywiad pt. Chce konfrontacji tygodnik Solidarność” z 4 maja 1990 r.).Filmowe imperiumWśród najgłośniejszych reżyserów filmowych znajdziemy dzisiaj Janusza Zaorskiego, byłego prezesa Radiokomitetu i przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, którego ojciec w pierwszym okresie PRL-u był dyrektorem generalnym w Ministerstwie Finansów, a następnie wiceministrem kultury i sztuki odpowiedzialnym za film. Bratem Janusza Zaorskiego jest znany aktor, Andrzej Zaorski.Inne znane rodzeństwo filmowe to Agnieszka Holland i Magdalena Lazarkiewicz, dwie reżyserki, których ojcem był Henryk Holland, przedwojenny komunista, w czasie wojny ochotnik w Armii Czerwonej, później redaktor naczelny “Walki Młodych” i dziennikarz “Trybuny Ludu”. W tej ostatniej gazecie, organie KC PZPR, w okresie stalinowskim pracowała również matka Marcela Lozinskiego, reżysera znanego z proudeckich sympatii. Inny reżyser, Andrzej Titkow, jest synem Walentego, byłego I sekretarza KW PZPR w Warszawie.  Genealogie profesorów.Podobne rodowody posiada wielu znanych ludzi nauki. Profesor historii średniowiecznej, a zarazem były senator OKP i działacz Unii Pracy, Karol Modzelewski, pochodzi z rodziny przedwojennych komunistów, zaś jego ojczymem był czołowy stalinowiec, minister spraw zagranicznych w latach 1947-1951, Zygmunt Modzelewski. Inny historyk, profesor Instytutu Historii PAN, Jerzy W. Borejsza, jest synem zmarłego w roku 1952 komunistycznego dyktatora w dziedzinie kultury, Jerzego Borejszy, który przed wojną nazywał się Beniamin Goldberg. Profesorem politologii na ższymi odznaczeniami panstwowymifilii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku, a zarazem redaktorem naczelnym Wydawnictwa Naukowego PWN, jest Jan Kofman, syn Jozefa, sekretarza i członka Prezydium CRZZ do roku 1968…Paweł Siergiejczyk  na zakończenie cytowanych przykładów  kończy stwierdzeniem, że chciał  „pokazać, w jakim stopniu obecne elity naszego kraju wywodzą się z elit, które kilkadziesiąt lat temu, w najciemniejszym okresie stalinizmu, rządziły Polska „.  I stawia retoryczne pytanie: „Czy tak duża ilość ludzi o podobnych rodowodach w polskiej polityce, prasie, kulturze i nauce, to tylko zwykły przypadek, czy raczej planowe promowanie ludzi z “czerwonej arystokracji”?Przetoczyłem to opracowani by pokazać kto nadal ma ogromne wpływy na państwo. Obecnie ci skompromitowani ludzie są honorowani najwyższymi odznaczeniami państwowymi. Bronisław Komorowski zapowiada , że Orderem Orła Białego odznaczy m.in. Adama Michnika Jana Krzysztofa Bieleckiego. Przypomnijmy, że takimi  wysokimi honorami już wyróżniono w przeszłości m.in. Karola Modzelewskiego, Jacka Kuronia, Bronisława Geremka. dr Leszek Skonka
Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu   Od komuny aż do kleru – wszyscy wytresowani – Stanisław Michalkiewicz  Aktualizacja: 2017-11-22 1:00 pm  Po Marszu Niepodległości w Warszawie w „prasie międzynarodowej”, to znaczy – żydowskich gazetach, wydawanych gwoli duraczenia dla mniej wartościowych narodów tubylczych ukazały się publikacje o 60 tysiącach „nazistów”. Zaprotestowało przeciwko nim Ministerstwo Spraw Zagranicznych Izraela, które do „nazistów” ma chyba specjalnego nosa, skoro potrafi ich rozpoznać po zapachu nawet z odległości tylu tysięcy mil. Wyrazy niesmaku złożył Grzegorz Schetino, podczas gdy pan Rysio z Nowoczesnej swoim zwyczajem zapowiedział donos, podobnie jak pan Jonny Daniels, co to prezentuje się zdumionemu światu jako „dumny Żyd polskiego pochodzenia”. Roman Giertych skrytykował uczestników Marszu za „nacjonalizm”, co w ustach byłego wodza Młodzieży Wszechpolskiej ma niezamierzony akcent komiczny, ale czegóż to ludzie nie robią, pragnąc wejść na Salony, zaś JE abp Stanisław Gądecki i prezes Kaczyński wyrazili przypuszczenie, że okrzyki i hasła uznane za „rasistowskie” były dziełem „prowokatorów”. Wszystko to oczywiście być może, bo prowokacja policyjna jest u nas – podobnie zresztą, jak w wielu innych kulturalnych krajach, zjawiskiem legalnym i stosowanym nagminnie. Nie o to jednak chodzi, bo znacznie ważniejsze jest to, że wszystkie wymienione wyżej osoby i środowiska bez najmniejszych zastrzeżeń stanęły na nieubłaganym gruncie politycznej poprawności, akceptując tym samym władzę jakiegoś Sanhedrynu, który uzurpuje sob ie prawo dekretowania, co ludziom wolno myśleć, a co zostanie uznane za „myślozbrodnię”. Tego Sanhedrynu oczywiście „nie ma”, podobnie, jak WSI, czy izraelskiej broni jądrowej – ale w takim razie – skąd właściwie wiadomo, co wolno myśleć, a jak już nie wolno?  Rzecz w tym, że Polska, podobnie jak inne kraje członkowskie ONZ, ratyfikowała Międzynarodowe Pakty Praw Człowieka i to jeszcze za komuny – ale nie opublikowała ich w „Dzienniku Ustaw”. Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela w Polsce, do którego w latach 70-tych miałem zaszczyt należeć, domagał się opublikowania ich w „Dzienniku Ustaw”, żebyśmy mieli dowód, iż stosowane przez ówczesna władzę ograniczenia wolności słowa mają charakter nielegalny, żeby nie powiedzieć – przestępczy. Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych w art. 19 deklaruje prawo każdego człowieka do posiadania własnych poglądów i do swobodnego ich wyrażania, zauważając tylko, że korzystanie z tego prawa wiąże się z pewną odpowiedzialnością, w związku z czym może ono podlegać pewnym ograniczeniom, które są niezbędne w celu poszanowania praw i dobrego imienia innych, ochrony bezpieczeństwa państwowego, porządku publicznego albo zdrowia i moralności publicznej. Ten Pakt jest obowiązującym elementem wewnętrznego prawa polskiego i organy państwowe nie mogą tych ograniczeń interpretować rozszerzająco, bo mają one charakter wyjątków od zasady. Okoliczność, że na przykład panu Danielsowi jakaś opinia wydaje się „rasistowska” nie ma tu nic do rzeczy, chociaż oczywiście ma on prawo składać tyle donosów, ile dusza zapragnie. Zresztą „rasizm” – cokolwiek by to miało znaczyć – jest poglądem – mniejsza czy słusznym, czy niesłusznym, więc rasiści mają prawo takie poglądy głosić, podobnie jak inni – wszystkie inne poglądy. Wolność słowa bowiem obejmuje możliwość głoszenia poglądów niesłusznych – na przykład takich, jak zaprezentowany na Marszu Niepodległości pogląd, że „Europa będzie albo biała, albo bezludna”. To wydaje się oczywistą nieprawdą, bo jeśli w Europie zabrakłoby ludzi białej rasy, to taki atrakcyjny kontynent zostałby niezwłocznie zaludniony przez licznych reprezentantów innych ras – bo rasy przecież istnieją, wbrew niesłusznemu poglądowi, głoszonemu przez postępowych mikrocefali, jakoby na świecie istniała tylko „jedna rasa, ludzka rasa”. Ludzki to jest gatunek, w którego obrębie funkcjonują rozmaite rasy, które różnią się od siebie pod wieloma względami, więc niby w imię czego nie można by o takich oczywistych i powszechnie znanych faktach mówić publicznie? W tej sytuacji dobrze byłoby, gdyby nasi Umiłowani Przywódcy się opamiętali i wyemancypowali się spod kurateli Sanchedrynu, którego, jak wiadomo, „nie ma” – bo inaczej wolność słowa zacznie stopniowo zanikać, a dyskurs publiczny – więdnąć z braku autentyczności, bo rozmowa polegająca na recytowaniu przez rozmówców dozwolonych mantr traci jakikolwiek sens.  Ciekawostka?BIOGRAFIA Ks. Biskupa prof. dr. hab. Bronisława Dembowskiego .Zyciorys Ks. Biskupa Bronisława Dembowskiego stanowi charakterystyczne cur-riculum vitaepolskiego intelektualisty katolickiego. Bronisław Jan Maria Dembowski urodził się2 października 1927 roku w Ostrów- Komorowie (ówczesny powiat Ostrów Mazowiecka). Jego rodzice, Włodzimierz i Henryka z domu Sokołowska, brali udział w czynie niepodległościowym jako dzia-łacze PPS. Ojciec jako legionista dostał siędo niewoli rosyjskiej 2 października 1915. Wrócił w czerwcu 1918 roku. Następnie wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej i został ranny 19 października 1920 roku szabląw głowę  Matka przezyła głębokie nawrócenie pod wpływem Sługi BoŜego ks. Władysława Korniłowicza; ojciec, Komisarz StraŜy Granicznej w Grajewie, pod koniec życia, zbliŜył się Boga. Nic o zydowskich korzeniach?                 CO TO JEST POLSKA? Co zostaŁo z Marca 1968;KONCEPCJ AWYBORCZEJ  NA POLSKĘ? Osiatynski? Wiktor Osiatynski*Gazeta Wyborcza 15 marca 2008 http://www.gazetawyborcza.pl/1,76498,5025584.html
  W II RP koncepcja obywatelska, reprezentowana przez Pilsudskiego, ścierała się z plemienna, bliższa endecji. W Marcu '68 odżyła koncepcja plemienna. Zastanawiamy sie nad tym, co zostalo w nas z dziedzictwa Marca 1968 r. Dokad przez te 40 lat zaszlismy i co sie zdarzylo po drodze? W co wierzylismy wtedy i jakie mielismy nadzieje? Czego nauczylismy sie wówczas i pózniej, a czego nie? Gdy uzywam zaimka "my", mam na mysli ówczesnych studentów, którzy aspirowali do bycia czescia inteligencji. Samo pojecie "inteligencja" mialo wówczas inny wymiar i inny prestiz spoleczny niz dzisiaj. Bede poszukiwal odpowiedzi w trzech wymiarach - ludzkim, narodowym i historycznym.
Wymiar ludzki. Wymiar ludzki wyraza sie najpelniej w kategoriach krzywdy i tego, jak trzeba bylo sobie radzic z nastepstwami tej krzywdy. Krzywda zostala zadana ludziom mlodym - ich nadziejom, niewinnym pragnieniom, poczuciu sprawiedliwosci i przynaleznosci. Mozna porównac ja tylko z gwaltem, bo panstwo uzylo przemocy fizycznej przeciw mlodym ludziom, którzy otworzyli sie na dobro publiczne i pragneli je urzeczywistniac. Krzywda obejmowala wyrzucenie ze studiów, utrate pracy, zamkniecie w wiezieniu lub zmuszenie do emigracji. Krzywda zostala wyrzadzona wszystkim - tym, którzy wyjechali, i tym, którzy zostali. Pragne wyrazic szacunek i podziw dla tych, którzy wówczas wyjechali. Do najtrudniejszych doswiadczen nalezy transplantacja kazdej istoty zywej, nawet przesadzenie rosliny do innej gleby. Zwlaszcza wtedy, gdy ze swych korzeni czerpie ona nie tylko soki niezbedne do zycia, ale takze poczucie sensu zycia. A tak wlasnie jest w przypadku inteligencji humanistycznej i artystycznej. Wyobrazmy sobie, ze z USA nagle zostaja wypedzeni wszyscy imigranci z Polski. Nie z Irlandii czy z Meksyku, a jedynie z Polski. I jedynie dlatego, ze nosza polskie nazwiska albo ze ktos odkryl, ze pod nazwiskiem Mlynar naprawde kryje sie Mlynarz. To wlasnie zrobiono w Polsce w 1968 r. wobec obywateli polskich o korzeniach zydowskich.Ci, którzy pozostali, byli szykanowani i odtracani, zyli w strachu i niekiedy poczuciu gorszosci. Na kazdym Marzec i jego nastepstwa wypalily niezabliznione pietno. Dla mnie osobiscie Marzec zapoczatkowal trwajace przez cale zycie poczucie odrzucenia i samotnosci. Przezycia Marca uksztaltowaly ogromna czesc mojej tozsamosci - ludzkiej i obywatelskiej. Naród plemienny. Wymiar narodowy Marca dotyczy tozsamosci. Tozsamosci narodowej pojedynczych ludzi i charakteru narodu, jaki tworzymy. Ten aspekt narodowy stal sie skutkiem Marca, choc nie byl jego przyczyna. Na dziedzincu Uniwersytetu Warszawskiego nie zbieralismy sie w sprawie narodowej, lecz w obronie "Dziadów", przeciw zagrozeniu wolnosci slowa. Sprawe narodowa i "antyzydowska" uczynila z tego partia, milicja, Sluzba Bezpieczenstwa i pozostajaca na ich uslugach prasa. Obudzili oni wówczas upiora naszej historii. W panstwie wielonarodowym, jakim byla Pierwsza Rzeczpospolita, powstal naród szlachecki, a pózniej obywatelski. W drugiej polowie XIX wieku - bez panstwa, pod zaborami, po przegranym powstaniu - próbowano wlaczyc do narodu prosty lud. Wtedy upowszechniala sie koncepcja narodu, która mozna okreslic jako plemienna. Ktos byl Polakiem nie dlatego, ze byl obywatelem panstwa polskiego, bo tego panstwa nie bylo, ale dlatego, ze mówil po polsku (a nie po niemiecku czy rosyjsku) oraz byl katolikiem (a nie protestantem lub prawoslawnym, jak zaborcy). W II Rzeczypospolitej scieraly sie dwie koncepcje: obywatelska, reprezentowana przez Pilsudskiego, oraz plemienna - blizsza endecji.Po Marcu '68 odzyla koncepcja plemienna. Wladza zmusila ludzi do wyboru: czy sa Polakami, czy Zydami, a za wielu tego wyboru sama dokonywala. Przedtem, po faszyzmie i po ustawach norymberskich, wydawalo sie, ze takiego wyboru juz nikt nigdy nie bedzie dokonywac. Ze bedzie mozna byc Polakiem pochodzenia zydowskiego, tak jak mozna bylo byc Polakiem pochodzenia niemieckiego (jak Kopernik) lub litewskiego (jak Mickiewicz). Co wiecej, wielu z tych, których postawiono wobec tego wyboru, czulo sie juz tylko Polakami, chcialo nalezec do polskiej inteligencji, zylo polska kultura i pragnelo ja tworzyc. Tymczasem ci, którzy mieli sile, zaczeli decydowac, czy ktos jest Zydem. Ludzie musieli podejmowac wybór, który w tamtych warunkach oznaczal calkowite odciecie sie od korzeni, zerwanie wiezi przyjacielskich, niekiedy rodzinnych i rozpoczecie nowego zycia w nieznanych warunkach. Taki wybór musial stac sie punktem odniesienia na reszte zycia.  Osobiscie w Marcu '68 po raz pierwszy spotkalem sie z wybuchem publicznego antysemityzmu na skale tak masowa. Ale w srodowisku, w jakim sie obracalem - studenckim, naukowym, inteligenckim, pózniej dziennikarskim i wydawniczym - po Marcu moglo sie wydawac, jakby ten problem zlagodnial. Jakby po podjeciu hasel antysemickich przez "Trybune Ludu" i "Zolnierza Wolnosci" wstyd bylo go przejawiac. Przez nastepne 13 lat nie dostrzegalem spolecznego antysemityzmu. Zobaczylem go znów pózna jesienia 1981 r. w gdanskiej hali Oliwia podczas Zjazdu "Solidarnosci". To juz nie byl antysemityzm panstwowy. On znów, jak w latach 40., byl antypanstwowy. Tym razem "prawdziwi Polacy" kierowali go przeciw inteligenckim doradcom "Solidarnosci". Dzis w demokracji, która potrzebuje konfliktów w celu pozyskiwania wyborców, politycy szukaja przeciwników. Niektórzy znajduja Zydów - nawet wówczas, gdy ich nie ma. Zdarzaja sie tez, jak w Marcu '68, dziennikarze i historycy, którzy pomagaja im w tych poszukiwaniach. Niby wiele sie zmienilo - jest Muzeum Zydów Polskich, moze odbywac sie publiczna debata nad ksiazkami Jana Grossa, które przeciez sie ukazuja, choc 40 lat temu taka dyskusja byla nie do pomyslenia. Ale jednoczesnie podczas tej dyskusji w kosciolach padaja hasla antysemickie. Hierarchia to toleruje, wiec mozna powiedziec, ze antysemityzm nadal jest sposobem myslenia i reagowania przynajmniej czesci Kosciola. Nadal zyjemy z antysemityzmem utajonym, potencjalnym, ujawniajacym sie wówczas, gdy pojawiaja sie leki, urazy albo pokusy wygrywania konfliktów. I tak bedzie, dopóki przywódcy panstwa, twórcy kultury, ludzie mediów, nauczyciele i wychowawcy nie podejma swiadomego wysilku, by przekuc nasz naród plemienny w naród obywatelski.  Wymiar historyczny. (Nowa misja inteligencji) W wymiarze ideowym i historycznym Marzec byl poczatkiem konca elitaryzmu polskiej inteligencji, wywiedzionego z dworów absolutnych monarchów oswieconych. Elitaryzm ów polegal na przeswiadczeniu, ze elita ludzi wyksztalconych ma prawo do udzialu w decyzjach, a wladza powinna ich sluchac, bo oni wiedza wiecej od innych. W okresie miedzywojennym ten elitaryzm podzielaly oba walczace miedzy soba obozy - endecja i sanacja. Sanacja wpisala nawet ten elitaryzm do konstytucji 1935 r. Mloda inteligencja powojenna szukala dla siebie podobnego miejsca w komunizmie. Za kazdym razem oznaczalo to roszczenie do przywileju - do wplywania na decyzje wladzy, ale tez do materialnych przywilejów zwiazanych z wladza. Byla to filozofia przywilejów dla elit, a nie praw dla wszystkich. Po 1956 r. zaczelo sie odradzac w Polsce inne rozumienie roli inteligencji, wywodzace sie jeszcze z zaborów. To mianowicie, ze ma ona obowiazek troszczyc sie i wystepowac w obronie racji moralnych oraz ludzi i grup slabszych. Inteligencja powinna reprezentowac ich racje i potrzeby, a korzystajac ze swej wyjatkowej roli w spoleczenstwie - wplywac na wladze. Madra wladza powinna wysluchac inteligencji w tym zakresie. W Marcu okazalo sie, ze wladza nie slucha. Przede wszystkim dlatego, ze ma inne, wlasne cele i potrzeby, a racje moralne sie dla niej nie licza. Protest marcowy wyplywal z tego obowiazku inteligencji. Nie z dazenia do wladzy, ale z potrzeby obrony wartosci - wolnosci i prawdy. Uzasadnieniem tego protestu bylo poczucie slusznosci i dobra wiara protestujacych, którzy przeciez niczego dla siebie nie chcieli. Argumentem prawnym byla wolnosc slowa i wypowiedzi zawarta w konstytucji socjalistycznego panstwa, lecz nierespektowana przez rzadzacych.Oczywiscie istnieje wiele pytan o rok 1968, na które wciaz szukamy odpowiedzi. Czy byl to protest tylko inteligencki? Czy rzeczywiscie, jak czesto sie sadzi, robotnicy nie rozumieli, o co chodzi inteligencji (a mogli nie rozumiec, bo po 1956 r. ich wolnosc wypowiedzi nie byla tak silnie krepowana jak nasza). Czy bylo tak, ze studentom i pisarzom chodzilo o wolnosc slowa, a robotnikom o chleb? Stosunkowo niewielkie poparcie inteligencji dla strajków robotniczych na Wybrzezu w 1970 r. mogloby wskazywac, ze tak wlasnie bylo. Przelom nastapil po 1976 r. Wtedy to inteligencja - bogatsza o doswiadczenia Marca '68 i Grudnia '70 - zdecydowala sie pomóc robotnikom: prawnie, finansowo, swoja wiedza. Przekonala przywódców robotniczych, ze nie ma chleba bez wolnosci. Pokrywalo sie to z ofensywa praw czlowieka na swiecie. W Polsce ruch ten umocnily takie wydarzenia jak wizyta prezydenta Cartera w 1977 r., wybór Karola Wojtyly na papieza w 1978 r. i jego pielgrzymka do Polski w rok pózniej. W 1980 r. doszlo do zdarzenia niebywalego: oto strajkujacy robotnicy oglosili postulaty, na których czele znalazly sie zadania praw politycznych, a pózniej uchwalili "inteligencki" program "Solidarnosci". Przelom polegal na tym, ze inteligencja odstapila od zadania przywilejów dla siebie na rzecz domagania sie praw dla wszystkich, a lud zamiast lask zaczal tez domagac sie praw.Inteligencja podjela nowa misje - juz nie udzialu we wladzy, lecz, jak w czasach zaborów, dzialania w spoleczenstwie. Jako sily wspóltworzacej niezalezne spoleczenstwo, i to razem z tym spoleczenstwem, a nie tylko dla niego. Lata 80. to okres pelnienia tej wlasnie misji, która koncentrowala sie na organizowaniu pomocy, niesieniu prawdziwych informacji, ograniczaniu skutków przemocy oraz krytykowaniu wladzy. Niezalezne spoleczenstwo bylo tak skuteczne, ze w sprzyjajacej konstelacji miedzynarodowej i gospodarczej rozmylo wladze, a pózniej ja przejelo.  Czy naprawde przegralismy? I wtedy inteligencja przegrala. Przegrala, bo choc umiala protestowac, to nie umiala poruszac sie w swiecie interesów, kompromisów, szukania poparcia, schlebiania gustom wyborców. W swiecie, w którym mniej sie liczy racja, a bardziej poklask. Nie nadawalismy sie do tego i nasza reprezentacja polityczna przegrala. Ale czy naprawde przegralismy? Jesli spojrzec na efekty reform, na to, jak zmienila sie Polska - nie byla to przegrana. Najwazniejsze wydaje sie to, ze po politycznej przegranej czesc inteligencji znów odgrywa role krytyczna wobec wladzy i panstwa - zwlaszcza gdy staje sie ono nieprzyjazne ludziom, naduzywa wladzy, klamie, falszuje historie, zagraza wolnosci albo po prostu budzi odraze i sprzeciw moralny. Tak wlasnie bylo w latach 2005-07, gdy inteligencja spelnila te sama role, co w Marcu i po Marcu.    Protest wynikal z troski o stan spoleczenstwa i panstwa oraz z poczucia racji moralnej. Przyjmowal tez podobne srodki, choc tym razem w warunkach wolnosci slowa, prasy, wypowiedzi i zgromadzen. To wlasnie slowem, obywatelskimi raportami o stanie spraw w panstwie, akcjami protestu, podpisami pod listami otwartymi udalo sie zdelegitymizowac rzad, który znów stwarzal zagrozenie dla wolnosci. Wypada zauwazyc, ze zrobili to w ogromnej mierze ci sami ludzie, którzy po raz pierwszy weszli na te droge w Marcu '68. To wlasnie wtedy zaczeli sie tego uczyc. Mam nadzieje, ze tym idealom bedziemy wierni takze w przyszlosci i nie zapomnimy dokonan naszym nauczycieli. Starszych, wrazliwszych i bardziej doswiadczonych, jak Jacek Kuron i Karol Modzelewski. A takze mlodszych, ale odwazniejszych, jak Adam Michnik, Henryk Szlajfer, ich kolezanki i koledzy. Dziekuje Wam wszystkim.* Prof. Wiktor Osiatynski - ur. 1945, prawnik konstytucjonalista i socjolog, profesor Uniwersytetu Srodkowoeuropejskiego w Budapeszcie. Dzialacz na rzecz obrony praw czlowieka Artykul jest nieco zmieniona wersja wystapienia Wiktora Osiatynskiego podczas sesji "40 lat pózniej. Marzec 1968-2008". Zorganizowaly ja 8-9 marca br. Uniwersytet Warszawski i "Otwarta Rzeczpospolita" - Stowarzyszenie Przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii. Stowarzyszeniu dziekujemy za wyrazenie zgody na druk tekstów wystapien Wiktora Osiatynskiego i Tadeusza Mazowieckiego. "Otwarta Rzeczpospolita" i emigranci z 1968 r."Otwarta Rzeczpospolita" i Zarzad Zwiazku Gmin Wyznaniowych Zydowskich w RP, apelujac niedawno do szefa MSWiA Grzegorza Schetyny, doprowadzily do wydania przez niego wojewodom instrukcji, dzieki której "emigranci marcowi" nie powinni juz miec problemów z potwierdzaniem przez wojewodów posiadania polskiego obywatelstwa. Minister uznal akty zrzeczenia sie obywatelstwa za niewazne, poniewaz dokonane zostaly pod przymusem.Tworzenie Judeopolonii: rola Mossad-u w NZZ Solidarność     A Christian with Jewish roots, whose aunt was saved from the Holocaust by Poles, will become Poland’s new prime minister this week.

Mateusz Morawiecki, a 49-year old former bank executive, is currently the finance minister. Last Thursday, as part of a cabinet reshuffle, the ruling Law and Justice party chose him to replace Prime Minister Beata Szydlo, who has been in office since 2015.

In his first interview since his appointment, Morawiecki told Catholic media outlets on Friday, “We want to change Europe. My dream is to make it Christian again, since unfortunately, in many places, people no longer sing Christmas carols, the churches are empty and are turning into museums, and this is very sad.”

Morawiecki revealed his Jewish roots earlier this year at a ceremony to honor Poles who saved Jews during the Holocaust. The ceremony took place at the Warsaw Zoo, because the couple who ran the zoo during World War II hid Jews there to save them from the Nazis.

“Always at such ceremonies I begin reflecting on my family’s own story,” Morawiecki said on that occasion. “My aunt Irena was a Jew, she survived the war and as a child of 10. Until she was 16, she stayed with a Polish family who rescued her,” aided by a few dozen other non-Jewish Poles who risked their lives.
read more: https://www.haaretz.com/world-news/europe/1.827926 CO TO JEST POLSKA? POLSKA A  KONFERENCJA ; "Europa - kryzys i nadzieja":
 Wildstein na konferencji "Europa - kryzys i nadzieja": "Nauczyliśmy się żyć w kategoriach równościowych. To jest fetysz współczesności", opublikowano: 10 października · aktualizacja: 10 października autor: twitter/Teologia Politycznaautor: twitter/Teologia Polityczna Nauczyliśmy się żyć w kategoriach równościowych. Równość to jest fetysz współczesności. Równość rozumiana jako tożsamość. Nie potrafimy zrozumieć, że w rzeczywistości ludzkiej role są komplementarne— powiedział Bronisław Wildstein podczas panelu w czasie konferencji naukowej „Europa - kryzys i nadzieja”.Bronisław Wildstein komentował wystąpienie diakona prof. Andireja Kurajewa z Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego. Diakon Kurajew zwracał uwagę na zmiany w cerkwii prawosławnej, które wpływają na wzrost znaczenia kobiet. Zdaniem Wildsteina, na problemy współczesnego świata, w tym religii, patrzymy ze zbyt krótkiej perspektywy. Nasze spojrzenie jest stosunkowo ograniczone. Nasze doświadczenie to parędziesiąt lat, obserwujemy je przez ten czas i zaczynamy nadawać im rangę niejako procesów naturalnych. Mówimy o tym, że wyludniają się kościoły itd. Okazuje się, że jest to oczywiste, bo nasza perspektywa jest krótka. To nie jest żadne unicestwienie religii, tylko zmiana jej sposobu istnienia— powiedział.  Dziennikarz „Sieci” mówił o kwestii równości międzypłciowej, która stała się fetyszem współczesnych społeczeństwa. Gdy tego słucham to myślę o jednej sprawie dot. tego nowego wyzwania - wchodzenia kobiet do kościoła. Wielokrotnie postrzegamy to właśnie z naszej obecnej perspektywy. Nauczyliśmy się żyć w kategoriach równościowych. Równość to jest fetysz współczesności. Równość rozumiana jako tożsamość. Nie potrafimy zrozumieć, że w rzeczywistości ludzkiej role są komplementarne. Kobieta i mężczyzna mają role komplementarne, co nie oznacza, że któreś jest lepsze, inne gorsze. Ale kobieta nie jest mężczyzną, a mężczyzna nie jest kobietą. Nie wiem czy kiedyś kobiety będą kapłanami na takich zasadach jak mężczyźni. Nie widzę powodów, by uważać, że jest to naturalny proces i musimy do tego dążyć— przekonywał Wildstein. Mówię o dystansie do pewnej presji, którą wywiera na nas myślenie nowoczesne, które wymaga od nas zmian, które z perspektywy wcale nie są oczywiste— dodał publicysta „Sieci”.mly  CO TO JEST POLSKA? POLSKA Optymizm świata sprzyja Polsce  Optymizm świata – mimo że ograniczony – będzie sprzyjać rozwojowi gospodarczemu i cywilizacyjnemu Polski, ale liczba różnych trudności i niebezpieczeństw zewnętrznych stała się najwyższa od czasu polskiej akcesji do Unii Europejskiej w 2004 r. - pisze w „Polskim Kompasie 2017” Grzegorz Kostrzewa-Zorbas Przedstawiam światowe i europejskie szanse, wyzwania i zagrożenia dla wzrostu i rozwoju polskiej gospodarki w bliskiej przyszłości: w ostatnich miesiącach 2017 i w już bliskim roku 2018 r. Optymizm świata – mimo że ograniczony – będzie sprzyjać rozwojowi gospodarczemu i cywilizacyjnemu Polski, ale liczba różnych trudności i niebezpieczeństw zewnętrznych stała się najwyższa od czasu polskiej akcesji do Unii Europejskiej w 2004 r. Wybieram cztery spośród wielkich szans i po trzy spośród wielkich wyzwań i zagrożeń – razem dziesięć czynników wpływających lub mogących wpłynąć na polską gospodarkę. Wszystkie mają charakter międzynarodowy, ale niektóre są związane z sytuacją krajową. Na przykład pozycja Polski w strategicznej dziedzinie innowacyjności zależy jednocześnie od tempa wzrostu innowacyjności zagranicą i w kraju – wyścig na szczyt wygrywają biegnący szybciej od konkurentów. W warunkach globalizacji sukces zawsze jest relatywny.  SZANSA 1 Wschodzące potęgi ekonomiczne Południa: Chiny, Indie i inni Największą zewnętrzną szansą przyspieszenia wzrostu i rozwoju gospodarki polskiej jest zwiększanie wymiany handlowej i inwestycyjnej z główną siłą napędową gospodarki światowej. Siła ta jest zbiorowa – składa się z Chin i wielu innych wschodzących potęg Południa na kilku kontynentach. Mimo licznych słabych punktów Południe stało się bardziej dynamiczne od Północy. Dużą część energii ekonomicznej dostarczają Indie – drugi po Chinach kraj Południa według miar gospodarczych i demograficznych oraz wpływu globalnego. Indie mogą w przyszłości przewyższyć Chiny, nad którymi mają przewagę demokratycznego ustroju oraz praw i swobód człowieka wspomagających kreatywność i przedsiębiorczość. Obok Chin, Indii i innych wielkich państw tworzących grupę BRICS lub należących do G20 ważne są mniejsze państwa Azji, Afryki i Ameryki Południowej. Aby wykorzystać tę największą szansę, do już obecnego w polskiej zagranicznej polityce ekonomicznej strategicznego programu współpracy z Chinami trzeba dodać podobny program dotyczący Indii. Trzeba również ogólnie sięgać po energię całego Południa. Wszystkie te programy należy realizować jednocześnie dwiema drogami: przez Unię Europejską – aktywnie uczestnicząc w kształtowaniu jej zewnętrznej polityki ekonomicznej, w tym negocjacji i umów z resztą świata – oraz bezpośrednio. Chiny, Indie i inne dalekie kraje są skłonne do współpracy z Polską jako jednym z największych państw Unii Europejskiej. Kierunek na Południe nie może zastępować ani osłabiać związków ekonomicznych, cywilizacyjnych, politycznych i militarnych Polski z Zachodem – największą częścią Północy – lecz musi być do nich równoległy. SZANSA 2 Nowe oblicze Chin – supermocarstwo innowacyjności  Chiny nie są jedyną istotną potęgą Południa, lecz pozostają jego liderem w coraz liczniejszych dziedzinach. Z pozycji ekonomicznego lidera Południa zmierzają do pozycji ekonomicznego lidera świata. Już stały się największą gospodarką na świecie (mierząc realnym PKB), a nominalnie ustępują tylko Stanom Zjednoczonym oraz Unii Europejskiej w całości. Inna nowa dziedzina awansu Chin to innowacyjność. Chiny osiągnęły najwyższe na świecie tempo zwiększania innowacyjności gospodarki. Procent PKB wydawany na badania naukowe i rozwój, a dokładniej wdrożenia wyników badań (research and development – R&D) przez władze publiczne, przedsiębiorstwa, uczelnie i inne podmioty jest w Chinach wyższy niż w UE jako całości, chociaż nie w jej innowacyjnej czołówce, w tym państwach nordyckich, Niemczech, Francji i Beneluksie. Ale jest ponad dwa razy wyższy niż w Polsce. W liczbach absolutnych Chiny realnymi nakładami na badania i rozwój wyprzedzają całą UE oraz Japonię i wszystkie inne kraje świata z wyjątkiem USA. Współpraca naukowa i technologiczna z Chinami to szansa dla Polski jeszcze większa od udziału w budowie Nowego Jedwabnego Szlaku, do którego Polska ma ograniczone predyspozycje geograficzne: mocne lądowe, słabsze morskie. Wykorzystanie szansy współpracy polsko-chińskiej w dziedzinie innowacyjności wymaga m.in. wielkiego otwarcia na świat polskich instytucji badawczych, edukacyjnych i wspierania biznesu.
SZANSA 3 Kreatywna, chociaż niepewna Ameryka Stany Zjednoczone pozostają najbardziej kreatywną wśród wielkich gospodarek – głównym źródłem wynalazków i przemian technologicznych. Dzięki kreatywności i masowemu importowi kapitału ludzkiego i pracowników z całego świata gospodarka amerykańska przyspiesza po latach stosunkowo powolnego wzrostu. Dodatkowym, chociaż niepewnym, pozytywnym impulsem dla amerykańskiego biznesu jest administracja Donalda Trumpa obiecująca radykalną deregulację ekonomiczną i największe w dziejach inwestycje publiczno-prywatne w infrastrukturę. Trump jako prezydent nie spełnia obietnic z kampanii wyborczej groźnych dla gospodarki, takich jak wojny handlowe, choć zatrzymał rozwój międzynarodowych porozumień o wolnym handlu i przepływie inwestycji z udziałem USA. Jednocześnie w Ameryce rosną napięcia społeczne i polityczne, w tym paraliż decyzyjny wewnątrz Kongresu i między nim a prezydentem. Mimo niepewności amerykańskie przyspieszenie wpływa pozytywnie na gospodarkę światową. Ułatwieniem dla zwiększania polsko-amerykańskiej współpracy ekonomicznej jest wspólne członkostwo w NATO, co Trump podkreślał podczas wizyty w Warszawie. Ale Polska powinna dużo aktywniej niż dotąd tworzyć i promować północnoatlantyckie projekty gospodarcze, naukowe i technologiczne.  SZANSA 4 Optymizm globalnej gospodarki realnej i rynku finansowego Ogólnie w świecie przeważa ekonomiczny optymizm. Pozytywne oczekiwania sprzyjają gospodarkom wszystkich państw – w tym Polski – i międzynarodowej współpracy handlowej, inwestycyjnej i technologicznej. Wzrost gospodarczy w Unii Europejskiej jako całości oraz w Japonii pozostaje niski – na granicy zastoju – ale mimo to gospodarka światowa rośnie i rozwija się teraz prawie tak dynamicznie jak bezpośrednio przed kryzysem lat 2008–2009. Wiele indeksów giełdowych bije nawet historyczne rekordy. Jednak optymizm jest dziś bardziej umiarkowany z wielu powodów gospodarczych i politycznych, w tym zagrożeń niestabilnością, napięciami i wojnami. Nadmiar optymizmu groziłby napompowaniem nowego bąbla spekulacyjnego i jego nieuchronnym pęknięciem jak w 2008 r., ze wszystkimi skutkami, w tym globalnym pesymizmem. Szansa zmieniłaby się w zagrożenie opisane niżej.   WYZWANIE 1 Osiągnąć wzrost gospodarczy wyraźnie szybszy od reszty świata Aby odczuwalnie zmniejszać dystans ekonomiczny do Zachodu i awansować cywilizacyjnie, Polska musi osiągać wzrost gospodarczy powyżej reszty Europy i świata. Wyraźna różnica oznacza co najmniej dwa punkty procentowe. Bank Światowy i inne międzynarodowe organizacje ekonomiczne prognozują wzrost globalnego PKB o 2,7–3,5 proc. w 2017 i 2,9–3,6 proc. w 2018 r. Stąd wyzwanie dla Polski – w latach 2017–2018 przekraczać 5,5 proc. wzrostu PKB. Dawniej niektóre kraje Północy, a potem niektóre kraje Południa – w tym Chiny i Indie – przekraczały 10 proc. rocznie.  WYZWANIE 2 Dokonać skoku innowacyjnego  Polska nie awansuje cywilizacyjnie, mając poziom innowacyjności – mierzony procentem PKB wydawanym na badania i rozwój – dwa razy niższy od całej Unii Europejskiej i ponad dwa razy niższy od Chin, a około cztery razy niższy od Korei Południowej, Izraela, Szwecji i innych globalnych liderów. Dotychczasowy postęp w Polsce nie nadążał za światem. Trzeba skokowo zwiększyć sumę nakładów publicznych i prywatnych z 1 proc. obecnie do blisko 2,5 proc. PKB w 2020 r. – do poziomu, który wtedy prawdopodobnie osiągnie cała UE. Pod tym warunkiem Polska będzie mogła w pełni uczestniczyć w wielkich przemianach cywilizacyjnych: robotyzacji licznych dziedzin gospodarki, np. rolnictwa, budowie ekologicznej energetyki i transportu elektrycznego oraz innych.   WYZWANIE 3 Współkształtować głęboką integrację UE Jesienią 2017 r. zaczną się – zgodnie z zapowiedziami wielu państw członkowskich, Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej – istotne reformy Unii. Większość UE chce zacieśnieniem – nie rozluźnieniem – integracji ekonomicznej, politycznej i militarnej zareagować na Brexit, powolność wzrostu gospodarczego, starzenie się europejskich społeczeństw, ostrą konkurencję cywilizacyjną Południa, groźbę amerykańskiego protekcjonizmu i izolacjonizmu oraz inne wydarzenia i zjawiska ujawniające słabość Europy. Strach przed własną słabością i wypadnięciem z gry – światowej gry – jest bardzo mocną motywacją. Nadchodzi tsunami eurofederalizmu. Polska powinna przenikać do samego środka negocjacji, zjednywać jak najliczniejszych koalicjantów wewnątrz UE i wraz z nimi promować projekty rozwiązań. Tylko tak może wpłynąć na ostateczny kształt reform. To jedyna alternatywa dla weta powodującego wypadnięcie z gry – europejskiej i światowej.   ZAGROŻENIE 1 Protekcjonizm w świecie Świat odrzucił protekcjonizm jako rozwiązanie globalnego kryzysu lat 2008–2009 – pamiętając katastrofalne skutki gospodarcze i polityczne protekcjonizmu po 1929 r. – ale nasiliły się wyjątki. Protekcjonizm to wieczna i zaraźliwa pokusa – powracające zagrożenie nie tylko dla międzynarodowego handlu towarami i usługami, lecz również dla międzynarodowego przepływu czynników produkcji, w tym kapitału inwestycyjnego i ludzkiego oraz technologii, bez których rozwój gospodarczy i cywilizacyjny zwalnia lub zamiera. Najnowszym alarmem były przypomniane wyżej obietnice wyborcze i decyzje prezydenckie Donalda Trumpa. Jedna z nich – zablokowanie negocjacji o Transatlantyckim Partnerstwie Handlowym i Inwestycyjnym (TTIP) – wpływa na cały świat, nie tylko na bezpośrednio dotkniętą Unię Europejską włącznie z Polską.  ZAGROŻENIE 2 Globalny bąbel spekulacyjny i globalna recesja Światowe kryzysy zaczęły się w latach 1929 i 2008 na Wall Street, gdzie dziś padają rekordy indeksów. Gospodarka amerykańska zachowuje największy wpływ – zwłaszcza psychologiczny – na globalną. Światu jako całości nie grozi recesja z powodu przeinwestowania, a gospodarka polska jest niedoinwestowana. Jednak np. nadmierna deregulacja w USA lub na Południu mogą szybko napompować globalny bąbel spekulacyjny, a np. niezdolność Waszyngtonu do podniesienia pułapu długu federalnego może zadziałać jak pesymistyczny impuls, przez który bąbel pęknie, wywołując kolejną recesję lub depresję realnej gospodarki nawet w krajach niewinnych spekulacji.  ZAGROŻENIE 3 Wojny regionalne W bliskiej przyszłości nieprawdopodobna jest wojna światowa, a wojny lokalne – takie jak w Syrii i na Ukrainie – oraz terroryzm mają mały wpływ na gospodarkę globalną. Wpływ istotny – np. na destabilizację cen surowców i produktów albo ucieczkę kapitału do państw uważanych za najbezpieczniejsze – może wywołać wojna regionalna mocarstw i koalicji. Najwyższe napięcie istnieje dziś na Morzu Południowochińskim, przez które biegnie jedna z trzech tras morskich o światowym znaczeniu ekonomicznym i militarnym – z Europy, Afryki i Indii do Azji Wschodniej. Chiny próbują zawłaszczyć trzy czwarte strategicznego morza, a część krajów poszkodowanych to sojusznicy USA. Wojny regionalne są możliwe także na Bliskim Wschodzie, gdzie m.in. zaostrza się rywalizacja szyickiego Iranu z sunnickimi Arabią Saudyjską i Turcją, oraz w Europie Środkowo-Wschodniej, jeśli Rosja podzieli lub zastraszy NATO. Publikacje „Polskiego Kompasu – rocznika instytucji finansowych i spółek akcyjnych” od trzech lat spotkają się z ogromnym uznaniem i zainteresowaniem w środowisku finansowym i biznesowym. Pełne wydanie edycji Polskiego Kompasu 2017 w formacie PDF dostępne jest na stronie www.gb.pl a także w aplikacji „Gazety Bankowej” na urządzenia mobilne. Grzegorz Kostrzewa-Zorbas Autor jest ekspertem od spraw międzynarodowych, ukończył Georgetown University i Johns Hopkins University w Waszyngtonie, był dyrektorem w MSZ i MON; wykłada na Uczelni Vistula.Udostępnij:11 listopada 201715:05 Tagi: gospodarka polityka Polski Kompas 2017  Co to jest polska;Tożsamość narodowa. Specyfika Polaków jako narodu Tożsamość narodowa to definiowanie i interpretowanie siebie w kategoriach szerszej wspólnoty, która ma cechy narodu. Taka definicja tożsamości narodowej nie jest specjalnie odkrywcza i, jak każde trywialne twierdzenie, nie wzbudza dyskusji. Kontrowersje zaczynają się wówczas, gdy pragniemy uściślić pojęcie narodu. Okazuje się wtedy, iż pojęcie to oznaczać może wspólnotę polityczną, kulturową bądź też wspólnotę etniczną. Niektórzy autorzy zwracają przy tym uwagę, iż jest to "wspólnota wyobrażona", niezależnie od tego, czy naród rozumiany jest powszechnie jako kategoria polityczna, kulturowa czy etniczna. Owa wspólnota - innymi słowy - istnieje tak długo, jak długo jej członkowie wyobrażają sobie, że do niej należą (i ta przynależność jest dla nich istotna), i zarazem jak długo wyobrażenia tego typu odgrywają rolę znaku różnicującego ludzi na "swoich" (czyli tych, których skłonni bylibyśmy włączać do owej wyobrażonej wspólnoty) i "obcych" (czyli tych, których z tej wspólnoty wykluczamy). "Wszystkie społeczeństwa - pisze Bauman - tworzą obcych, ale każdy rodzaj społeczeństwa tworzy swoich własnych obcych i tworzy ich we własny, niepowtarzalny sposób". To prawda, ale przecież żadne społeczeństwo, zwłaszcza zaś społeczeństwo zorganizowane według zasad demokratycznych, odznaczające się pluralistycznym społeczeństwem obywatelskim, nie jest pod tym względem homogeniczne. Mechanizm, o którym pisze Bauman, nie zatrzymuje się na poziomie makrospołecznym, lecz funkcjonuje także na niższych szczeblach ładu społecznego, a więc na poziomie pośredniczącym pomiędzy poziomem ogólnospołecznym a poziomem mikrostruktur (czyli w obszarze funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego), jak również na poziomie mikrostrukturalnym (czyli w obszarze funkcjonowania grup pierwotnych). W konsekwencji definicje "swoich" i "obcych" w sensie narodowym też mogą być silnie zróżnicowane w obrębie tego samego społeczeństwa, ponieważ współwystępować tam mogą (i na ogół współwystępują) stosunkowo szeroko rozpowszechnione definicje narodu jako wspólnoty politycznej, a obok nich - definicje kulturowe czy etniczne. Z tego powodu zróżnicowane też są treści, które wypełniają zindywidualizowane poczucie tożsamości narodowej.
I tu powracamy do kluczowego czynnika, który kształtuje tożsamość narodową, a mianowicie do definicji narodu, czy szerzej - koncepcji wspólnoty narodowej. Wyróżniamy przynajmniej trzy odmienne rozumienia narodu, po części zresztą zachodzące na siebie: (1) polityczne, (2) kulturowe i (3) etniczne.  Polityczna koncepcja narodu odnosi się w istocie do pojęcia obywatelstwa. Naród tworzą równi obywatele zjednoczeni w ramach państwa, którego jurysdykcja odnosi się do pewnego, ściśle określonego terytorium. Naród w sensie politycznym nie może istnieć bez państwa, byłby wtedy bowiem albo diasporą, albo mniejszością narodowościową w ramach określonego państwa. Naród polityczny jest więc zbiorowością ludzi zamieszkujących ściśle zdefiniowane terytorium (ojczyzna), kontrolowane przez wyłonione z tej wspólnoty struktury władzy (przywództwo narodowe), które to struktury reprezentują polityczną wspólnotę narodową wobec zewnętrznego świata, fest to zbiorowość funkcjonująca w ramach zintegrowanej ekonomii i wspólnego podziału pracy (gospodarka narodowa). Jej członkowie cieszą się równymi prawami (przynajmniej formalnie), skodyfikowanymi w systemie prawnym i politycznym, łączy ich też wspólna historia i dziedzictwo kultury duchowej i kultury materialnej, które służą jako znaki identyfikacji jednostek ze wspólnotą narodową. Naród definiowany w kategoriach kulturowych pokrywa się z narodem definiowanym politycznie jedynie w wyjątkowych przypadkach. Dzieje się tak wtedy mianowicie, kiedy na pewnym ściśle wytyczonym terytorium określonego państwa wspólnota jego obywateli jest homogeniczna kulturowo, a ponadto nie występuje na świecie żadna istotna diaspora, w konstruowaniu własnej tożsamości odwołująca się do tego samego kanonu kulturowego, który jest podstawą formowania się tożsamości narodowej obywateli tego państwa. Jak widzimy, konfiguracja taka jest w dzisiejszym globalizującym się świecie, po doświadczeniach dwóch wojen światowych i wielkich migracjach ludów, niesłychanie mało prawdopodobna.
Naród rozumiany w sensie kulturowym nie potrzebuje państwa, by istnieć, tożsamość jego członków bowiem formowana jest poprzez odwoływanie się do wspólnej historii i zakorzenionych w niej mitów, a także do wspólnego języka oraz do czegoś, co można by nazwać kanonem podstawowych wartości narodowych, przechowywanych z pokolenia na pokolenie w zasobach kultury i tradycji. Nie wymaga natomiast żadnych odniesień do wspólnych instytucji politycznych oraz przysługujących członkom tej szczególnej wspólnoty praw i obowiązków w wymiarze życia publicznego. Kultura więc i zawarte w niej wartości oraz pamięć historyczna są w tym przypadku znakiem odróżniającym "swoich" od "obcych", który formuje tożsamość osobniczą.  Etniczna koncepcja narodu jest odległym echem więzi plemiennych, które w zamierzchłej przeszłości były potężnym czynnikiem formowania tożsamości osobniczej. Znakiem odróżniania "swoich" i "obcych" jest w tym przypadku biologiczny związek, czyli urodzenie i genealogia z pewną (na ogół mityczną) wspólnotą przodków. W etnicznej koncepcji członkostwo we wspólnocie narodowej jest przypisane do jednostki raz na zawsze i nie podlega jakimkolwiek zmianom. Jak wiadomo, wieki historii, zwłaszcza po okresie wielkich odkryć geograficznych, były sceną wielkich migracji ludów i mieszania się grup etnicznych. Byłoby dzisiaj niezwykle trudno ściśle zdefiniować etniczną wspólnotę przodków, z których wywodzą się poszczególne narody świata (jeśli w ogóle taka ścisła definicja byłaby możliwa), co jednak nie jest szczególną przeszkodą w istnieniu tożsamości narodowych odwołujących się do koncepcji etnicznej. Nie przeszkadza temu też fakt, iż wielu z tych, którzy skłonni są budować swoją tożsamość na podstawie kryteriów etnicznych, nie pamięta na ogół, kim byli ich pradziadkowie (nie wspominając już o wcześniejszych pokoleniach przodków), choć wydaje się im, że znają dobrze genealogię "obcych", których chcieliby ze wspólnoty etnicznej wykluczyć. W tym przypadku bowiem narodowa tożsamość etniczna powstaje w wyniku odwoływania się do zmitologizowanej przeszłości, która pełni funkcję wyróżnika. Tożsamość etniczna, podobnie jak kulturowa, nie potrzebuje państwa, aby funkcjonować i trwać. Jednak, w odróżnieniu od wspólnoty definiowanej kulturowo, która może stosunkowo dobrze funkcjonować w państwie demokratycznym będącym organizacją polityczną kilku takich wspólnot (np. Belgia, Szwajcaria czy Zjednoczone Królestwo), wspólnota definiowana etnicznie ma do państwa na ogół stosunek zerojedynkowy: albo państwo jest "nasze", albo "obce". Jeśli państwo jest "nasze", to "obcy" są na ogół traktowani jako balast i kłopot. Jeśli państwo nie jest "nasze", tzn. jeśli w strukturach władzy takiego państwa nie przeważają członkowie określonej wspólnoty etnicznej, to traktowane jest ono jako "obce", a nawet wrogie. Tożsamość narodowa, formowana przez kryteria ściśle etniczne (niezależnie od stopnia ich mitologizacji), jest więc czynnikiem podcinającym społeczeństwo obywatelskie (które skonstruowane jest i funkcjonuje w odmiennym od etnicznego porządku poznawczym). W konsekwencji - rozsadzana jest także funkcjonalna logika demokratycznego państwa.Każdy naród zdaje się posiadać swoją specyfikę. Zdaniem amerykańskiego socjologa, M. Lernera, Anglików wyróżnia to, że wszystko uznają za dozwolone, poza tym, co jest zabronione, Niemców – to, iż wszystko traktują jako zabronione, z wyjątkiem tego, co jest dozwolone, Francuzów – to, że wszystko uważają za dozwolone, nawet to, co jest zabronione, natomiast Rosjan – to, iż wszystko jest dla nich zabronione, nawet to, co jest dozwolone. Czy jest wobec tego coś, co wyróżnia także Polaków? Jakie cechy posiada polski charakter narodowy? Jakim narodem są Polacy? Jak podkreśla Bocheński, „najbardziej uderzającą cechą kultury Polski klasycznej jest tolerancja, sformułowana przez Zygmunta Augusta w słowach nie jestem królem ludzkich sumień. Jest to unicum w okresie Reformacji w Europie. Wskutek przyjęcia tej zasady Rzeczpospolita jest w XVI wieku jedynym wielkim krajem europejskim, który nie zaznał ani wojen religijnych, ani wypędzenia Żydów”[23]. Specyfika tolerancji polega na uznaniu prawa drugiego człowieka do wyboru nie tylko własnej religii, lecz także własnych środków realizacji każdego dobra godziwego pod warunkiem, że środki te również będą godziwe. Tolerancja jest więc czymś wtórnym wobec poznania wybranego dobra i zakłada jego prawdziwość. A skoro nie sposób nie liczyć się z faktem, że ludzkie poznanie jest omylne, tym samym tolerancja suponuje także wyrozumiałość, czyli postawę szacunku wobec ludzkiego działania zorientowanego na błędne dobro. Tolerancja i wyrozumiałość nie są zatem kategoriami synonimicznymi, lecz komplementarnymi. Dopełnienie takie nie zachodzi jednak w przypadku tolerancji i pobłażliwości, czyli postawy szacunku wobec działania realizującego fałszywe dobro. Tolerancja bowiem jest czymś przeciwnym wobec pobłażliwości, dopuszczającej celowe szerzenie moralnego zła. Podstawą tolerancji może być tylko wolność racjonalna, pokierowana prawym rozumem[24]. Obok tolerancji, na wyróżnienie zasługuje również europejskość polskiej kultury narodowej, związana z kluczowym dla tożsamości Europy czynnikiem – z chrześcijaństwem[25]. Historia Starego Kontynentu świadczy bowiem o tym, że Polska, będąc przedmurzem chrześcijaństwa, była również obrończynią Europy i tego, co z istoty europejskie. „Warto zauważyć – dodaje Bocheński – że europejskość Polski klasycznej jest bez porównania głębsza, niż u wielu innych narodów. U nich chodzi najczęściej o korzyści gospodarcze, podczas gdy Polacy związani są z Europą wiekami krwawej walki w jej obronie”[26]. Kolejną oryginalną cechą polskiej kultury klasycznej jest upowszechniona szlacheckość, a wraz z nią przywiązanie do takich postaw, jak bojowość, służba, lojalność i honor. „Podobno – jak pisze Bocheński – to zjawisko występuje poza Polską tylko w Japonii”[27]. Na obecność narodowo-szlacheckich inspiracji wśród polskiego ludu zwrócił też uwagę A. Świętochowski w połowie lat 30. XX w. Napisał on wtedy: „Chociaż szlachta polska była kastą szczelnie zamkniętą, jako wyłączna twórczyni kultury narodu wywarła wpływ na inne jego warstwy, a nawet na masę ludową, która przyjęła od niej formy życia, obyczaje, pojęcia i upodobania. Gdy chłop polski podniesie się wyżej ze swego nędznego padołu, natychmiast stara się upodobnić do pana dworskiego”. Wzory szlacheckie przyjmowali również robotnicy. N. Davies, pisząc o L. Wałęsie, zauważył, iż „instynktownie chyba zdaje sobie sprawę z tego, że podstawowe niebezpieczeństwo tkwi w absolutystycznych ambicjach władzy państwowej. Jeśli tak jest w istocie, można uznać, że polska klasa robotnicza przywraca do życia polityczne tradycje demokracji szlacheckiej”[28]. Specyfika klasycznych wyznaczników polskiego narodu świadczy o jego przynależności do zachodniego kręgu kulturowego. Wykluczają one nie tylko „przestawienie” kultury polskiej na Wschód, lecz także traktowanie Polski jako pomostu między Zachodem i Wschodem. Z ich perspektywy naród polski albo będzie narodem zachodnioeuropejskim, albo go w ogóle nie będzie. Jako taki też polski naród jest szczególnie otwarty na realizację idei zjednoczonej Europy – Europy suwerennych narodów i ich ojczyzn[29]. Zupełnym przeciwieństwem klasycznej kultury narodowej jest tradycja nacjonalistyczna, kontynuująca – zdaniem Bocheńskiego – „zasadniczą postawę okresu saskiego, ale która otrzymała jasne sformułowanie dopiero w wieku XX”[30]. Nacjonalistyczne pojmowanie narodu wyklucza możliwość jakiegokolwiek pluralizmu kulturowego, usprawiedliwia wszelkie poczynania w myśl zasady: „dobro narodu jest dobrem najwyższym”, a istnienie innych kultur uznaje za chroniczne zagrożenie dla własnej kultury[31]. Oczywiście nieklasyczna tradycja narodowa zasługuje na odrzucenie, ponieważ nie tylko popełnia błąd antropologiczny, uznając prymat społeczeństwa nad człowiekiem, lecz także z uwagi na jej makiawelizm, polegający na łamaniu zasad etycznych w imię fałszywego dobra narodowej społeczności. Z obecnością polskiego nacjonalizmu polemizuje np. M. Niechwiej, który trafnie zauważa, że „śmierć dla ojczyzny jest zaszczytem, co rozumieli wszyscy ci, którzy walczyli za swój kraj i przelali krew. Lecz obrona narodowych wartości nie polega na fałszu i kłamstwie oraz zatracaniu podstawowych wartości”[32]. Podsumowanie Jakim narodem są więc współcześni Polacy? Z przeprowadzonych analiz wynika, że nie wszyscy Polacy identyfikują się aktualnie wokół kultury narodowej[33]. Wydaje się, że znaczna ich część ciągle znajduje się na rozdrożu, z którego roztaczają się aż trzy różne perspektywy. Każda z nich może wprawdzie pozwolić im na zachowanie polskości, lecz nie zawsze będzie to polskość typu narodowego. Jeżeli bowiem bezkrytycznie opowiedzą się za propozycją nowej tożsamości postkonwencjonalnej, to tym samym będą zmuszeni wyrzec się polskiej tożsamości narodowej, a swoją polskość – zredukować do poziomu kultury ludowej. Opowiadając się z kolei za tradycją narodową, muszą mieć się na baczności, żeby nie wejść na drogę uproszczonych rozwiązań nacjonalistycznych, które z reguły uwłaczają nie tylko przedstawicielom innych narodów, lecz także samym Polakom – godnym przecież tego, żeby posiadać status człowieka-osoby we własnym narodzie. Jedynie perspektywa klasycznej tradycji narodowej wydaje się być adekwatną szansą na zachowanie narodowej tożsamości współczesnych Polaków. Z perspektywą tą łączy się jednak konieczność przywrócenia im historycznej pamięci, by z jej pomocą skuteczniej mogli uczyć się być Polakami[34]. Ks. Paweł Tarasiewicz - doktor filozofii, adiunkt w katedrze Filozofii Kultury KUL, autor monografii Spór o naród (2003) oraz prac z zakresu filozofii człowieka, kultury i cywilizacji (niektóre prace w wersji online:http://www.fundacja.hg.pl). [23] J. M. Bocheński, Sens życia i inne eseje, s. 103.
[24] Zob. P. Tarasiewicz, Filozofia kultury polskiej w ujęciu Mieczysława A. Krąpca OP, s. 166–167.
[25] Zob. K. Czuba, Idea Europy kultur w nauczaniu Jana Pawła II, Warszawa 2003, zwł. rozdz. V poświęcony roli chrześcijaństwa w budowaniu Europy.
[26] J. M. Bocheński, Sens życia i inne eseje, s. 104.
[27] Tamże, s. 104–105.
[28] Zob. E. Lewandowski, Pejzaż etniczny Europy, s. 330–331.
[29] Zob. J. M. Bocheński, Sens życia i inne eseje, s. 106–107.
[30] Tamże, s. 101.
[31] Zob. tamże, s. 107–108.
[32] M. Niechwiej, Wychowanie do polskości, s. 108.
[33] Zob. A. Rychły, Charakter narodowy polski, „Pressje” 3 (2003), s. 90: „Duże zmiany w mentalności Polaków przyniósł okres podległości Związkowi Radzieckiemu, którego totalitarna ideologia pretendowała do utworzenia nowego człowieka. Niestety cechy homo sovieticus, takie jak: bierność, dezindywidualizacja, obawa przed samodzielnością, naiwność polityczna, dziś jeszcze widoczne są w charakterze narodowym Polaków. Tak jak nie ma człowieka o idealnym charakterze, tak też nie można oczekiwać idealnego charakteru od narodu. Mówiąc o charakterze narodowym polskim dziś pewnie chętniej stworzylibyśmy indeks naszych wad i kompleksów – od pijaństwa, niesolidności, politycznej nieprzewidywalności i naiwności, do kiepskiego wciąż wykształcenia i cwaniactwa. Obecnie najtrudniejszym dla nas zadaniem jest wskazanie swoich silnych stron, swoich zalet – tych godnych szacunku i podziwu”.
[34] Zob. M. Niechwiej, Wychowanie do polskości, s. 110.   CO TO JEST POLSKA? POLSKA Kultura narodowa, czyli jaka   Boże, chroń fanatyków Kultura polska ma być przede wszystkim narodowa – tak wynika z licznych wypowiedzi przedstawicieli władzy oraz z planów ministerstwa. Skąd my znamy ten język i ten ton? Niedawno Krystyna Janda, na zadane w wywiadzie pytanie o skojarzenia z wygłoszonym przez ministra Glińskiego hasłem, że teraz czas na kulturę narodową, odpowiedziała: „Jestem polską artystką, a nie narodową. Kiedy przyjeżdżałam grać w filmie w Bułgarii, to słyszałam, że pracuję z zasłużonym narodowym artystą Bułgarskiej Republiki Ludowej. Albo w Rosji w teatrze spotykałam tylko narodowych artystów. (…) Czy tym, którzy będą dawać pieniądze na sztukę, będzie zależało na tym, żeby robić naprawdę dobre rzeczy, opowiadające o naszej historii, czy chodzi o gloryfikowanie władzy? Na razie wszystkie działania zmierzają do tego, że słowa takie, jak »patriota«, »patriotyzm«, »narodowy« stają się podejrzane”. To prawda, tendencja do nadużywania tego typu retoryki dała się już zauważyć w trakcie parlamentarnej kampanii wyborczej, w której Beata Szydło nie mówiła nigdy o społeczeństwie, lecz zawsze o wspólnocie narodowej, i nie zwracała się do obywateli, ale zawsze do „Polaków”. Uzupełnieniem języka stało się usunięcie flag Unii Europejskiej z sali konferencyjnej Kancelarii Premiera. Te słowa i gesty mają oczywiście odpowiedni sens polityczny, ale dodatkowego znaczenia nabierają wtedy, kiedy przedmiotem działania politycznego staje się kultura. Uzasadniając zamiar odrzucenia obywatelskiego projektu „Świecka szkoła”, posłanka Prawa i Sprawiedliwości Marzena Machałek twierdziła, że „uderza [on] w coś, co jest naszą wartością: w jednorodność kulturową i religijną”.  Co to jest kultura narodowa?
W opinii polityków do niedawna pokutował pogląd jakoby państwo rozumiane jako instytucja polityczna - rząd, tworzyło naród,. Nie trzeba Polakom uzasadniać nonsensowności owego stwierdzenia. Przełomu w tym myśleniu o narodzie dokonał Znaniecki, który przeciwstawił się poglądowi współczesnych sobie teoretyków nauk politycznych. Według nich to państwo, a nie kultura stanowi o jedności narodowej. Znaniecki zaś konsekwentnie wskazuje, że wspólnota kultury narodowejjest silniejszym i skuteczniejszym czynnikiem motywującym istnienie więzi narodowej niż wspólny rząd. Kłoskowska teorie uznające taki wspólny związek między narodami, a ich pierwotnym, etnicznym podłożem nazywa kulturalistycznymi teoriami narodu.   Charakterystyka pozwalająca zidentyfikować odrębną jednostkę kultury pierwotnej powinna natomiast uwzględniać wg. Narolla aż dziesięć kryteriów:  Rozmieszczenie poszczególnych cech objętych badaniem: Ciągłość terytorialną Organizację polityczną Język Przystosowanie ekologiczne Strukturę jednostek lokalnych Najszerzej występującą jednostkę społeczną Nazwę własną Wspólny folklor, lub historię Jednostkę określoną przez badacza.
Jednak pierwotnej zbiorowości etnicznej nie przypisuje się pojęć: wspólnota kulturowa i tożsamość narodowa, bo pojęcia te zakładają świadomość historyczną i samorefleksję jej członków, co występuje na ogół jedynie w tzw. Kulturach rozwiniętych. Przy tym za kultury rozwinięte uważa się te, które zmuszonezostały z jakiegoś powodu do jakiegoś rodzaju działalności samoutwierdzającej w odmienności tego narodu względem innych, najczęściej na skutek zagrożeń, jakie niosły im rządy, a więc i kultury państw ościennych. Przyjęta przez członkó wspólnoty narodowej nazwa własna stanowi istotny element uświadomionego; wyodrębnienia w późniejszych fazach rozwoju społeczeństwa, spowodowanego potrzebą pogłębiania własnej tożsamości. Nazwa państwa wtedy nabiera cech sakralnych i wynoszona jest do rangi nadrzędnej. Nie trzeba przypominać jakim szacunkiem darzyliśmy podczas zaborów, czy wojen nazwę naszego kraju.  Chcąc się jednak skoncentrować na problematyce kultury narodowej musimy określić najpierw to w czym się ona przejawia. Jak powiedzieliśmy istnienie narodu umotywowane zostało przez kulturę, nie przez oficjalny rząd. Kultura narodowa będzie odzwierciedlała się w rozmaitych "korelatach". Będą to książki, filmy, bohaterowie narodowi tworzący swoisty świecki panteon, materiały zdjęciowe, utwory muzyczne itp. One jednak będą jedynie materialnymi dowodami na istnienie faktu zwanego kulturą, która sama w sobie przejawia się jako zbiór jej "tekstów". Mówiąc teksty mam namyśli wszystko to, w czym wyraża się specyficzna mentalność narodu tworzącego wspólnotę.Pojęcie kultury "oznacza historycznie przekazywany wzór znaczeń ucieleśnionych w symbolach, system odziedziczonych pojęć wyrażonych w formach symbolicznych, zapomocą których ludzie komunikują się, utrwalają i rozwijają swoją wiedzę o życiu i postawy wobec życia"  Chcąc więc dotrzeć do podstaw zjawiska kultury narodowej powinniśmy poszukać poza aktualizacjami tych ogólnych praw wynikających z faktu istnienia tego, o co pytamy, a więc kultury. Przede wszystkim będzie to więc wspólna tradycja historyczna. Wspólna historia jest zarazem wspólnotą folklorystyczną, gdyż folklor odbija w sobie najstarsze wzorce zachowań i losy mieszkańców danych regionów, przynależących do jednego narodu. Historia narodu polskiego nie zaczyna się w momencie zjednoczenia plemion. Sięga ona tak daleko, jak daleko sięga pamięć kultury regionów, które wcześniej stanowiły grupy odrębne. To na bazie kultury regionów buduje się kultura narodu. Wystarczy, aby nie szukać za daleko, wspomnieć inspiracje Góreckiego, który zafascynowany jest folklorem Tatr. Folklor jest tym, co dla danego narodu specyficzne. Polskość utożsamiana jest z chrztem i kultem Chrześcijaństwa, jednak, aby zrozumieć specyficzną recepcję tej religii, która np. przejawia się w niezrozumiałym dla innych narodów kultem Maryi, należy zagłębić się w tradycję dla naszych ziem starszą. Może wtedy wyszłyby na jaw więź łącząca to dziwne upodobanie sobie przez Polaków Matki Boskiej, jako osoby spoza Świętej Trójcy, z kultem niemalże, powstańczej Matki Polki. Kultura narodu jest zlepkiem kultur regionów, czyli folklorów i tym jaki wpływ na nie wywierały kultury obce. Dopiero później należy zagłębiać się w niewątpliwie najważniejszy element narodowej tradycji, czyli zastanawiać się osiągnięciami narodu podczas trwania późniejszych epok. Nie jesteśmy w chwili obecnej w stanie jednoznacznie wskazać co to jest kultura narodu, gdyż od prapoczątków wpływy rozmaitych kultur mieszały się ze zjawiskami stojącymi ponad kulturami poszczególnych społeczeństw, bo wynikającymi z natury człowieka. Na całej kuli ziemskiej występowało zjawisko szamanizmu i łączy ono cały świat w perspektywie antropologicznej. Czy istnieje jakieś geograficznie rozumiane wspólne źródło tego zjawiska? Nie wiadomo. Kultura w tym antropologicznym sensie jest czymś, co umożliwia danej społeczności zapanowanie nad naturą poprzez jej zrozumienie. Kultura, każda absolutnie kultura opiera się na religii, gdyż religia daje każdemu człowiekowi świadomość sił rządzących światem przyrody, a jeśli istnieje coś od przyrody potężniejszego i jeśli człowiek nie potrafi sobie tego wyobrazić inaczej niż na wzór swój i świata przyrody, dochodzi on do wniosku, że jest w stanie przebłagać owo coś zyskując przychylność ofiarami i poddaństwem. Zyskując przychylność zyskuje panowanie nad całą przyrodą. Toteż u źródeł każdej kultury znajdujemy wierzenia, mity i legendy, a więc zbiór symboli opisujących świat nadprzyrodzony i podległy mu, wtórny świat przyrody. Te symbole wywiedzione są z psychiki ludzkiej i odzwierciedlają pierwotne, archetypiczne treści, ujmując je w specyficzną dla danej kultury siatkę symboliczną. Z kolei te archetypiczne treści tworząc specyficzne rozumienie struktury świata tworzą zarazem strukturę jaźni ludzi, żyjących w danej społeczności. Jeśli więc nasze korzenie kulturowe sięgają w tak odległe rejony jaźni ludzkiej dają one klucz do rozumienia całej społeczności wyrastającej w danym otoczeniu kulturowym, choć inaczej sprawa ma się i rzecz jasna jest bardziej skomplikowana, w epoce kiedy kultury, tak jak dziś mieszają się wzajemnie z ogromną i niepohamowaną mocą. Ostatnie badania genetyczne dowodzą, że konkretne cechy ludzkie nie są przenoszone przez geny, więc dojść możemy łatwo do wniosku, że to co łączy społeczności i stanowi o ich spójności mentalnej to jedynie kultura. Na tym tle zostają też zniesione wszelkie teorie rasistowskie i tu też dostrzegamy olbrzymi wpływ kultury na jednostkę. To przecież kultura wpaja w człowieka specyficzny sposób rozumienia świata. Podstawowym czynnikiem kulturotwórczym jest język, prócz symboliki, której źródło jak przypuszczać można, leży w mitologicznym i magicznym pojmowaniu świata. O ile symbole odzwierciedlają jednak treści nieświadome, lub przynajmniej z pogranicza świadomości [o czym świadczą rozliczne wersje mitologicznego uzasadnienia symboli] o tyle język odnosi się do tego co w pełni świadome. Język ukształtowany jest podobnie jak symbolika na gruncie otaczającej człowieka rzeczywistości. Symbolika sięga jednak w to, co niezbadane, próbuje nazwać zjawiska tajemnicze, niewyrażalne prawa przyrody, a język jedynie nazywa owe symbole tak, jak czyni to z całą otaczającą podmiot nazywający rzeczywistością. Język powstaje na bazie otaczającej człowieka rzeczywistości dostrzegalnej zmysłowo, oraz na podstawie pierwotnej magicznej symboliki. Związek języka z materialną rzeczywistością jest tak silny, że zdaje się posiadać nad nią moc nadrzędną. Inaczej nazywając potrafi transformować jej postrzeganie. Zawsze wynika jednak z niej. Wspomnijmy olbrzymią ilość określeń śniegu jaką operują rdzenni mieszkańcy Alaski. Kultura, jest jednak zjawiskiem o wiele szerszym od języka, gdyż język jest w stanie wyrażać treści sprzeczne z kulturą regionu. Kultura ujmowalna jest przez język jedynie jako intencja danego wypowiedzenia. Znaczenie wypowiedzi może być jednak sprzeczne z intencją kultury, czego przykładem mogą być herezje, z którymi przyszło się zmierzyć kościołowi, czy dziwaczne interpretacje "Dziadów" Mickiewicza, czynione nie raz przez obcokrajowców, którzy nie pokusili się o zaznajomienie wpierw z tradycją naszego kraju. Kultura odzwierciedla się więc w specyficznej mentalności, jaka ujmuje świat językowo na swój specyficzny sposób. Kulturowo obcym dla Polaków zjawiskiem jest amerykański luz, lecz z łatwością daje się on wyrazić w języku.  Rzeczywistość, wspólna tradycja ją ujmująca, wspólne wierzenia i religia owocują dopiero wspólnotą twórczości i powszechnością zachwytu nad nią, gdyż dopiero na tej bazie twórczość może być zrozumiana. Zastanawianie się co było pierwsze symbol [twórczość], czy religia, słowo [twórczość], czy sposób pojmowania, są podobnymi problemami do znanego wszystkim zagadnienia, co było pierwsze jako, czy kura. Tak jajko, jak i kura, tak religia, jak jej symbolika ewoluowały zapewne stale, gdyż pierwotnie posiadają swoje źródło w naturze człowieka. Człowiek posiada równorzędne predyspozycje do intencjonalnego tworzenia i rozumienia swoich czynów skonfrontowanych z rzeczywistością, a sposób rozumienia zmienia sposób tworzenia. Przypuszczać możemy jedynie, że najpóźniejszym wynalazkiem ludzkości stało się słowo, gdyż prezentuje ono najwyższy stopień abstrakcji, który ustępuje dopiero poziomowi cyfry. Nie jest możliwym więc przyglądanie się wytworom kultury, bez zaznajomienia się z najstarszymi jej tekstami [tekstami znów w szerokim rozumieniu]. Każdy następny stanowi przecież polemikę z poprzednim. Dopiero po zapoznaniu się z podstawowymi danymi dotyczącymi folkloru danego regionu jesteśmy w stanie zrozumieć wytwory jegoż kultury, a od nich przejść do rozumienia samej interesującej nas kultury narodowej. Kultura narodowa jest czymś nadbudowanym nad folklorami, czymś, co ujednolica je w sensie historycznym i nie tylko. Wspólne wychowanie w otoczeniu przesyconym mentalnością narodową owocuje więc komunikatywnością. Odchodzenie od tekstów kultury z kolei owocuje rozbiciem komunikatywności jej członków. Im szerszy i szybszy przepływ informacji w obrębie jednego regionu, tym bardziej ujednolicona jest jego społeczność. Przepływ informacji nie polega jedynie na przejmowaniu kultury jednego regionu przez inny, a jest koniecznym dialogiem. Dialogiem tak między folklorami, jak między kulturami. Przy tym należy zachowywać za wszelką cenę świadomość własnej odrębności folklorystycznej i narodowej, gdyż to ona tłumaczy podstawowe zjawiska z życia społeczności. To ona także urządza w znacznym stopniu naszą jaźń, a człowiek odchodzący od rozumienia jej symboliki i zagłębiający się w wytwory obcych kultur traci związek z własną i przez to przestaje rozumieć samego siebie. Nie rozumiejąc własnej kultury, a więc i siebie nie jest możliwym zrozumienie innych kultur i tego jacy są inni. Człowiek epoki internetu i New Age grzęźnie więc w tysiącach pojęć, którym nie odpowiada żadne zrozumienie, bo najpełniej można zrozumieć tekst kultury tłumacząc na swój własny język, czyli język tej kultury w którą wrasta się najpełniej, o ile oczywiście nie zna się języka obcego tak dobrze jak własnego, a więc idealnie. Wszelkie natomiast obce danemu regionowi treści kulturowe należy w nią asymilować w taki sposób, aby pogłębiały samoświadomość o perspektywę czasu w jakim się znajdujemy, a nie starać się ilością tekstów, symboli i pojęć nadrobić ich jakość. Naród o wysokiej kulturze, która jednocześnie nie utraciła swojego pierwotnego języka mikrospołeczności i nadal operuje bogactwem metod opisywania rzeczywistości w swoim własnym rdzennym systemie pojmowania jest w stanie wchłonąć treści pochodzące z kultury każdego innego narodu, gdyż posiada odpowiednią ilość treści ustalających miejsce tego nowego elementu. Nowe słowa i symbole osiadają na znanej siatce pojęć i wypełniają ewentualne luki w opisie rzeczywistości. Każda kultura przypomina przecież siatkę językową, choć jak już wspomniano kultura sięga głębiej niż język, bo strukturuje jaźń, a nie jedynie rzeczywistość w jakiej się ona wyraża.  Uświadamiając sobie kryzys kultury polskiej, podobnie, jak i kryzys innych kultur europejskich winniśmy zastanowić się nad tym czy nie wynika on z kryzysu religii. Zastanawiałem się już w swoim tekście nad kilkoma rzeczami. Przede wszystkim nad związkami kultury z religią. Religia tworzy symbolikę pierwotną, która umożliwia zaistnienie symboliki narodowej. Symbolika narodowa, czy religijna odzwierciedla treści nieświadome, lub z pogranicza świadomości. Tak więc kryzys religii zapewne wiąże się z kryzysem całej symboliki kulturowej, a to, co stanowi o treści symboliki to właśnie specyficzne pojmowanie zjawisk nieświadomych. Brak utwierdzenia ludzi w ich systemach, nazwijmy to "mitologicznych" owocuje brakiem utwierdzenia ich indywidualnej podmiotowości w świecie. Taki kryzys na pułapie egzystencjalnym musi pociągać kryzys na pułapie utwierdzenia się w przynależności narodowej. Jeśli naród nie daje człowiekowi możliwości zrozumienia własnego "ja" w świecie, nie daje mu rzeczy dla niego najważniejszej. Wtedy osoba taka sięga po samoutwierdzenie się w takim systemie religijnym, jaki odpowiada innej społeczności. Nic więc dziwnego, że cały świat zwrócił nagle uwagę na wschód, gdyż tam owo samoutwierdzenie nie obrosło tak wielkim gąszczem dyskursywnych koncepcji i daje możliwość dojścia do zrozumienia siebie i świata poprzez ujmując to wprost - kontemplację pustki. Mam jednak nadzieję, że owo odejście okaże się to ożywcze dla naszej narodowej tradycji i po etapie samoutwierdzenia się na gruncie obcym nastąpi etap oznawania własnych korzeni kulturowych. Już dziś daje się odczuć zmiana w pojmowaniu podstawowych dogmatów przez kościół. Księża zaczynają właśnie wyrażać co raz częściej treści kultur wschodu na gruncie mistyki Chrześcijańskiej. Do niedawna szaleństwem w oczach kleru było stwierdzenie pewnego zwolennika kultu Kriszny, który wyraził się w ten sposób: "Mamy jednego Boga - Twój Chrystus to mój Kriszna". Po etapie rozmów Papieża z Dalaj Lamą co raz częściej zdarza nam się słyszeć podobne stwierdzenia od księży. Wyrażają oni ideę Buddy wracając do pierwotnego, mistycznego rozumienia Wniebowstąpienia i Obcowania ze Stwórcą. Treści do niedawna niemożliwe do przekazania z ambony, a jednocześnie żywo rozprzestrzeniane przez ojców kościoła i mistyków popieranych przez kościół, jak Boecjusz [480 -524 Grecki erudyta który zasłynął pismem De consolatione philosophiae, w którym poruszał problem wolności człowieka, jaką ów traci po oddaleniu się od Boga - por. sansara] św. Bernard z Clairvaux, Bonawentura, czy później Włoch Ficino. Rrzeczy wyrażane przez nich, choć popierane przez kościół były jednocześnie wiedzą zastrzeżoną dla teologów. Dziś dialog kulturowy i rozprzestrzenienie w świadomości powszechnej takich pojęć, jak Nirwana umożliwiło proste i otwarte mówienie o tych rzeczach. Warto dodać za Teresą Michałowską na koniec, że pojawienie się mistycyzmu zawsze wiązało się z wewnętrznym odnowieniem kościoła. Jesteśmy więc świadkami wielkiego renesansu Kościoła i miejmy nadzieję, że chwilę później całej tradycji europejskiej i naszej narodowej.
      Tym optymistycznym akcentem mógłbym zakończyć tej esej, lecz nie odpuszczę sobie tego by wspomnieć o szczególnie ciekawym i niebezpiecznym zjawisku ostatnich lat. Współczesny badacz świata biznesu, Bolesław Rok zauważył, że niczym są potęgi państw mimo, iż dysponują bronią jądrową, w porównaniu z ekonomiczną potęgą firm. Żadne państwo nie użyje przecież tej broni. Państwo mogłoby wywierać nacisk na firmy, ale firmy to ludzie za nimi stojący. To firmy mają wpływ na politykę państw, bo to one sponsorują polityków. To one tworzą obrót gotówki na którym bogacą się państwa. Siła państw słabnie w obliczu zjednoczenia w takich molochach jak Unia Europejska, lecz dochodzi do tego. Nie dzieje się to jednak bez akceptacji i błogosławieństwa firm i Banku Światowego, którym to ujednolicenie kulturowe, jest bardzo, że tak się wyrażę "na rękę". Ujednolicenie kulturowe stwarza inny niż dotychczas wariant podziałów kulturowych, nie ustrukturowanych tradycją narodową i folklorem, ale kampaniami reklamowymi konkretnych firm, które tworzą z wolna własne kultury, preferujące ich produkty, bo takie ma być ich zadanie. Dochodzi więc do uduchawiana materii i wiązania z nią człowieka, co jest procesem odwrotnym do procesu rozwoju kulturowego. Każda tradycja zdąża do opanowania materii i świata przyrody. W przypadku światopoglądu kreowanego przez reklamy dzieje się odwrotnie. Mówi się o pokoleniu MTV, ale to nie tylko pokolenie tego kanału telewizyjnego, który zasięgiem swoim obejmuje cały świat. To też pokolenie stworzone przez hasła reklamowe, zastępujące sentencje i przysłowia. To także inne firmy tworzące skróty myślowe, które mają przywodzić na myśl ich produkty. To ich kampanie reklamowe. Powszechne i bardziej żywe wśród młodych ludzi są spory o to czy się popiera politykę Microsoftu, czy też nie. Czy lepszy jest Mercedes, czy Ferrari, bo to one określają człowieka, jego typ i przynależność kulturową. Znikają mody regionalne i zostają wypierane przez mody na towary. Jednocześnie za ich wyborem nie stoi żadna kulturowa treść. Są wyborem stylu, który pozornie wybierany jest samodzielnie. Jednak taka sytuacja uniemożliwia dotarcie do źródeł własnej jaźni, bo symbol zostaje wyparty przez gadżet. Zamiast bereł współcześni królowie rodzin dzierżą piloty od telewizorów Sony. Firmy tworzą wokół siebie olbrzymie otoczki kulturowe, na które idą olbrzymie nakłady finansowe. W chwili obecnej nikt z szefów Public Relations tych firm nie zdaje sobie jeszcze chyba sprawy, jak jałowy światopogląd tworzą. Z chwilą kiedy postanowią przełamać te lody zapewne ujrzymy produkty okraszone fabrykowną filozofią, czy nawet pseudo-religią. Już dziś firmy tworzą idoli, bohaterów kreskówek i reklam, ale na co zwraca uwagę B. Rok, na ich kampanie reklamowe idą olbrzymie pieniądze, niewyobrażalnie większe od tych które zostają przeznaczane na promocję kultury narodowej. Poza tym człowiek wychowany przez "luz" i bezstresowy styl bycia nie jest w stanie udźwignąć ciężaru, jaki niosą treści kultury "wysokiej", czy narodowej. Jak zrozumieć ma młody człowiek, którego życie składa się z wyborów typu Nike, czy Adidas fakt holokaustu? Aby uświadomić sobie ogrom procesów kulturowych, które lada dzień staną się rzeczywistością należy zwrócić uwagę na porównanie budżetu Wojska Polskiego, a nawet całego państwa z budżetem Microsoftu. Polski nie stać na zakup nowych samolotów, czy utrzymanie służby zdrowia, a Microsoft wysyła na orbię ziemi satelity, aby ułatwić wszystkim sprawniejsze korzystanie z internetu. Jednak kultura miała zawsze bronić człowieka przed naturą i umożliwiać mu panowanie nad nią. Bóg dał człowiekowi ziemię i zlecił opiekę. Jakiż będzie zawód ludzi którzy w kryzysie wieku średniego poznają jałowość życia jakie sobie stworzyli? Kultura narodowa Kultura narodowa Pojęcie główne Socjologia Pojęcia związane Kultura masowa Kultura ludowa Kultura organizacyjna Metody i techniki Rola społeczna Świadomość społeczna Archetyp kulturowy Kultura narodowa - warstwa kultury, która jest pewnym zbiorowym zaprogramowaniem umysłu społeczeństwa, które tworzy się na skutek wychowania i dorastania w określonym kraju. Stanowi ona niezaprzeczalny element świadomości narodowej. Kultura narodowa wraz ze zbiorową pamięcią jest nośnikiem narodowych tradycji kulturowych. Do najważniejszych części kultury narodowej należą: język, religia, potrawy i obyczaje.   Czynnikami, które silnie wpływają na zaprogramowanie umysłu wspólne wszystkim obywatelom są m.in. język państwowy, system polityczny, państwowy system edukacji, środki masowego przekazu, itp. Niezwykle istotnym elementem kultury narodowej jest jej względna stałość. Niemniej jednak kultura ta podlega także stopniowym zmianom związanym najczęściej z oddziaływaniem innych kultur. Obecnie wydawać się może, iż w skali globalnej dominuje kultura Zachodu oraz Stanów Zjednoczonych.   Elementy kultury narodoweJ Każda kultura narodowa posiada jakiś stały zestaw konkretnych elementów. Najczęściej należą do nich: zespół wierzeń, religie – element niezwykle istotny szczególnie z perspektywy kraju jednolitego religijnie, miejsca i wydarzenia ważne z punktu widzenia historii narodu - np. miejsca zwycięskich bitew, dla Polaków – Chrzest Polski 966 rok, Bitwa pod Grunwaldem – 1410 rok dzieła artystyczne - sztuka i literatura – powstałe w różnych epokach o charakterystycznych cechach dla danej narodowości zespół zwyczajów, wartości - tradycje bohaterowie narodowi – zarówno historyczni (np. Tadeusz Kościuszko), jak i literaccy (np. Kordian) Warto nadmienić, że postęp kultury narodowej jest istotnym elementem polityki państwowej. Wpływa ona bezpośrednio na postawy obywateli, którymi to w dowolnym sposób można kształtować przyszłość narodu. (A. Kłoskowska 1996)     Naród a państwo   Naród nie powinien być utożsamiany z państwem. Koncepcja kultury bardziej wiąże się z narodem niż z państwem, gdyż na przestrzeni lat to właśnie narody kształtowały się jako formy społecznej organizacji. Państwa jako jednostki polityczne ukształtowały swoją światową strukturę dopiero w połowie dwudziestego wieku. Znaczna część systemu światowego państw jest pozostałością po systemie kolonialnym, dlatego granice wielu państw nie odzwierciedlają rzeczywistych różnic kulturowych, które często dzielą lokalną ludność. Niemożliwe jest, aby każdy kto posiada obywatelstwo danego państwa, posiadał jednocześnie typowe cechy danej narodowości, czyli kultuę narodową charakteryzującą ten kraj.   Oczywiście znaczna większość państw tworzy spójną całość swoich społeczności, które łączy przede wszystkim dorobek historyczny. To jednak naród możemy nazwać wspólnotą kulturową. Członków narodu charakteryzuje nie tylko własny język i przeszłość historyczna, ale wyróżnia ich również szereg cech osobowościowych, składających się na tzw. charakter narodowy oraz solidarność (Mikułowski Pomorski J. 1999, s. 41).   Wymiar kultur narodowych Wymiar kultury narodowej to taki aspekt kultury, który da się zmierzyć i pozwala na określenie pozycji danej kultury wobec innych kultur (G. Hofstede 2000, s. 51) Na podstawie wniosków A. Inkelsa i D. Levinsona z przeglądu literatury anglojęzycznej dotyczącej kultur narodowych oraz na podstawie badań przeprowadzonych w latach 70. XX wieku wśród pracowników IBM w ponad 50 krajach świata, G. Hofstede wyodrębnił cztery wymiary kultury narodowej. Wymiary te obejmują zakres podstawowych problemów uniwersalnych dal wszystkich krajów. Są to: Dystans władzy(od małego do dużego)- stopień w jakim mniej wpływowi członkowie społeczeństwa, instytucji, organizacji uznają nierówny podział władzy.   Kolektywizm i indywidualizm - różnice w stopniu utrwalenia wzajemnych zależności między ludźmi. W przypadku indywidualizmu więzy między ludźmi są luźne, każdy dba o dobro własne i najbliższej rodziny. Kolektywizm wyraża społeczeństwo, w którym ludzie należą do silnych grup wewnętrznych już od urodzenia. W zamian za lojalność grupy te zapewniają opiekę i bezpieczeństwo. Unikanie niepewności- stopień w jakim ludzie czują się zagrożeni przez nieokreślone, nieprzewidywalne sytuacje, brak zasad i instytucji, które broniłyby przed niepewnością. Kobiecość i męskość - Kulturę męską charakteryzują przede wszystkim takie wartości jak sukces, pieniądze, przedmioty. Natomiast kulturę żeńską wyróżniają takie wartości społeczne jak troska o innych i jakość życia (Mikułowski Pomorski J. 1999, s. 111-119). Orientacja długo- i krótkoterminowa - Społeczeństwa o długookresowej orientacji osiągania celów zabiegają o takie cechy jak wytrwałość i oszczędność. Natomiast społeczeństwa nastawione na osiąganie celów w krótkim okresie cenią głównie takie wartości jak poszanowanie tradycji, czy wywiązywanie się ze społecznych powinności. Określenia te nazwane są również pięciowymiarowym modelem różnic kulturowych.    Co to jest Polska? Kultura narodowa w Polsce Polska jako kraj ma bardzo bogatą i zróżnicowaną kulturę narodową. Składają się na nią między innymi (A. Furdal 2000): wybitne dzieła literackie powstałe w języku polskim np. dzieła Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Henryka Sienkiewicza kuchnia – tradycyjne potrawy takie jak między innymi pierogi, żur, barszcz czerwony, baby, faworki ważne miejsca – np. Częstochowa, Wawel, Oświęcim bohaterowie narodowi – np. Jan Paweł II, Tadeusz Kościuszko, Józef Piłsudski unikalne święta i tradycje – np. Boże Narodzenie, Obrzędy weselne Kultura w Polsce jest żywo kultywowana. W szkołach nauczane są treści polskich wytworów artystycznych i literackich. W miastach często znajdujemy organizacje szerzące kulturę np. domy kultury uczące tradycyjnych polskich tańców takich jak mazurek, oberek. (J. Kurczewska 2000) Folklor regionalny w Polsce Tradycyjne stroje, potrawy podawane w święta i dni okolicznościowe, pieśni i tańce, sztuka ludowa różnią się pomiędzy sobą w zależności od małej ojczyzny – regionu. W Polsce można wymienić regiony etnograficzne. Należą do nich miedzy innymi Kurpie, Śląsk, region Łowicza, Kujawy i Podhale. (W. Kopaliński 1985) Bibliografia Furdal A. (2000) Polska oda do radości, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław Hofstede G. (2011) Kultury i organizacje, Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa Kłoskowska A. (1996) Kultury narodowe u korzeni, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa Kopaliński W. (1985) Słownik mitów i tradycji kultury, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa Kurczewska J. (2000) Kanon kultury narodowej, Oficyna Naukowa, Warszawa Mikułowski Pomorski J. (1999) Komunikacja międzykulturowa. Wprowadzenie, Wydawnictwo Akademii Ekonomicznej w Krakowie, Kraków  CO TO JEST POLSKA?POLSKA TO TEZ - LUDOBÓJSTWO NARODU  Ekspozycja, poświęcona „operacji polskiej” NKWD, której ofiarą padło na terenie ZSRR 140 tys. osób, została przygotowana przez białostockie Muzeum Pamięci Sybiru. Polacy mieszkający na Białorusi mogą ją obejrzeć w Konsulacie Generalnym RP w Grodnie. Dyrektor Muzeum Pamięci Sybiru prof. Wojciech Śleszyński przypomniał, że według sowieckich danych na mocy rozkazu szefa NKWD Nikołaja Jeżowa nr 00485 represjonowano 140 tys. Polaków na terenie ZSRR.  Ponad 110 tys. z nich zostało rozstrzelanych na mocy wydawanych taśmowo wyroków, tzw. trójek NKWD. Z dokumentów wynika, że skazanie jednej osoby na śmierć zajmowało około trzech minut. (…) Każdy z nas ma obowiązek o nich pamiętać. Ci ludzie nigdy nie byli obywatelami Polski, ale zginęli za to, że byli Polakami. – mówił.Śleszyński dodał też, że w wyniku pokoju ryskiego z 1921 r. zarówno w ukraińskiej, jak i w białoruskiej republice socjalistycznej pozostała duża grupa ludności polskiej. W latach 20. XX w. na wschodzie ZSRR utworzono zamieszkane przez Polaków tzw. rejony autonomiczne – bastiony polskiego komunizmu, które miały być „podbudową”, bazą do ekspansji ZSRR na Zachód. Natomiast w czasach Stalina, w latach 30. XX w., podejście do tych ludzi zmieniło się, byli postrzegani jako zagrożenie i jako problem, m.in. dlatego, że nie chcieli wstępować do kołchozów. Rozpoczęła się wówczas pierwsza fala represji – wywózki do Kazachstanu i na Syberię. W sierpniu 1937 r. Jeżow podpisał rozkaz nr 00485 rozpoczynający „operację polską”.W ZSRR szalał już wówczas Wielki Terror, który pochłonął miliony istnień; do dzisiaj nie znamy dokładnej liczby jego ofiar. Akcja polska nie była jedyną operacją narodowościową w ZSRR – były operacje niemiecka, grecka, ormiańska – ale biorąc pod uwagę liczbę ludności polskiej zamieszkującej to państwo, naród polski najbardziej ucierpiał.– ocenił historyk. Konsul generalny RP w Grodnie Jarosław Książek dodał, że w ramach operacji polskiej zginęło wielu ludzi innych narodowości, ponieważ często za Polaków uznawano np. osoby o polsko brzmiących nazwiskach.  Wspominamy dzisiaj ofiary tej zbrodni nie „przeciwko komuś”, ale by jasno wskazać, że granica między dobrem i złem istniała i przebiegała ona właśnie pomiędzy otworem lufy pistoletu a ofiarą.– powiedział Książek. Dzisiaj przywracamy pamięci ponad 110 tys. Polaków rozstrzelanych przez NKWD w ramach operacji polskiej na terenie całego ZSRR, chociaż właściwszą nazwą jest operacja „antypolska”. – mówił dyrektor Instytutu Polskiego w Mińsku Mateusz Adamski. Nawiązując do represjonowanych przedstawicieli innych narodów, w tym elit białoruskich, podkreślił, że los wszystkich ofiar „był wspólny – był tragiczny”. W otwarciu wystawy uczestniczyli m.in. Polacy z Grodzieńszczyzny, w tym ze Związku Polaków na Białorusi, kombatanci ze Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej przy ZPB, przedstawiciele Polskiej Macierzy Szkolnej i innych środowisk. W czasie uroczystości, z okazji rocznicy Odzyskania Niepodległości, Konsulat Generalny RP uhonorował upominkami osoby zasłużone dla dbania o polskie miejsca pamięci na Grodzieńszczyźnie, m.in. prezesa Komitetu Ochrony Zabytków i Miejsc Pamięci Narodowej przy ZPB Tadeusza Malewicza, a także lokalnych działaczy tej struktury, Andrzeja Poczobuta z Zarządu Głównego ZPB oraz prezes Stowarzyszenia Żołnierzy AK przy ZPB pułkownik Weronikę Sebastianowicz.  Piaśnica Lasy w okresie II wojny światowej były niemymi świadkami bestialskich zbrodni. Niemieccy i sowieccy oprawcy w cieniu drzew mordowali najwartościowszych synów i córki polskiego narodu. Już w pierwszych miesiącach okupacji, jesienią 1939 roku, w lasach Pomorza Gdańskiego, obejmującego tereny Kaszub, Kociewia i byłego Wolnego Miasta Gdańska, Niemcy rozstrzelali ok. 60 tysięcy osób, m.in. w Cisowym Lesie k. Leśnej Jani, Dolnej Grupie, Granicznej Wsi, na terenie majątku Igły pod Chojnicami, w Hopowie, Kaliskach, Skarszewach, Szpęgawsku… Największym miejscem kaźni stały się Lasy Piaśnickie położone ok. 10 km od Wejherowa.
Te pierwsze masowe egzekucje otwierały krwawy rozdział ludobójstwa II wojny światowej. Dlaczego wiemy o nich tak niewiele? Dlaczego Piaśnica jako symbol tych zbrodni nie funkcjonuje w świadomości narodowej Polaków tak jak Katyń czy Palmiry? Atak państwa niemieckiego na Polskę 1 IX 1939 r. oznaczał realizację planu nakreślonego przez niemieckich narodowych socjalistów, który miał doprowadzić do wymazania wszelkich śladów polskości z życia Pomorza Gdańskiego. Jego wykonawcami stali się żołnierze, funkcjonariusze i urzędnicy państwowi III Rzeszy, jak też część cywilnej ludności niemieckiej. Aby zniszczyć polskie elity państwotwórcze, Niemcy założyli likwidację polskiej inteligencji, duchowieństwa, urzędników, wojskowych, przedsiębiorców, lekarzy, prawników, kolejarzy, działaczy polskich organizacji, masowe wysiedlenia rodzin straconych osób oraz Polaków pochodzących z innych rejonów Polski a osiadłych na Pomorzu Gdańskim po 1918 roku, zniemczenie pozostałej ludności pomorskiej oraz zasiedlenie Pomorza Niemcami z krajów nadbałtyckich.
Wykonawcą woli Hitlera na Pomorzu był gaulaiter gdańskiego NSDAP Albert Forster prezentujący zdecydowanie antypolską postawę. Masowe aresztowania Polaków na terenie byłego Wolnego Miasta Gdańska ruszyły już 1 września 1939 roku. Podobną akcję naziści przeprowadzili w Gdyni po zdobyciu miasta 14 września oraz w innych zajmowanych miejscowościach Kaszub i Kociewia. Już 2 września 1939 roku powstał obóz Stutthof w Sztutowie, który był pierwszym obozem koncentracyjnym założonym przez Niemców na ziemiach obecnego państwa polskiego. Pierwszymi jego więźniami byli Polacy, mieszkańcy Pomorza, skazani na powolne umieranie. Pod koniec października 1939 r. Niemcy przeprowadzili w okręgu Gdańsk – Prusy Zachodnie akcję pod kryptonimem „Intelligenzaktion”. Aresztowania objęły księży, zakonników, nauczycieli, osoby z wyższym i średnim wykształceniem, kupców i przedsiębiorców, pracowników samorządów oraz instytucji i urzędów zaangażowanych w działalność polityczną, religijną, społeczną, kulturalną, oświatową, sportową. Ludzi tych osadzano w miejscowych więzieniach, skąd byli przewożeni do więzienia w Wejherowie, gdzie ich przesłuchiwano i selekcjonowano do wywozu do Piaśnicy.
- Liczbę ofiar pochodzących z Wybrzeża Gdańskiego szacuje się na ok. 2000, z których zdołano w wyniku żmudnych poszukiwań w polskich archiwach ustalić do dnia dzisiejszego nazwiska 852 osób, mężczyzn i kobiet oraz niepełnoletnich, w tym blisko 300 gdynian, 95 mieszkańców Wejherowa, około 400 mieszkańców powiatów wejherowskiego i puckiego oraz kilkunastu przedstawicieli Polonii gdańskiej, których rozstrzeliwano w Piaśnicy od końca października do końca grudnia 1939 r. - mówi Elżbieta Grot, szefowa działu naukowego Muzeum Stutthof, która od lat zajmuje się zbrodnią w Lasach Piaśnickich.
Zupełnie anonimowe są pozostałe ofiary Piaśnicy – likwidowani w ramach akcji eutanazyjnej pacjenci szpitali psychiatrycznych oraz przedstawiciele polskiej mniejszości narodowej z głębi Niemiec, których od końca października 1939 r. do końca marca 1940 roku zwożono transportami kolejowymi na rampę w Wejherowie i od razu przewożono na miejsce straceń (ofiarami były całe rodziny – mężczyźni, kobiety, dzieci). Wśród tych ofiar były też osoby pochodzenia niemieckiego i czeskiego zakwalifikowane jako przeciwnicy narodowego socjalizmu. W sierpniu 1944 r. Niemcy przeprowadzili akcję zacierania śladów zbrodni. Z KL Stutthof wybrano grupę 36 więźniów, którzy musieli rozkopać masowe groby, wydobyć ciała i spalić je w leśnych paleniskach. Ludzie ci zostali następnie zamordowani przez esesmanów a ich ciała spalone.
Zaginęły również ślady po wszelkiej dokumentacji w sprawie zbrodni piaśnickiej. Dlatego dziś – jedynie na podstawie szacunków – można przyjąć, że w Lasach Piaśnickich Niemcy zamordowali ok. 12-14 tys. osób. W akcjach eksterminacyjnych na Pomorza uczestniczyły oddziały policji bezpieczeństwa: gdańska jednostka SS-Wachsturmbann Eimann dowodzona przez Kurta Eimanna oraz Einsatzkommando 16 pod zwierzchnictwem SS-Obersturmbannfuhrera Rudolfa Trogera a także Selbstschutz – niemiecka formacja paramilitarna. Do organizacji należała ludność niemieckiego pochodzenia mieszkająca w Polsce. We wrześniu 1939 r. jej liczebność na Pomorzu wynosiła ok. 8 tys., a w listopadzie tego roku już ponad 38 tys. Członkowie Selbstschutzu dokonywali brutalnych aresztowań i masowych egzekucji polskiej ludności, bardzo często w odwecie za przedwojenne nieporozumienia sąsiedzkie i towarzyskie. Większość oprawców z Piaśnicy pozostała bezkarna. Członkowie Selbstschutzu obawiając się odpowiedzialności tuż przed końcem wojny opuścili Pomorze Gdańskie wtapiając się w tłumy niemieckich uchodźców. Podczas procesu w Hanowerze Kurt Eimann przyznał się do zamordowania 1200 pacjentów zakładów psychiatrycznych. Nie wspomniał o innych ofiarach mordów w Piaśnicy i lasach szpęgawskich niedaleko Stargardu Gdańskiego. Skazano go na cztery lata więzienia (odsiedział jedynie dwa).
Ludolf von Alvensleben, dowódca Selbstschutzu na Pomorzu, po wojnie uciekł do Argentyny, gdzie w 1970 roku zmarł jako szanowany obywatel.
Albert Forster, namiestnik Pomorza Gdańskiego, który wzywał Niemców by wytępili Polaków począwszy od kołyski, po wojnie usiłował ukryć się na Zachodzie. Zatrzymany przez Anglików jako zbrodniarz wojenny przekazany został do Polski. Sądzony przez Najwyższy Trybunał Narodowy w Gdańsku i skazany został na karę śmierci. W 1946 r. przeprowadzono poszukiwania, w wyniku których udało się odnaleźć ślady 30 zbiorowych mogił o rozmiarach 10x4 metry i głębokości 3,5 metra. Możliwe, że w Lasach Piaśnickich wciąż jeszcze znajdują się nieodkryte mogiły, gdyż zeznania świadków wskazywały na istnienie co najmniej 35 zbiorowych grobów.
W 2010 r. z inicjatywy Stowarzyszenia Rodzina Piaśnicka oraz księdza prałata Daniela Nowaka, proboszcza parafii Chrystusa Króla i Błogosławionej Alicji Kotowskiej w Wejherowie, wzniesiono w Lasach Piaśnickich kaplicę-pomnik upamiętniający to największe na Pomorzu Gdańskim miejsce kaźni. Więcej na ten temat w tekście Elżbiety Grot „Piaśnica – miejsce Pamięci Narodowej. Stan badań i postulaty”, przygotowanym na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego. http://www.piasnica.auschwitzmemento.pl/images/archiwum/001661_Piasnica_thumb.jpg
źródło: Zbiory Muzeum Stutthof w Sztutowie   http://www.piasnica.auschwitzmemento.pl/images/archiwum/002194_aresztowani_prowadzeni_thumb.jpg
źródło: Zbiory Muzeum Stutthof w Sztutowie   http://www.piasnica.auschwitzmemento.pl/images/archiwum/2384,3,-62-3,Piasnica_thumb.jpg
źródło: Zbiory Archiwum Państwowego w Gdańsku     CO TO JEST POLSKA;  BANALITY , OR REALITY? Martial Law judges i.e. communist criminals, serve as supreme justices in today's Poland and protect the old guard.   No automatic alt text available.  TO TYLKO TYLE I AŻ TYLE?
Copyright © 2009 www.internationalresearchcenter.org
Strony Internetowe webweave.pl