"It's difficult to admit the obvious"
political world

Obrona Polskiego Dziedzictwa. Konstytucyjna Powinność

Carlos Benson|Monday, August 24, 2009

Działania  ośrodków myśli politycznej , czy uniwersytetów , jak tez najrózniejszych narodowych czy światowych organizacji  w ramach procesu "podstawiania Polski za Niemcy" , czy budowania polskiego „image” na świecie są prowadzone nie tylko  fachowo, ze znajomością  najnowszych technik medialnych, czy  osiagnięć sociotechniki, jak też znajomoscią  naszego  sposobu reagowania, a nawet  zaprzęgnieto do tego celu badania nad fizjolologią ludzkiego  mózgu.  Metodyka  kształtowania postaw społecznych, jak też tworzenie niezliczonej ilości małych internetowych  grup społecznych,  czy  tez innych form  oddziaływania na świadomość społeczną wzietych żywcem ze skutecznych wyborczych kampanii, czy sprawdzonych taktyk  formowania opinii w drażliwych i społecznie zapalnych kwestiach miedzynarodowych.

Ci ,ktorzy przygotowują , lub tez już przygotowali tego typu kampanie , mają do dyspozycji nie tylko  najnowsze osiagnięcia naukowe  w tej dziedzinie, ale również  uformowane bloki” umysłowe” nie tylko w Europie, Polsce, ale przede wszystkim w USA , jak tez innych krajach  Bliskiego Wschodu czy nawet naszych pośrednich , lub bezpośrednich sąsiadów. Dodać też trzeba, ze mają do dyspozycji  nie tylko elektroniczny sposób przekazywania informacji, ale również  naukowe katedry,  najrózniejsze  pisma,  TV.  filmowe wypowiedzi ,łącznie z YouTube ,nie mówiąc już o pełnometrażowych filmach, czy  setkach tysięcy książkowych publikacji., bądź całych wydawnictw poświęconych tylko jednej kwestii. Jak dodamy jeszcze do tego , obecny postmodernistyczny sposób myślenia,  gdzie „wrażnie jest ważniejsze od rzeczywistosci”, jak też nieprzeparte dążenie do „politycznej  poprawnośći.”  Widząc przed nami, taki ogrom  przedsięwziecia, należy równie fachowo opracować  taki plan działań w skali międzynarodowej na rzecz obrony wizerunku Polski, aby przynajmniej w czesci można było  pokazywać  realność polskiego wizerunku na miedzynarodowej arenie.

 A zestaw objawów patologii organizacji zaewidencjonowanych w przedmiotowej literaturze światowej, jak też w wypowiedziach uchodzących za polskie  środowiska w Ojczyznie, czy za granicą jest ogromny. Dodajmy to tego jeszcze  brak metodologi poszukiwań, czy brak tej ostatniej  w   niewątpliwe groźnych dla sprawnego zarządzania publicznego a obrazowo przedstawianych Czterech Jeźdźców Apokalipsy biurokracji: gigantomanii, luksusomanii, korupcji i arogancji władzy, z naciskiem wyróżnianą negatywną fikcję organizacyjną. Te  pozorne działanie "na niby" ubrane w eleganckie szaty rzekomej efektywności, teoretycznie zdefiniowaną przez Witolda Jarzębowskiego dopełniają naszego skomplikowanego obrazu rzeczywistości.   Zacznijmy moze od  określnienia pojecia „działania pozornego”, tego na „niby”. Wspomniany przed chwilą autor , zwraca  uwagę na wieloznaczność terminu "fikcja" pochodzącego od łacińskiego czasownika "fingo, fingere" - tworzyć, kształtować, udawać, zmyślać.

 Jak wyrażą sie Profesor Witold Kieżun” W języku polskim fikcja oznacza coś, co nie jest zgodne z prawdą, oczywisty fałsz, a nawet czasem przestępstwo (fikcyjne zaświadczenie lekarskie, fikcyjny dokument). Fikcja w rzeczywistości zgodnie z normami etycznymi  jest  po prostu fałszem, złem moralnym.
 Dla naszych celów w  kategoriach jezyka sociologii mozna by zreasumować rozważąnia  Jarzebowskiego i podać opisową definicję negatywnej fikcji organizacyjnej, której podstawowy, a nawet istotny sens    brzmi następująco: "Przez negatywne fikcje organizacyjne rozumiemy takie formalne układy organizacyjne, które nie odpowiadają konkretnej rzeczywistości i zostały zastąpione przez formalne układy rzeczywiście istniejące, które z jednej strony powodują, a z drugiej zaś są wyłącznie utrzymywane przez działania pozorne".

Jak fikcja walczy z prawdą
  Gdy czyta się  „ The Political Brain „ Drew Westin,  czy Frank Luntz „ Words that Work”, a szczególnie  Marka  Penn  „Microtrends;The Small forces Behind Tomorrows Big Changes”, czy wiele innych artukułów z zakresu  medialnego oddziaływania to  można przekonać sie o  gigantyczności zagadnienia, jak tez technik oddziaływania , ich finezji i skuteczności.

  Na dobre czy na złe, współczesna elektroniczna kultura  po częsci stworzyła świat wirtualnej fikcji, z jednej strony mając możność kształtowania obrazu rzeczywistości ujętego w rozmaitych formach telewizyjnego i internetowego przekazu informacyjnego,bez dogłębnego badania rzeczywistości nas otaczającej a jednoczesnie  stwarzając możliwość kształtowania wirtualnej wizji stymulującej rzeczywiste działania ludzkie. W ten sposób kształtuje się  najpierw emocjonalna wrażliwość współczesnego człowieka.  Niestety racjonalność została zepchnieta nie tylko na drugi plan , ale może też do naszej podświadomości. Jak wiadomo, podświadome  oddziaływanie  reklamowego obrazu telewizyjnego kształtuje nasz charakter potrzeb konsumpcyjnych.  Nieraz nie tylko chodzi o pobudzenie potrzeb, ale przede wszystkimo ich wykreowanie.  Ten sposób „reklamowego” myślenia  twórców  sposobów oddziaływania na ludzką psychikę przeniesiono  do kształtowania  społeczno-historycznej swiadomosci u wspólczesnego człowieka.  Od tego sposobu podejscia do przedmiotu formułowania opinii jest już tylko jeden krok do wymogu  „politycznej poprawności”wyrażającej się” nie wypada rzeczy nazywać po imieniu, bo to może obrazić uczucia i wyobrażenia innych , od nas odmiennych. Stąd tez kształtuje się  w ramach sławnej "politycznej poprawności" ("political correctness") świadomość polityczną, odniesiona zarówno do aktualnej rzeczywistości, jak  tez jest   na tyle  wygodnie stosowana do  przeszłośći historycznej, aby odpowiadała obecnemu „narrative”  wygodnemu dla pewnego określonego sposobu myslenia nazwanego obecnie „postmodernizmem”( nie do końca wiem co to znaczy?) .

 W rezyultacie chyba chodzi , przede wszystkim o sankcjonowanie pewnych wydarzeń historycznych, czy realizacji  mesjanistycznych zamierzeń w stosunku do pewnych narodów, jak tez realizacja tych zamierzeń w historycznym czasie t.j. obecnie na naszych oczach. W tego typu kategoriach myślenia należy umieścic niniejsze uwagi , gdzie próbuje się uwrazliwić czytelnika na  problem rozpowszechniania negatywnej fikcji organizacyjnej,  jak też inicjowania i ugruntowania w świadomości społecznej, w skali międzynarodowej, negatywnego obrazu polskiego dziedzictwa narodowego, autentyczności pozytywnych elementów naszej pamięci narodowej, jak tez  budowania pewnych wrazeń  u innych aby pomyśleli, że ” inni”, są nie tylko lepsi,ale  lepiej postepują i robią to „poprawnie politycznie”, bo  w tej sytuacji tylko i wyłącznie mozna tak postapić. Nie dopuszczją alternatywy, ani dialogu.

Punktem wyjścia do tych rozważań niech będa rozważania  Zdzisława Krasnodębskiego o  polskim anytpolonizmie( Dlaczego Patrzą na nas z góry Rzeczypospolita), jak tez jego wypowiedż na temat wyobrażeń niemieckich na temat „współwiny” Polaków w mordzie  Zydów  przez Niemieckich  Nazistów dokonanym w czasie ostatniej wojny swiatowej,  Ostatnio wyrażono taką opinię  w tygodniku  Spiegiel.  Jak też interesujacym esseju  Ryszarda Legutki „Esej o polskiej duszy”.  Zacznijmy jednak , od tego co mowi nasza Konstytucja.

 Z punktu widzenia prawa mamy  odniesienie do jednoznacznej regulacji  w określonych artykułach Konstytucji III Rzeczypospolitej Polskiej, uchwalonej dnia 2 kwietnia 1997 roku.

Artykuł 5 Konstytucji określa najwyższej rangi wartości, które winny być strzeżone przez Rzeczpospolitą Polską. Są to: "niepodległość i nienaruszalność swego terytorium, wolność i prawa człowieka i obywatela, bezpieczeństwo obywateli, dziedzictwo narodowe, ochrona środowiska i zasada zrównoważonego rozwoju".
 Jak tez słusznie zauważa Witold Kieżuń „W preambule Konstytucji jest też mowa o wdzięczności naszym przodkom "za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu" i zobowiązaniu przekazania przyszłym pokoleniom wszystkiego, „co cenne z ponadtysiącletniego dorobku”.

Dalsze dyrektywy prawne znajdujemy w art. 6 mówiącym o stworzeniu warunków równego dostępu do dóbr kultury. Pośrednio do dziedzictwa kultury odnosi się również art. 73 zapewniający „wolność twórczości artystycznej, badań naukowych (...) a także wolność korzystania z dóbr kultury”.

  Jednak juz na początku ,interpretacja prawna pojęcia "dziedzictwa narodowego" natrafia na pewne trudności i rozbieżności, czego wyrazem jest np. określone jako błędne przez profesora Jana Pruszyńskiego odniesienie go przez niektórych  jako  jedynie do budowli zabytkowych oraz dzieł sztuki w zbiorach publicznych.  Tymczasem, polska nazwa "dziedzictwo" pochodzi od łacińskiego "patrimonium" - ojcowizna, a więc uzyskanie po przodkach spadku nie tylko  materialnego, ale także duchowego, obyczaju, wierzeń, struktury wartości. Trafne jest wyczerpujące zdefiniowanie tego pojęcia przez wyżej cytowanego profesora Pruszyńskiego: "Dziedzictwem politycznym narodu jest historia jego bytu narodowego na terytorium określonym granicami, idee będące jego siłą sprawczą, programy i hasła pobudzające działania dla dobra ojczyzny, wreszcie pamięć o znaczących epizodach historii, o zdarzeniach na nie zasługujących i o osobach zasłużonych dla polityki, kultury, nauki i sztuki - budowle zaś i zbiory historyczne są jedynie jego materialnym wyrażeniem".

Profesor Pruszyński również słusznie nawiązuje do dziedzictwa narodowego związanego z religią "mającą bardzo wyraźne odniesienie kulturalne we wszystkich dziedzinach życia". Ta teza obecnie  pozostaje  w rażącej sprzeczności z "polityczną poprawnością" zachodnioeuropejskich twórców struktury Unii Europejskiej, przeczących faktowi chrześcijańskiego rodowodu kultury europejskiej, jak też  negujących niezaprzeczalnego wpływu kultury chrześciańskiej na narodową kulturę Polski.


Wydaje się też, że ustawodawca, jest innego zdania niz twórcy Unii, używając w Konstytucji określenia "dziedzictwo narodowe", musiał jednak nawiązywać do przeszłości Rzeczypospolitej dwojga, a nawet trojga narodów, stanowiących równorzędny etniczny zestaw obywateli tego unijnego państwa.

To już inna Unia
Warto pamiętać, że idea Unii Europejskiej, Unii Narodów, była tworzona przez chrześcijańskich demokratów na podstawie tradycji kultury chrześcijańskiej. Społeczne encykliki papieskie, jak tez Społeczna Nauka Koscioła  miały duzy wplyw na  formulowanie się idei  Unii europejskiej, a  Jan Pawł II był jej  zdecydowanym zwolennikiem.

Niestety , ja zwykle  wielkoduszne zamiary ,jak tez najlepsze intencje tworców  „zbiły” się z rzczewistoscią. Zrówno Niemcy- potęga ekonomiczna, jak Francja - z przewagą „wyższosci” kulkury doszly do decydującego głosu, bardziej niz inne narody członkowskie.Stad,
 obecnie Unia Europejska  zgodnie z opinią Witolda Kieżunia zmierza w całkowicie innym kierunku.,niz zamieźali jej pierwotni twórcy. Jest to wynik,  przede wszystkim,  wpływu polityki Niemiec., ich ekonomicznej przewagi,jak tez wiekszej liczby obywateli.

 Juz dużo wczesniej , bo 10 lat temu były minister spraw zagranicznych Niemiec Joschka Fischer, pisząc dla polskiego tygodnika "Wprost": wyrażił wspomnianą myśl, gdy mówił: "Mimo że Niemcy są zbyt słabe i kulturalnie nie nadają się do hegemonii, to siłą swego potencjału będą coraz bardziej wrastać w rolę przywódczą".
Ta opinia wyrażona 10 stycznia 1999 roku sprawdziła się w niemieckiej inicjatywie likwidacji traktatu z Nicei, w którym Niemcy, podobnie jak Francja posiadająca o 22 miliony mniej mieszkańców, miały w Radzie Unii Europejskiej 29 głosów, a mniej zaludnione Hiszpania i Polska po 27 głosów. W traktacie konstytucyjnym odrzuconym przez Francję i Holandię i w obecnie promowanym traktacie z Lizbony wprowadzono z inicjatywy Niemiec formułę podwójnej wielkości liczby głosów. Podstawowym jej wyznacznikiem jest liczba mieszkańców danego kraju, a - jak wiadomo - Niemcy są obecnie najliczniejszym krajem Unii. W ten sposób radykalnie zwiększa się pozycja Niemiec na niekorzyść wszystkich pozostałych.

Decyzje w Radzie Unii mają być podejmowane większością kwalifikowaną, przy spełnieniu testów przewidzianych już w traktacie z Nicei - dwóch obowiązkowych i trzeciego fakultatywnego.

Decyzja musi być podjęta przy:
- minimum 255 z łącznej sumy 345 głosów, dla stworzenia tzw. mniejszości blokującej należy zebrać co najmniej 91 głosów,
- uczestnictwie w głosowaniu liczby państw większej niż połowa, jeśli projekt pochodzi od Komisji Europejskiej i co najmniej 2/3, jeśli pochodzi od państw członkowskich.

Zaś  ten test proponowany  stanowi, że każde państwo może zażądać sprawdzenia, czy kraje spełniające powyższe testy zgromadziły łącznie co najmniej 62 proc. potencjału demograficznego UE.
Traktat z Lizbony akceptuje funkcjonowanie tej zasady do 31 października 2014 roku. Od tej daty ma obowiązywać wspomniana wyżej formuła podwójnej większości.

Aby podjąć decyzję w Radzie UE, trzeba zebrać 55 proc. państw członkowskich plus jedno, a państwa opowiadające się za podjęciem decyzji musi zamieszkiwać co najmniej 65 proc. populacji UE. Mniejszość blokująca będzie musiała stanowić nie tylko 35 procent populacji UE, ale reprezentować co najmniej 4 państwa. W takich dziedzinach, jak np.: WPZiB (wspólna polityka międzynarodowa i bezpieczeństwa), kierowana przez wysokiego przedstawiciela do spraw polityki międzynarodowej i bezpieczeństwa, sprawy wewnętrzne i sprawiedliwości, polityka gospodarcza i pieniężna, zawieszenia w prawach członkowskich i wystąpienia z Unii oraz w kwestiach obsady stanowisk, konieczne będzie zapewnienie poparcia co najmniej 72 proc. liczby państw członkowskich.

Traktat z Lizbony wprowadza okres przejściowy od 1 listopada 2014 do 31 marca 2017 roku, w którym podczas głosowania każde państwo może żądać powrotu do systemu nicejskiego. W tym okresie można też będzie odwoływać się do tzw. formuły z Joaniny polegającej na tym, że jeśli 34 proc. państw lub kraje zamieszkiwane przez co najmniej 26 proc. mieszkańców UE nie zgadzają się na przyjęcie proponowanej decyzji, to Rada będzie musiała zająć się tą sprawą i poszukać "satysfakcjonującego rozwiązania" w "rozsądnym czasie".

Jednak od 1 kwietnia 2017 roku będzie już w pełni działać zasada podwójnej większości. Do formuły z Joaniny będzie można się odwoływać poprzez zapewnienie poparcia państw zamieszkiwanych przez co najmniej 19 proc. mieszkańców Unii.

Dyktando Niemiec
Niewątpliwie zasada podwójnej większości jest niekorzystna dla Polski. Tę liczbowo ujętą tezę prezentują matematyczne modele opracowane na podstawie teorii gier, a opublikowane przez profesora fizyki teoretycznej Karola Życzkowskiego i dr. hab. matematyki Wojciecha Słomczyńskiego (W. Słomczyński, K. Życzkowski "Traktat z Nicei, projekt Konwentu, Konstytucja Europejska", w: "Przegląd Środkowoeuropejski", nr 38, 2004).

Prezentowane obliczenia różnych autorów zawierają porównanie modelów traktatu nicejskiego i zasady podwójnej większości przy założeniu większości kwalifikowanej obejmującej co najmniej 55 proc. państw (nie mniej niż 15) reprezentujących 65 proc. potencjału demograficznego UE.

Z wyliczeń różnych autorów widać, jak poważna dla pozycji Polski jest niczym nieuzasadniona zmiana decydującej siły głosu z traktatu w Nicei, który był podstawą naszego wejścia do Unii Europejskiej. Teza o "przywódczych" tendencjach Niemiec i w mniejszym stopniu Francji, mającej również historyczne tradycje imperialne, jest tu widoczna.
Profesor Życzkowski i dr hab. Słomczyński przedstawili następującą opinię dotyczącą porównania systemów głosowania w Radzie Unii.

1. "System podwójnego głosowania jest szczególnie korzystny dla krajów o największej liczbie ludności. Kryterium dotyczące większości ludności w Unii powiększa oczywiście siłę najludniejszych krajów".

2. "W szczególności system podwójnej wielkości jest niekorzystny dla Polski. W ramach tego systemu, bez względu na przyjętą wartość progów decyzyjnych, nie można utrzymać nawet w przybliżeniu pozycji, jaką daje Polsce Traktat z Nicei".

3. "Kwintesencja tych analiz jest jednoznaczna. Przyjęty system podwójnej wielkości pozostawia Polskę poza gronem 'dużych' państw unii. Pod względem politycznym oznacza zastąpienie zasady równowagi między państwami, która opierała się na parytecie pomiędzy sześcioma dużymi krajami Unii (Francja, Niemcy, Włochy, Wielka Brytania, Hiszpania, Polska) i degresywnym rozkładzie wagi głosu (wagi zależały od liczebności populacji, ale nie w sposób proporcjonalny), zasadą dominacji czterech największych państw (Francja, Niemcy, Włochy, Wielka Brytania), przy czym wpływ Niemiec będzie istotnie większy niż pozostałej trójki".

Należy jeszcze zwrócić uwagę, że podane wyżej wyliczenia dotyczą roku 2003 w stosunku do 25 państw Unii, kiedy zasada podwójnego głosowania była przewidziana w ramach Konstytucji UE. Obecnie sytuacja pogorszyła się dla Polski w związku z wstąpieniem do Unii Bułgarii i Rumunii poważnym zmniejszeniem się ludności w Polsce ze względu na deficytowy wskaźnik demograficzny (1,23 dziecka na kobietę) i wysoki wskaźnik imigracji. Należy założyć, że 40 proc. imigrantów już nie wróci do kraju. Stąd dramatyczny apel ministra Jana Rokity: "Nicea albo śmierć", nie był pozbawiony sensu. Wrocmy jednak do naszego glównego wątku , jakim jest  formułowanie odpowiednich politycznych postulatów  w przedstawianiu  i promowaniu naszego rzetelnego dziedzictwa anorodwego.

Po  zwróceniu uwagi na podstawy prawne, popatrzmy na  nasz własny obraz , jak sami siebie postrzegamy. Słusznie zauważył  Ryszard Legutko ,” przewrót , jaki dokonał się w 1989 roku  nie był wcale tak jasny, ja by się wydawało, poniewaz  nie było przeciwnika, który został pokonany..( ciekawy artykuł w „Znaku”  Tomasza Gąsowskiego – Dwie Niepodleglości mówiący o roku 1918  i 1989) Doszło do wręcz niepojętej sytuacji w 1989 . W momencie obalenia starej rzeczywistosci us trojowej i powstania nowej cały impet krytyczny  i demaskatorski nowej władzy publicznej nie skierował się przeciw komunizmowi i komunistom, ale  przeciw narodowi. Niestety prawdziwą przeszkodą do powstania nowego ustroju stali sie sami zainteresowani- Polacy. To „stare” komunistyczne zostało w nowej rodzącej się „apatycznej” demokracji. A było nie czym innym jak sowiecko-komunistyczną mentalnoscią wytworzaną w PRL-u.  Próba Premiera Olszewskeigo w 1992  spaliła na panewce,  z ewzględu na spójność poprzednich komunitycznych  układów. Takiej sytuacji  nie było ,  po 1945-tym roku kiedy to  narzucono nam ,obcy sytem brutalną siłą nieprzebierającą w środkach, łącznie z wystrzelaniem , lub unieszkodliwieniem elit , jak tez inaczej tylko myślacych niż komunisci. Tego procesu nie bylo po 89 roku i stąd ta apatia do zmian i stąd  „zachwiania’ społeczne w postaci podwójnej kadencji prezydentury  Kwasniewskeigo , czy zagrabienie mienia przez odchodzącą komunistyczną ekipę, która wiedziała , jak bedzie miała pieniądze i środki masowego przekazu , to poradzi sobie z e społeczenstwem.

 Ryszard Legutko  własnie uczula nas na ten temat. A co zdumiewające, to to ,  z e własnie poprzedni ustrój  gdy  rozpływał się w niedopowiedzeniach .  wiadomo bylo, ze  był wrogi dla narodu  , stąd  każde jego przybliżenie do narodu należało  opatrzyc  koniecznymi ostrzeżeniami , tak by nie dokonywać pospieszych osądów .  W rezultacie jednak  tych wszystkich eliminacji ,  braku ostrzeżen,  jak też cofania się w przeszłość znaleziono  iluzyjnego wroga, którym bylismy my wszyscy czyli polski naród i spolecznestwo polskie. Najgorszą  wrogoscią  i niegodziwoscią poprzedniego  systemu   własnie było to , z e nas wyprodukował i teraz mamy jako Polacy  diametralnie inne spojrzenie na naszą swiadomość narodową, prawie wzajemnie się wykluczającą , wrażeniową  , pozbawioną racjionalnośći.

Stąd też nieprzypadkowe, że Arcybiskup Zycinski krytykując ks, Chrostowskiego opiera sie na „wrażeniach”, bo tak jest wygodniej, zamiast siegnąć do rozumowych argumentów,czy zagadnienia narodowej tozsamości. Wrazeniami i obrazami latwiej jest trafić do szerokich mas , a racjonalne argumenty mimo, ich oczywistosci  i spójności ,tak nie przemawiają, jak wrażenia.

 Dosadnie i obrazowo tłumaczy nam geneze tego zjawiska. Zdzisław Krasnodębski :  „Najbardziej  irytujący w ludzkich dziejach  jest brak logiki i sensu”. Tak jest z obecnymi tendencjami krztałtowania niemieckiego „image” kosztem Polski. Zgodnie własnie z „logiką” dziejów ,, czy maksistowska teorią walki klas, to własnie Polacy powinni  dokonać zagłady Zydów jako  biedniejsi,  zacofani, uchodzący za  supernacjionalistyczny ,antysemicki i ultrakatolicki naród. W rzeczywistosci, własnie wbrew logice dokonali tego Niemcy, gdzie Żydzi stanowili niecały  procent  ludności niemieckiej, a do tego jeszcze , własnie Zydzi   utożsamiali się z krajem Kanta Beethowena czy Mendelssohna. Dobitnie wyraził sie o tym zjawisku    Cohen  założyciel  neokantowskiej szkoły  będac autorem  partiotycznej rozprawy z 1915 „Niemczyzna i Zydowstwo”,.  Głosił  on głębokie pokrewienstwo  duchowe  Niemców i Zydow  i wyrażał nadzieję, ze inne narody pójdą  w  żydowskie  ślady i uznają prymat Niemców w w zyciu intelektualnym, co miało być  warunkiem pojednania i pokoju.  Tymczassem sytuacja w Polsce  była diametralnie rózna. Zydzi w Polsce ,mimo 700-letniej wspolnej historii, nie byli z polską ludnoscią zasymilowani, niewielu nawet mówilo polskim językiem. Stąd też ,w Polsce

strzeżenie dziedzictwa narodowego w kategoriach historycznych jest nierozłącznie   calą kwestia powiazań  miedzy  grupowych ,  busnesowych, instytucjonalnych,czy kulturowych.

 Jak każda instytucja , tak tez mniejszość narodowa niezasymilowana stara się o zdobycie trwałej, pozytywnej, społecznie upowszechnionej opinii o swojej działalności, jak też promulgowwanie jej poza granice narodowe w  sytuacji geopolitycznej . Ta wyjatkowość i specjalność , uosobniona jest  nieraz  znakiem firmowym, jest fundamentem zaufania, niezwykle ważnym w relacjach gospodarczych, jak tez kulturalnych . W taki to sposób  kształtuje się obiegowa opinia o poszczególnych państwach na tle ich historii, o typowych postawach i obyczajach. Obserwacja ta jest szczególnie na czasie, gdy barbarzyńskie i okrutne XX-wieczne okresy hitleryzmu, faszyzmu i komunizmu wielkich krajów europejskich stały się podstawą negatywnego  obrazu  mającego niewątpliwy wpływ na kształtowanie się ich różnego rodzaju relacji międzynarodowych. A co ma wspólnego z tym sytuacja Polski?

Negatywny  obraz  historii Polski jest niezwykle szeroko upowszechniony nie tylko w Niemczech,  ale przede wszytkim w  też w Stanach Zjednoczonych , Kanadzie,czy Australii.   Kazdy prawie Niemiec słyszł o Jedwabnem. Niestety jego znajomość ogranicza sie do   formułowania opinii   przez jedyny obóz mający monopol na prawdę. Bez zająknięcia  powtórzy za „Wyborczą” :W Jedwabnem Polacy wymordowali około  1600 Zydów”. Innych faktow nie bedzie pamiętał . Wystarczy wiedziec o liczbie i miejscowosci.  Prowadząc dyskusje z opiniotwórczymi srodkami w Polsce, gdy mówiłem o faktach ,   oni mówili, z mam „szpakowate” włosy.

Niestety literatura anglojęzyczna  tego typu argumenty popiera , jak też obfituje  w najrozniejsze przekłamania ,a  nawet   powołuje  się na Winstona Churchilla, piszącego w swoim popularnym w USA pamiętniku, o  spotkaniu ze  Stalinem, który  poinformował go, iż Polska Armia Krajowa współpracuje z Niemcami.

 Jak się czyta „Time” , czy „Washinghton Post” to okrślenie "Polish concentration camp".( koncentracyjny obóz w Polsce),  czy  okreslenie "nazi" kojarzy im się z Polakami. Nie mówię już o filmach, c zy wypowiedziach polityków  Allana Specter –Senatora USA,czy innych.

 Wprost szyderczą , wręcz nonsensowną  sceną  w filmie(Holocaust) , jest jedna wyróżniająca się swoim mistrzostwem w  zakłamaniu: niemiecki oficer wzywa żołnierzy ubranych w polskie mundury w czapkach rogatywkach z polskimi orzełkami i wydaje im rozkaz rozstrzelania grupy Żydów.

Te antypolskie działania kształtujące fikcyjny obraz naszej historii są  tak  liczne, dotyczą  nie tylko wielu filmów, książek, artykułów prasowych, ale wykładów na amerykanskich uniwersytetach,  specjalnych kursów, czy całej gamy tzw badań naukowych nic nie mających z rzeczywistoscią. Nawet w państwowym, amerykańskim Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie spotyka się jednoznaczne sugestie o czynnym współdziałaniu Polaków w zbrodni holokaustu, natomiast nie ma słówka o  Judenratach, czy  Żydach mordujących swoim pobratymców.  Na tablicy ofiar nazistowskich obozów  „zapomniano”o Polakch ( a w stodole w Jedwabnem zginęło 2-3 Polaków), obok Żydów są jedynie sowieccy jeńcy wojenni, Cyganie, homoseksualiści, świadkowie Jehowy i więźniowie polityczni.

  Nie potrzeba dodawać, że na wyobraznię ludzką nic tak nie działa jak  horendalne sceny zabójstw, czy  insynułownie rzezi ludzkich istot. Stąd też,zmasowanie kłamliwych filmów, artykułów, książek, internetowych fałszerstw jest tak duże, że ich wyszczególnienie wymagałoby olbrzymiego dzieła, a ich oddziaływanie jest porażajace. Znam to z własnego doświadczenia.

 W Muzeum Holocaustu w Washinghton oglądałem prawie drugodzinny film o Jedwabnem z e znajomymi,  Nikt z nich prawie nic nie  słyszał  o Jedwabnem. Po oglądnięciu filmu na moje pytanie : Kto dokonał mordu wszyscy opowiedzieli, z  e Polacy. Na nastepne pytanie ; czy mają jakieś wątpliwosci, odpowiedz też byla jednocznaczna: z filmu wynikało ,  z e Polacy to zrobili. 

FIKCJA I WIZERUNEK

  Jest to zjawisko dość nagminne.
 Kwestii wyjasnienia tego zjawiska: formułowania osądu na podstawie tylko wrażeń , podjęło się
 dwóch profesorów filozofii: Zbigniew Musiał i Bogusław Wolniewicz.    Korrektę  takich postaw wypada zacząć  od  zmiany  i eliminowania  pewnych wyrażeń. Do  takich mozna zaliczyc: "zbrodnie nazizmu" zamiast "zbrodnie niemieckie" czy "niemieckich obozów zagłady"  zamiast coraz częściej używane "polskie obozy zagłady". Autorzy ci piszą: "Nieodparcie nasuwa się myśl, że wskazane określenia stanowią część szerokiej, od lat prowadzonej akcji propagandowej, której przyświęca jeden jasno określony cel: odciążyć Niemców od ich związku sprawczego z zagładą Żydów europejskich, a w to miejsce obciążyć tym związkiem Polaków.

 Inną tedencją  jest , że propagandowo usiłuje się  podstawić w opinii światowej 'Polskę' za 'Niemcy' . 
Jako naukowo poprawnie  jest „ mówić” , że tylko  Niemcy, jako Niemcy - moga sie odnosić krytycznie do swojej przeszłosci, jesli  widzą i uznają taką potrzebe. Wprawdzie, jeszcze dopuszcaja, z  e mogą to robić  ofiary Shoah i ich potomkowie.  Inne narodowości , takie, jak  Polacy nie mogą  przemawić w imieniu ofiar Nazizmu, bo  zadaniem Niemców i Polaków  ,  jest pojednanie i przebaczenie, nad którego  przestrzeganiem „czuwają  zastępy zawodowych specjalistów od stosunków polsko-niemieckich( por.Zdzisław Krasnodebski- Dobrzy sąsiedzi Niemiec- Rzeczypospolita). Ci własnie , profesionalisci, niestety,

wyjaśniają także, że ten  proces nie powinien mieć racjonalnego poszukiwania historycznych faktów , ale ograniczać się do  moralnych zachowań. Opieranie  się na rzeczowej argumentacji historycznej, jest niepotrzebne , bo to zbyt skomplikowane, nie rzeczowe, a więc nie istniejące.  Chodzi tu  o nic innego  jak o sprytną operację psychotechniczną mającą na celu wytworzenie w świadomości publicznej stosownego mechanizmu asocjacyjnego. W ten sposób wielka zagłada przestanie kojarzyć się ludziom z Niemcami, a zacznie kojarzyć się z Polską i Polakami, bądz tylko z problemem pojednania polsko-niemieckiego. Te psychotechniczne zabiegi dokonują się w dwóch etapach.

 Pierwszy etap to dbałość o to, ażeby wszędzie tam, gdzie jest mowa Holokauście, pojawiały się słowa: "Polacy", "Polska". W ten sposób powstanie psychologiczne skojarzenie w jedną stronę: zagłada to znaczy Polska.
Tak opisana przez polskich profesorów filozofii akcja nawiązuje do znanej i popularnej obecnie metody reklamy marketingowej, podświadomego  oddziaływania na kształtowanie się pożądanej świadomości.

Wspaniale  powyzsze tematy wyjasnia   Dr. Frank Luntz w ksiązce   „Words that work .”
Wielokrotnie słysząc w reklamowych przerywnikach telewizyjnych, wyrażenia – skojarzenia, tak wpływaja na psychikę, ze  wyraz  „Polska” bedzie kojarzyć się z  Obozem zagłady, jak pasta do czyszczenia  zebów z  ich wybielaniem. Tak  uzasadnia  Colgate   olbrzymie  koszty reklamy.    

 Zadbanie o zachowanie i promulgację dziedzictwa narodowego.  

To co powiedziano , wydaje się świadczyć, z  e na dzień dzisiejszy , kwestia  przedstawiania narodowego dziedzictwa polskiego,  jest jeszcze w powijakach.  Kilka jaskółek nie czyni wiosny. Ale warto wymienić, z e  nie tylko  niektóre  internetowe blogi, w sposób  wyrywkowy, c zy  amatorski chcą się zajmować omawianym tematem. Do powazniejszych i naukowo zaawansowanych należy  środowisko  „Teologii Politycznej „z  siedziba w Warszawie, jak tez poszczególni myśliciele jak  Piotr Jaroszynski, czy  Witold Kieżuń ,  moze do końca nieświadomie , Ks. Waldemar Chrostowski. Można teź wspomnieć srodowisko „Naszego Dziennika”, jak też  innych  ludzi skupionych wokół   Redemptorystów z Torunia., czy niektórych dziennikarzy z „Rzeczypospolitej”.

Polonia Kanadyjska , rzeczowo wypowiada sie w palących kwestiach dialogu, jak tez   Profesor Marek Chodakiewicz  z WIP w Washinghton.  Obecnie  zaczyna sie zajmować powyzszym tematem w Chicago   grupą skupiona wokół  International Reasearch Center. Org.

  Z przykroscią trzeba zauwazyć, z e niektóre środowiska  zwiazane ze „Znakiem”, czy innymi pokrewnymi wydawnictwami, nie dostrzegły tego problemu i wydają  się  być reliktem   myślenia  pozostawistawionym i po części odziedziczoym  po PRL-u. Tymczasem  przytoczone przedtem ,  wypisy z naszej Ustawy Zasadniczej wskazują  wyraźnie, że naszym obowiązkiem jest  własnie  racjonalne promulgowanie naszego narodowego dziedzistwa, jak teź dbanie o zgodny z historyczna prawdą wizerunek naszej Ojczyzny.

Co robi sie dotychcas nalezy raczej ocenic krytycznie, a czasem, co gorsze , nawet  nie widzi sie tego problemu, mimo badań  nad antypolonizmem i osobistych doświadczeń Polakow.  Można by przypomnieć, że Konstytucja obowiązuje nie tylko Obywateli, ale i Władze Rzeczypospolitej.

    W świetle przedstawionych faktów , zdecydowanie krytycznie ocenia się  efektywność realizacji omawianych postanowień Konstytucji RP.  Kolejne władze niepodległej Polski  po 1989 roku nie dołożyły należytej staranności w walce z deprecjacją wartości dziedzictwa narodowego naszego kraju. O dziwo, nawet , w niektórych środkach masowego przekazu w Polsce , obecnie wyraża sie krytycznie o niepodleglosciowych zrywach narodu.
Wladza  obecna   przybrała

 bierną postawę  wiązaną z falą historycznego rewizjonizmu ogarniającego za przykładem tendencji światowych i naszą społeczność.  Ogólno narodowe środki masowego przekazu zdają się też nie dostrzegać tego problemu, bądż uwazają, ze to nie jest ich  przedmiotem zainteresowania., bo nie jest to sensacyjne i "news worthy".

 Czyźby była to reakcja , na lata  siedemdziesiąte i osiemdziesiate  w Polsce ? W okresie tym  nastąpiło  ożywienia postawy tradycyjnie religijno-patriotycznej w pierwszym okresie walki "Solidarności", symbolizowanej biało-czerwonymi, a nie czerwonymi sztandarami, rozwieszonymi portretami Jana Pawła II, wspólną modlitwą i Komunią Świętą strajkujących robotników śpiewających nie "Międzynarodówkę", ale "Rotę" i "Jeszcze Polska nie zginęła", pojawiły się wtedy  silne oznaki rewizjonizmu narodowego.  Jak przeczuwając,ze idzie”nowe”,- w podziemnym wydawnictwie "Nowa" już w 1981 roku Jan Józef Lipski, zaangażowany w  działalność antykomunistyczną, opublikował swój artykuł: "Dwie Ojczyzny, dwa patriotyzmy (uwagi o megalomanii narodowej i ksenofobii)". Kolejne opracowania J. Błońskiego [2] i J. Jedlickiego [3] rozwijały ten krytyczny nurt.  Jak  na  początek było to awangardowe posuniecie, ale  opracowania rewidujące  funkcjonującą jednostronnie pozytywną wizję przeszłości były nieśmiałe i wybiorcze.

 Niestety , po 1989 roku w  atmosferze swoistej "political correctness" zdecydowana polityka bronienia polskiego  „dobrego”imienia  przed atakami krytyki zagranicznej nie mogła znaleźć społecznej akceptacji środowiska "establishmentu". Z niewiadomych , a może tylko intuicyjnie wyczuwanych względów, temat ten zaczęto traktowac jako tabu. Stad tez publikacja Ryszarda Legutki "Esej o Polskiej duszy" jest nie tylko na czasie, ale wypełnia poznawczą lukę.

 Jak zauważa W. Kieżuń,   że Jan Lipski mimo zdecydowanej opinii, że: "Miłość do wszystkiego, co polskie - to często formuła narodowej 'patriotycznej głupoty'" i że "patriotyzm to nie tylko szacunek i miłość do tradycji, lecz również nieubłagana selekcja elementów tej tradycji, obowiązek intelektualnego wysiłku". Wprawdzie  Jan Lipski  bardzo zdecydowanie przeciwstawił się tendencji antypolonizmu, pisząc w "Dwóch patriotyzmach",
niestety  ,na Zachodzie, głównie w środowiskach żydowskich porażonych tragedią zagłady milionów, pojawiło się nieodpowiedzialne i prawie nie mające nic wspólnego z rzeczywistością oskarżanie narodu polskiego o współuczestnictwo w eksterminacji. W imie własnej i przez siebie wymyślonej  „politcal correctness”, jak też dla osiagniecia wymiernych propagandowo-samousprawiedliwiajacych zysków z ekonomicznymi włącznie, próbowano nawet rozpowszechniać obelżywe określenie 'naródu szmalcowników'., czy pomocników Hitlera, przy zapoznaniu  udziału samych mordowanych w Shoah. Zarówno , antypolonizm powinien być uważany za postawę nie mniej hańbiącą niż antysemityzm. Zdanie '”wszyscy Polacy to antysemici” lub 'wszyscy Polacy to pijusy' - jest tyle warte, co "wszyscy Żydzi są oszustami".

Obecne wezwania  i propozycje  nie tylko Profesora Marka Chodakiewicza.
Sądzę, że  tu i teraz  jest juz wreszcie najwyzszy  czas na  na rozpoczęcie autentycznej, dobrze merytorycznie i taktycznie przygotowanej akcji realizowania omawianych postanowień Konstytucji o ochronie dziedzictwa narodowego, autentycznej pamięci narodowej w skali międzynarodowej. Jednoczesnie nalezy  „uporzadkować” nasze narodowe podwórko  i nie lźyć „wrazeniami” naszej narodowej pamieci i jej dziedzictwa. Należałoby wreszcie załatwić podstawowe problemy w stosunkach z Unią Europejską, naszymi sąsiadami, Zachodnią Europą , Australia, Ameryką: USA i Kanadą.

Proponowany program można ująć w punktach, zakładając, że jego realizacja będzie przebiegać w formie wzajemnych uzgodnień w wyniku rzeczowego i obiektywnego przedstawienia problemu przez stronę polską nieakceptującą metody szantażu ani awanturnictwa politycznego. Teoretyczna wiedza dotycząca sposobu prowadzenia sprawnych negocjacji jest wykładana na wyższych uczelniach, negocjatorzy międzynarodowi powinni ją dobrze znać, mając jednocześnie odpowiednią praktykę.

Jak wynika z dotychczasowego toku działań, procedura procesu "podstawiania Polski" jest prowadzona fachowo, ze znajomością metodologii kształtowania postaw społecznych i form podświadomego  oddziaływania na świadomość społeczną. Stąd też i realizatorzy postanowień Konstytucji w omawianych artykułach w skali międzynarodowej muszą charakteryzować się wysokim poziomem wiedzy nie tylko politycznej, dialodu,ale tez poznac taktyki i sposób myslenia obecnych „image makers”( robiacych i kreulacych dany obraz).

  Wiemy juz o „newralgicznych” punktach  i wrazeniach taktykach i sposobach , jakie są uzywane, aby przedstawiać  nasze dziedzictwo narodowo-kulturalne.. Mamy ekspertów w niekórych dziedzinach jak: historii  polityki społecznej , ja tez procesów społecznych, czy problemów związanych z tozsamoscią. Wystarczy dobra wola, jak tez chęć wytężenia wysiłku , przy zapoznaniu osobistych ambicji.  Nie brakuje nam literatury  na kontrowersyjne tematy ,  czesto mało  rzeczowej , aby  odtworzyć zaistniałą rzeczywistość  i dojść do wspólnej zgody , unikając wrazeń, streotypów, czy zwykłych historycznych fałszerstw.Oprócz niej jest wiele merytorycznych opracowań książkowych czy profesionalnie napisanych artykułów.

 Paktycznie ,   w naszych relacjach z Unią Europejską  na czasie wydają się być wskazania Profesora Witolda Kieżuńia wyrażone w sposób nastepujący:

„ Zarys punktowo ujętego programu mógłby przybrać następującą formę:

1. Dyskusja nad nową formą traktatu z Lizbony. Z punktu widzenia formalnoprawnego traktat z Lizbony został już uchylony wynikiem referendum w Irlandii. Ta teza jest elementarnie oczywista. Przy przyjęciu zasady jednomyślności już jeden głos sprzeciwu unieważnia przedmiot głosowania. Tak jak już głos sprzeciwu Francji (niezależnie od podobnego wyniku w Holandii) w referendum nad projektem konstytucji Unii unieważnił go i zmusił do przygotowania nowej wersji traktatu zaproponowanej w Lizbonie. Ponowienie głosowania musi być poprzedzone ustaleniem przyczyn negatywnej oceny Irlandii i opracowaniem nowej wersji traktatu. Powtórzenie głosowania w Irlandii nad niezmienionym tekstem traktatu z Lizbony jest nadużyciem prawnym.

2. Nowa forma traktatu musi być opracowana przez zespół reprezentujący wszystkich członków Unii Europejskiej i dyskusja nad nią musi być jawna.

3. Polska stawia wniosek o zachowanie systemu głosowania z traktatu w Nicei i broni go albo domaga się wprowadzenia systemu pierwiastkowego dla zapobieżenia zbyt dużej dysproporcji siły głosu między wielkimi i średnimi państwami, co jest niezgodne z demokratyczną, podstawową zasadą równości.

4. Polska przedstawia Niemcom program uregulowania nierozwiązanych problemów: sprawa stale powtarzających się określeń "polski obóz koncentracyjny", programy TV szkalujące i ośmieszające Polaków. Rząd niemiecki powinien wydać oświadczenie w tych sprawach, powołując się na konieczność utrzymania dobrej atmosfery współpracy w ramach UE, przypominając, że obozy koncentracyjne w czasie wojny były budowane i kierowane przez Niemców, a idea Unii Europejskiej to życzliwa, solidarna współpraca, a nie rozpowszechnianie rewizjonistycznych haseł.

5. Niemcy likwidują skandaliczną politykę Jugendamtów zakazujących używania języka polskiego przez dzieci z mieszanych polsko-niemieckich małżeństw.

6. Niemcy zapewnią, analogiczne do sytuacji mniejszości niemieckiej w Polsce, warunki do prowadzenia szkolnictwa w języku polskim dla naszych rodaków tam mieszkających i umożliwią im posiadanie reprezentacji w Bundestagu.

7. Niemcy doprowadzą do likwidacji istniejącej narodowo-demokratycznej neonazistowskiej partii propagującej ideę odwetu wobec Polski.

8. Niemcy doprowadzą do likwidacji artykułu w ich Konstytucji zapewniającego obywatelstwo mieszkańcom Niemiec w granicach z 31 stycznia 1937 roku.

5. Polska doprowadzi do budowy w Gdańsku lub w Warszawie muzeum "Polska w drugiej wojnie światowej" z pełną dokumentacją "zapomnianego polskiego holokaustu".

6. Polskie MSZ oraz wszystkie ambasady i konsulaty polskie zostaną zobowiązane do natychmiastowej interwencji w przypadku stosowania formuły "polski obóz koncentracyjny". W razie braku pozytywnej reakcji należy wytaczać procesy sądowe.

7. Kosztem nawet kilku milionów USD należy wytoczyć proces pokazowy wobec producenta filmu "Holocaust" z żądaniem odszkodowania w wysokości kilkudziesięciu milionów USD za fałszerstwo i straty moralne Polski.

8. Specjalnie powołana naukowo-rządowa komisja opracuje szczegółowy kryzysowy (bo taka jest aktualna sytuacja) plan realizacji omawianych artykułów Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

  Wspomniana przed chwilą Komisja , powinna składać sie ze znawców tematu, ideologicznie niezaangażowanych, jak tez rozeznających  ogrom zadania.

 Wypada tylko wyrazić nadzieę,  że wkońcu profesionalizm i rzetelność wezmie górę nad tandetą i chałturzeniem. Carlos Benson    www.inernationaresearchcenter.org



Copyright © 2009 www.internationalresearchcenter.org
Strony Internetowe webweave.pl